Dlaczego nie jesteśmy tak odważni jak w naszych myślach? Dlaczego, gdy chcesz walczyć o to, co jest dla Ciebie dobre, co uczyni Cię jedną z najszczęśliwszych ludzi na świecie, pojawia się ta bariera, która przekreśla wszystko? Nasz umysł jest tak cholernie skomplikowany, że gdybym miała choć w minimalnej części chcieć o tym pomyśleć, przepadłabym z kretesem a w najgorszym przypadku osiwiała. Jedno jest jasne, każdy z nas kiedyś spieprzył kilka świetnych opcji.
Wybiegłam stamtąd. Chłopak, na którego widok niemalże mdlałam, którego dotyk przenikał przez mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia, którego wzrok patrzył w moją duszę, nie oczy. Chciałam być jak najszybciej w domu, więc złapałam taksówkę zaraz przy mieszkaniu Harry'ego i nie oglądając się za siebie, odjechałam przekazując kierowcy, że ma udać się na Lancer Square. Sądziłam, że nie można wyłączyć myśli, że nie można ot tak sobie przestać myśleć. Jednak można. Tępo patrzyłam w krajobraz przede mną. Setki twarzy, setki małych okienek... Boże, czułam obrzydzenie do tego miasta bo odkąd tu jestem to nie spotyka mnie nic dobrego. A może spotyka, a tylko ja nie potrafię tego docenić albo po prostu wszystko dookoła rozpierniczam? Nie miałam nawet pomysłu by pomyśleć o czymś sensownym. Czułam się tak, jakby ktoś wyprał mnie ze wszelkich uczuć. I wiecie co? Miałam totalnie w dupie Styles'a z zakłamaną twarz i jego osobistą jędzą.
- 16 funtów.
- yy.. pro.. proszę ?
- za kurs 16 funtów się należy. - taksówkarz odwrócił głowę w moją stronę. Pokiwałam szybko budząc się z transu. Wyszperałam portfel i podałam mężczyźnie 20 funtów.
- reszty nie trzeba - rzuciłam, wychodząc szybko z samochodu. Dobiegły mnie jakieś słowa podziękowania z jego ust, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Stojąc przed drzwiami grzebałam szybko w tej torebce jakbym czegoś się bała. Po kilku sekundach zatrzasnęłam je, a będąc już w środku przywarłam do nich plecami. Ciemne drewno stanowiło teraz barierę między mną a wyimaginowanym przez moją głowę niebezpieczeństwem. Sama nie wiem czy nie powinnam tego nazwać Harry'm, choć niebezpieczeństwo mimo mocnej ironii brzmiało ... lepiej.
Ściągnęłam kurtkę, wieszając ją w przedpokoju. Torebkę razem z teczką rzuciłam na szafkę. Trochę się uspokoiłam. Byłam lekko rozdygotana, ale dopiero uświadomiłam sobie, że teraźniejszy stan nie mógł się równać z tym, kiedy opuściłam mieszkanie Harry'ego. Nie chciałam by ktokolwiek widział w jakim jestem stanie. Bez przerwy zadręczałam się tym, co zostało powiedziane. Oklapłam na zimnej posadzce i zaczęłam rozwiązywać swoje buty. Pragnęłam tylko by znaleźć się w swoim łóżku i jakimś cudem odpędzić od siebie to wszystko co się stało, odpłynąć w nieświadomość.
Kiedy ciepły, czerwony koc otulał każdy zakamarek mojego ciała a ja gotowa byłam spokojnie zasnąć moja uwaga natychmiastowo została odwrócona głośnym naparzaniem w drzwi mojego pokoju. Kompletnie się tego nie spodziewałam więc ten dźwięk spowodował, że lekko podskoczyłam. Sama nie wiem czemu, dlaczego i po co ale przez mój umysł przebiegła myśl, że za drzwiami stoi osoba o znanym mi imieniu. Harry.
- kimkolwiek jesteś, idź sobie.
- Co to ma znaczyć, Effie?!
- boże, Van co chcesz ? Głowa mnie boli, możesz przyjść później ? - z przymusu wyciągnęłam twarz spod koca i zerknęłam w stronę kuzynki. Stała naprzeciwko mnie, z założonymi rękoma na swojej klatce piersiowej w jednej z nich trzymając pomarańczową teczkę - aha, czyli nie możesz.
- Effie... jak mogłaś ? - jej ton nieco zmiękł, kiedy patrzyła na to jak wyłaniam się spod kołdry i klepię miejsce obok, by mogła usiąść. Było mi niesamowicie głupio i nie dało się tego ukryć. Miałam nadzieję, że potraktuje to jako okoliczność łagodzącą.
- Vanessa... Nie mogłam Ci powiedzieć. Jestem związana umową, w której czarno na białym napisane jest, że muszę zachować poufność. - spojrzałam w stronę kuzynki, która wyszukiwała teraz danego punkciku na kartce papieru - rozumiesz?
- Przykro mi, że mi nie powiedziałaś ale rozumiem. Nikomu nie powiem, obiecuję...
- Dziękuję.. - przytuliłam kuzynkę przyciągając ją ramieniem do siebie.
- Pod warunkiem .. - chytro się uśmiechnęła. Moja ręka swobodnie opadła przejeżdżając po jej plecach. No tak, przecież mogłam się spodziewać.
- Nie mogę Cię do niego zabrać, to moja praca Van... - powiedziałam stanowczo z naciskiem na słowo "praca".
- Wiem, wiem - wywróciła oczami - ale możesz go zaprosić do nas, że niby na obiad - dwoma palcami u obydwu dłoni zarysowała znak cudzysłowia w powietrzu.
- Mam wielką nadzieję, że oszalałaś albo po prostu strzel mnie w łeb, niech się obudzę z tego koszmaru.
- no Effie...
- wykluczone... - poprawiłam pozycję na łóżku podciągając nogi pod brodę.
- Rozumiem, że nie chcesz żebym poznała miłość swojego życia, tak ? - Vanessa wymachnęła rękami przed moją twarzą na co ja wybuchłam nieopanowanym śmiechem.
- Ty serio oszalałaś. Myślisz, że on jest taki jakiego go opisują gazety ?! Kochany, słodki Harry, z burzą słodkich loczków, ze słodkimi dołeczkami w policzkach, uwielbiający słodkie małe kotki ?! Grubo się mylisz... Jest gburowaty, niemiły, chamski, irytujący, arogancki i zapatrzony w siebie ... - tępo patrzyłam przed siebie i wymieniałam wady Styles'a, które udało mi się zauważyć.
- Ale nadal słodki... - przerwała mi, machając dłonią przed moją twarzą - a Ty lecisz na niego jak cholera - westchnęła blondynka klepiąc moje kolano, posyłając mi szeroki uśmiech.
- ale nadal słodki - kiwnęłam lekko głową potwierdzając słowa kuzynki, odwzajemniając uśmiech. - muszę Ci coś powiedzieć...
- Całowałaś się z nim? - zapytała podekscytowana Van, a jej oczy zaświeciły się niczym dwa brylanciki.
- nieeee... ale wtedy na lotnisku, to on uderzył mnie tymi drzwiami... i to on siedział ze mną.
- CO ?! Serio ?! - blondynka krzyknęła głośno łapiąc za poduszkę i ściskając ją mocno. Pokiwałam tylko lekko głową, wykrzywiając twarz w przepraszającym grymasie, potrząsnęłam ramionami ku górze. - zabiję Cię - Widzę jak mruży oczy, zaciska mocniej pięści na rogach poduszki i zaczyna mnie nią okładać wybuchając przy tym głębokim śmiechem.
Moja niezmącona niczym cisza i świadomość, że mogę się odprężyć bez większych przeszkód wprawiała mnie w zadowolenie. Naprawdę cieszyłam się, że trochę odpocznę tym bardziej, że jutro znów musiała będę stanąć z nim twarzą w twarz. Nie wiadomo jakby mnie potraktował. Czy znów kazałby mi się wynosić, a może zacząłby pieprzenie, że mu na mnie zależy. Byłam zmęczona bardziej psychicznie niż fizycznie.
Sen szybko wdarł się na moje powieki a ja się nawet zbytnio nie broniłam. Miałam wrażenie, że spałam góra 10 minut kiedy stara Nokia zaczęła wibrować na nocnej szafce. Po drugiej stronie łóżka wymacałam poduszkę i z gwałtownym jęknięciem przykryłam nią swoją głowę. Po chwili telefon ucichł, na co odetchnęłam z ulgą. Moje szczęście nie trwało długo, bo po chwili usłyszałam dźwięk sms-a by za sekundę telefon znów zaczął wariować pod wpływem natrętnych połączeń przychodzących.
Wymacałam ręką dzwoniące urządzenie i spojrzałam na wyświetlacz, który pokazywał "Harry". Odruchowo i bez większego zastanowienia się, odrzuciłam połączenie, przy okazji zauważając, że nieodebranych miałam 38 i 12 smsów. Kolejny raz usłyszałam jak Harry dzwoni. Westchnęłam szybko i postanowiłam odebrać, w końcu był moim szefem i chcąc nie chcąc nie mogłam go ignorować.
- Halo. - powiedziałam nieprzytomnym głosem bez większych emocji.
- Cześć. Dzwoniłem wcześniej ...
- Wiem. Coś się stało ?
- Moglibyśmy się spotkać ?
- Nie.
- Mógłbym przyjechać, nie musiałabyś tłuc się autobusem.
- Nie.
- Ale mam coś dla Ciebie... i jestem pewien, że Ci się spodoba. - Harry kontynuował pomimo mojego widocznego sprzeciwu.
- Czy to ma związek z moją pracą?
- No nie, aleee..
- Wszystko jasne.
- Effie no...
- Boli mnie głowa, źle się czuję i nie mam ochoty na żadne spotkania.
- To niespodzianka - powiedział z większym przekonaniem jakby miał nadzieję, że to przyniesie skutek.
- Masz pecha, bo nie lubię niespodzianek. Cześć. - rozłączyłam się i odłożyłam telefon z powrotem na szafkę.
Natarczywe wydzwanianie Harry'ego dobiegło końca. Westchnęłam z ulgą i ociężale podnosząc się z łóżka siadłam na jego krawędzi żeby po kilku sekundach porządnie się przeciągnąć. Mój pęcherz dał o sobie znać, więc pobiegłam do łazienki. Po załatwieniu swoich fizjologicznych potrzeb, stanęłam naprzeciw lustra, rękoma opierając ciężar na umywalce. Popatrzyłam trochę na swoje odbicie. Nie różniło się niczym, oprócz tego, że w oczach zauważyłam gasnące uczucia. Zdałam sobie sprawę, że jeśli ktoś albo coś ich nie ożywi to ... będzie ze mną ciężko.
Wychodząc z łazienki kątem oka zerknęłam na biurko i automatycznie do niego usiadłam. Włączając sobie płytę The Fray wpadłam na pomysł, że porysuję. Wyciągnęłam plik kartek i przysunęłam kubeczek z ołówkami. Mój wzrok przykuło zdjęcie rodziców, które wisiało na kawałku ściany przy oknie. Matko! Nie byłam dziś na cmentarzu! Zupełnie zapomniałam... Pomysł o rysowaniu odszedł w niepamięć kiedy nagle do głowy wpadło mi, że wybiorę się teraz, ale jak spojrzałam na zegarek to wróciłam do pierwotnych planów.
Była już 19, więc zanim bym się zebrała i dotarła na cmentarz byłoby już grubo po 20 więc wolałam nie ryzykować, tym bardziej że po ulicach Slough, tak samo jak i zresztą Londynu, kręciły się typy ludzi, na których nikt nie chciałby wpaść.
Zaczęłam kreślić kreski, kółka, ostre linie, łagodne linie, całkiem nieświadomie. Aktualne zajęcie pochłonęło mnie całkowicie. Czułam się jakbym siedziała nad projektem mojego życia. Kiedy palcem rozcierałam ostatnie kontury, doszło do mnie co przedstawiał mój obraz. Dopiero teraz zorientowałam się co tak naprawdę rysowała moja wyobraźnia bo ręce to tylko były tylko pionki kierowane przez mózg. No.. to ładną sobie wymyślił grę, nie ma co. Patrzyłam na kartkę jak zahipnotyzowana i kciukiem przejechałam po ołówkowych ustach. Na kawałku papieru znajdował się Harry, uśmiechający się promiennie.
- o boże. - skomentowałam sobie pod nosem własną pracę. Kręciłam kartką w przeciwnym kierunku do obrotów głowy. Mimo wszystko Effie, nieźle Ci to wyszło ale z łaski swojej przestań myśleć o tym idealnym dupku z przerośniętym ego.
- Effie, chodź! - do mojego pokoju wpadła Vanessa tak szybko otwierając drzwi, że uderzyły w szafę, która stała obok. Wystraszyłam się więc podskoczyłam w miejscu i zaczęłam przykrywać moje arcydzieło czystymi kartkami papieru.
- Matko, Van! Przestraszyłaś mnie .. - powiedziałam, odwracając się do niej położyłam rękę na klatce piersiowej w miejscu serca. Podciągnęłam nogę pod brodę - Co jest?
- Idziesz ze mną do Melissy - stwierdziła pewnie po chwili a zanim ja zdążyłam cokolwiek powiedzieć, przerwała mi szybko - i nawet nie chcę słyszeć 'nie'. - gwałtownym ruchem otworzyła moją szafę i rzuciła we mnie pierwszą, lepszą bluzką którą wyciągnęła.
- Ale ...
- Nie ma ale, ruszaj kuper i za 10 minut widzę Cię na dole.
Po krótkim zastanowieniu się, postanowiłam że jednak mogę iść. I tak nie miałam nic ważnego do roboty, a to na pewno lepsze niż ślęczenie przed TV i rozpamiętywanie dzisiejszego dnia.
U Melissy, jak to u Melissy... Dietetyczne żarcie, stos czasopism, malowanie paznokci u stóp, depilowanie brwi i wąsika - na co się nigdy nie zgodzę bo to boli a ja nawet lubię swój wąsik - no i oczywiście One Direction. Boże! Ile to można się zachwycać kimś, kogo się właściwie nawet nie zna. Naprawdę, miałam tego po dziurki w nosie czegokolwiek związanego z nimi, a szczególnie z jednym z nich, aż miałam ochotę zerwać się na równe nogi i krzyknąć, że Styles wcale nie jest taki jakiego go kreują. Przechyliłam głowę w lewo i w prawo, by rozciągnąć jakoś zmęczony kark i pobudzić mięśnie do funkcjonalności. Stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie pożegnanie się i wyjście. Ukradkiem spojrzałam na zegarek, który wskazywał 22:38.
- Wiecie co? Ja będę się zwijać do domu. - powiedziałam, przerywając dziewczynom w zaciętej dyskusji o tym co się będzie nosić w tę jesień.
- Co? Zostań jeszcze - Melissa przysunęła się na kolanach chwytając moją rękę.
- Niemiłosiernie boli mnie głowa. Chciałabym odpoacząć
- Odpoczniesz w nocy - krzyknęła entuzjastycznie Vanessa, machając ręką w geście, że to co powiedziałam zdaje się być mało ważne.
- Miałam ciężki dzień w pracy, jutro też mnie to pewnie czeka. Zrozumcie.
Dziewczyny westchnęły głośno. Pokiwałam tylko głową ze zrozumieniem, po chwili zakładałam kurtkę i krasnalową czapkę a kiedy stanęłam przy drzwiach odwróciłam się by pomachać na pożegnanie.
- Effie, może Cię odprowadzimy ? - zaproponowała Melissa, na co się uśmiechnęłam.
- Naprawdę dam sobie radę.
- Jesteś pewna ? - moja kuzynka stanęła obok mnie i oplotła mnie w czułym uściskiem. Pokiwałam twierdząco głową na jej pytanie a ona pogłaskała lekko moje plecy - uważaj na siebie.
- No jasne! - posłałam kuzynce promienny uśmiech. Rzucając krótkie 'dobranoc' mamie Melissy opuściłam dom Państwa Portman. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam oświetloną ulicą Londynu. W głowie miałam tylko portret, który nabazgrałam wcześniej i słowa Harry'ego, które mimo wszystko budziły stado motylów w moim żołądku.
Lancer Square jest cichą i w miarę spokojną dzielnicą. Oczywiście, że kręcą się tu różne typki ale z reguły to bezdomni, także mało niebezpieczni choć teraz są czasy, że taki jeden z drugim są w stanie głowę Ci uciąć za 1 funta. Takiego jeszcze nie spotkałam i miejmy nadzieję, że nie spotkam. Od domu Melissy nie było daleko do domu cioci, bo dzieliły nas tylko 3 ulice, właściwie 3,5 bo w połowie należało skręcić w nieduży park. I gdyby nie to, że był oświetlony tylko kilkoma latarniami, droga wydawałaby się całkowicie bezpieczna. Złapałam głęboko w płuca powietrze i skręciłam w mały, brukowy, długi chodniczek. Dla pewności, gdybym miała zostać zaatakowana przez jakiegoś psychopatę, wyjęłam słuchawki z uszu. Zacisnęłam je w dłoni i włożyłam dłonie do kieszeni ramoneski. Nie mogę powiedzieć, że biegłam, po prostu szłam zdecydowanie szybciej, chciałam jak najprędzej dostać się do domu.
Rozglądałam się na boki, by co chwila upewniać się czy nic nie ma zamiaru wyskoczyć mi z krzaków. Kiedy już zobaczyłam ostatnią latarnię, która widocznie oświetlała koniec parku i ukazywała dość duży kawałek chodnika odetchnęłam z ulgą.
Równo zaparkowane samochody stały przed domami. Widziałam jak w kilku mieszkaniach gasły światła, ludzie najwidoczniej kładli się spać kończąc dzisiejszy dzień. Niemiłosiernie im zazdrościłam, bo niczego tak nie chciałam w tym momencie jak tego by zasnąć. Wyszłam za róg parku, przeszłam przez ulicę i mijałam pub, który był odwiedzany przez dużą ilość osób, szczególnie przez tych lepiej sytuowanych. Przechodząc obok, trącona chyba ciekawością zerknęłam w ciemną przestrzeń między barem a następnym budynkiem zbudowanym z czerwonej cegły. Przyspieszyłam, kiedy wydobył się stamtąd nieprzyjemny śmiech, poprzedzony dziwnym, obolałym jękiem i litanią przekleństw. Spuściłam wzrok i przeszłam szybko obok tego miejsca by po chwili stanąć jak wryta. Zastygłam w miejscu. Do moich uszu dobiegło znane mi już imię. Przygryzłam wargę, gdy zastanawiałam się czy nie powinnam cofnąć te trzy kroki. Usłyszałam dźwięk uderzenia, co gorsza w czyjeś ciało bo zostało to przypieczętowane głośnym jękiem. To nie może być on, uspokój się Effie, Harry jest u siebie w domu. Cały, zdrowy, nadal wredny, bezpieczny.
- Mało Ci jebany skurwielu ?! Mało Ci Styles ? - gruby, męski zawibrował nieprzyjemnie w mojej głowie. Spojrzałam jeszcze raz w tamto miejsce. Widziałam, że sytuacja nie jest zbyt ciekawa a i główni bohaterowie zadymy się raczej nie kochają. Cały czas obserwowałam grupkę stojącą w zacienionym miejscu, kiedy Harry mocno odepchnął któregoś z nich. Nie wiedziałam co robić. Rozum podpowiadał mi, żebym po prostu stamtąd uciekła, ale nie mogłam, coś kazało mi interweniować. Mój oddech przyspieszył kiedy mężczyzna stojący obok przyparł Harry'ego do ściany a drugi wymierzył silne uderzenie w brzuch.
Nie mogłam na to patrzeć.
- zostaw go! - krzyknęłam, podchodząc bliżej. Nagle wszystkie 3 pary oczu skierowały się na mnie. Facet bijący Harry'ego przelustrował całą moją sylwetkę.
- idź stąd gówniaro ... - ręce faceta były mocno zaciśnięte na koszuli Harry'ego. Nie zamierzałam spełniać jego prośby, wręcz przeciwnie zrobiłam kilka kroków do przodu, mimo tego że myślałam że umrę tam ze strachu, chyba że mnie wcześniej zabiją. Mężczyzna skierował wzrok w moją stronę, wyciągając niedopałek papierosa z ust. Podszedł do mnie na bliską odległość i zdmuchnął obleśnym oddechem kosmyk włosów z mojej twarzy. Harry milczał, wiedziałam że był zaskoczony moim pojawieniem się. Lekko ruszył w moją stronę na co ten drugi szybko zareagował przypierając go do ściany. Z gardła Styles'a wydobyło się bolesne jęknięcie.
- Nie wydaję się panu, że dwóch na jednego to nie fair?
- To zabawa, prawda Harry ?
- Nawet jeśli to zabawa. - odparłam szybko z naciskiem na słowo 'nawet'.
- Co Ty tu robisz o takiej porze dziecino - przejechał kciukiem po moim policzku. Wzdrygnęłam się kiedy jego szorstki paluch zetknął się z moją skórą, w efekcie uderzając w jakąś skrzynkę czy kosz.
- Zostaw ją ... - Harry znów się szarpnął, facet obok kiwnął głową aby tamten znów przykuł go do ściany.
- Znasz go?
- Nie.
- Hmmmm ... a takim razie zabawisz się ze mną w taką grę w jaką lubimy się ostatnio bawić z Harrym, co?- Facet popchnął mnie na ścianę ręką opierając się o nią nad moją głową. - mów mi Andrew.
- Zdecydowanie nie. To byłoby nie fair z mojej strony - Boję się. Głos drży mi niemiłosiernie ale staram się odpowiadać normalnie, nie pokazując mojego przerażenia. Nie wiem jakim cudem.
- Dlaczego ptaszynko ?
- Pokonałabym Cię jednym gestem, Andrew.
- Czyżby ?
- Wystarczy, że pokazałabym Ci cycki. - nachyliłam się nad nim wypowiadając te słowa prosto w jego twarz. Brzydziłam się, bo był naprawdę okropny. Andrew po moich słowach widocznie stracił równowagę dzięki czemu udało mi się lekko go od siebie odepchnąć. Wykorzystałam sytuację i w nagłym przypływie odwagi ominęłam go zwinnie, stając do Harry'ego tyłem. Nie mam pojęcia czemu, po prostu miałam wrażenie, że w ten sposób obronię go przed kolejnymi ciosami. Kiedy mężczyzna dał krok w moją stronę przycisnęłam się do torsu Styles'a a jego ręka powędrowała nisko na moje biodro. Mimo tej całej przerażającej sytuacji poczułam miły dreszcz kiedy lekko zacisnął dłoń. Jego dotyk wskazywał jego wdzięczność. Nie wiadomo jak to wszystko mogłoby się skończyć.
- Nie boisz się mnie ? Mógłbym Ci połamać te chude rączki ...
- Boję się jak cholera. Ale tu - wskazałam palcem w górę, zawieszając głos - nad nami, mieszka bardzo nie miły pan policjant, który nikomu nie odpuści. Wystarczy jeden mój pisk a pójdziesz do więzienia na kilka ładnych lat. Nie chcesz tego, prawda? Tak myślałam. - Kolejny raz udało mi się wytrącić go z równowagi. Przez chwilę panowała cisza, słychać było tylko mój ciężki, wystraszony oddech i ciche jęki z ust Harry'ego poprzedzone bólem, na sto procent.
- My, kochanie się jeszcze spotkamy - włożył koniec swojego kciuka do ust i zwilżonym opuszkiem przejechał po moim policzku - Do zobaczenia, Styles. - oddalił się od nas o kilka kroków wołając ruchem głowy drugiego z nich. - Jesteś taką samą ciotą, jak on.
- idź do diabła - szepnął Harry ze słyszalną ulgą w głosie i bezsilnie oparł głowę o moje ramię.
~*~
ROZDZIAŁ NIESPRAWDZONY !
Wybaczcie mi tak długie zwlekanie, ale pracuję po 12 godzin a jak wracam to padam na ryj.
mi się osobiście nie podoba, mam nadzieję że chociaż Wy to docenicie.
Kocham Was <3
- k. xx
środa, 16 października 2013
poniedziałek, 7 października 2013
chapter 7.
Takie głupie uczucie w sercu. Debilne motylki w brzuchu, których za cholerę nie da się zabić. Rozbiegane myśli i kochające spojrzenie. Zdaję się, że odczuwam coś na kształt szczęścia. Wystarczyło, że o nim pomyślałam, o jego głosie, o jego hipnotycznym spojrzeniu, o jego magnetycznej osobowości. Na samą myśl, że zobaczę dzisiaj Harry'ego rozwalało mnie od środka, a jeszcze to, że znów się uśmiechnie dodawało mi energii na cały dzień. Otworzyłam pomarańczową teczkę i jakoś mimowolnie, całkiem bez zastanowienia przejechałam palcem po jego podpisie, który wczoraj złożył na umowie. i pomyśleć, że teraz będę miała takich tysiące, o ile nie zwolni mnie z pracy. Nie powinien, a to, że powiedział że nie będę u niego sprzątać wolałam puścić w niepamięć. Taką miałam pracę, czy tego chciał czy nie.
Wesoło, żwawo i pełna entuzjazmu stanęłam przed bramą, spojrzałam w telefon żeby sprawdzić ten pin, który ją otwiera. 52779 - wybiłam na domofonie, brama odblokowała się wydając charakterystyczny dźwięk a ja dreptając w stronę drzwi próbowałam opanować szeroki uśmiech na mojej twarzy. Po co Harry miał pomyśleć, że jestem jakąś idiotką, która szczerzy się do napisu na kawałku kartki? Postanowiłam zapukać.
Po pewnym czasie drzwi się otworzyły a ja na 3-4 umarłam. Uśmiech przerodził się w minę w stylu ogromnego "O".
Satynowy, jasny szlafrok, długie, blond włosy, długie nogi, pełne usta. Ideał, myślę. Te jasnoniebieskie oczy wlepiały się we mnie i obserwowały dokładnie każdą część mojej twarzy. Przeciętny człowiek zna ok 30 tyś słów, ja natomiast oddychając ciężko zapomniałam jak się mówi dzień dobry albo cześć. Pomarańczowa teczka wypadła mi z rąk a plik kartek rozsypał się pod stopami Taylor, zakończonymi idealnie pomalowanymi paznokciami na krwistą czerwień. Upadłam na kolana i zaczęłam zgarniać kartki. Swift prychnęła głośno, a ja szybko podniosłam się do pionu.
- no tak. Pierwszy dzień w pracy a ty zamiast sprzątać robisz bajzel. - mówiąc kpiąco, przewróciła oczami.
- dzień dobry, jestem Effie - wyciągnęłam rękę w stronę panny Swift. Jest o wiele ładniejsza niż w TV. Taka delikatna, subtelna i śliczna. Ale jej zachowanie mówiło samo za siebie. Nie odwzajemniła mojego gestu, tylko przepuściła mnie w drzwiach.
- tak, wiem. Jesteś sprzątaczką mojego Harry'ego. - powiedziała oschle, naciskając na słowo "mojego" - i lepiej bierz się za robotę. Poza tym, Harry jeszcze śpi także radzę Ci niczego nie stłuc, co chyba będzie trudne skoro nie radzisz sobie ze zwykłą teczką - zmierzyła mnie wzrokiem i udała się w głąb salonu, siadając na kanapie.Westchnęłam cicho. Gwiazdunia pieprzona, pomyślałam. - Fifi, mogłabyś mi zrobić kawę?
- właściwie, to mam na imię Effie .. - odparłam, wieszając kurtkę na wieszak.
- ta, wszystko jedno. zrobisz czy nie?
- właściwie to nie jestem tu od robienia kawy tylko...
- czy Ty mi odmawiasz? - wstała i ruszyła w moją stronę.
- nieee, tylko po prostu no.. - Taylor stanęła na przeciwko mnie a ja nerwowo zaczęłam nawijać końcówkę swoich włosów na palec. Jej wzrok był niczym laser, który wypalał teraz moją twarz.
- nie wyraziłam się jasno?
- ale ja ..
- posłuchaj mnie dziewucho! w moim świecie, jesteś nikim. Więc jeśli chcesz mieć tę pracę albo jakąkolwiek kiedykolwiek, to się podstosuj. Jestem narzeczoną Harry'ego więc traktuj mnie jak panią tego domu, jasne ?! - wrzasnęła
- tak proszę pani, znaczy Taylor. - pomrugałam nerwowo powiekami.
- Co się u dzieje ? - warknął nagle Harry, który stanął na schodach. Dzięki Bogu! może stanie w mojej obronie, albo przynajmniej sprawi, że ta żmija się zamknie.
- właśnie mówiłam, jak to dobrze, że Effie będzie u Ciebie pracować. Tak, Effie ? - Harry zmierzał w naszym kierunku zapinając pasek przy spodniach a Taylor zgromiła mnie wzrokiem co wyglądało na ostrzeżenie.
- tak, tak, właśnie tak. - uśmiechnęłam się z animuszem. Wolałam jej się nie sprzeciwiać, poza tym nie chciało mi się tłumaczyć tego wszystkiego Harry'emu.
- zaproponowała, że zrobi nam kawę, co Ty na to? - złapała rękę Styles'a i uśmiechnęła się do niego promiennie. Podniosłam wzrok ku górze i spojrzałam prosto w oczy chłopaka na co on odpowiadał tym samym. Serce biło mi niemiłosiernie szybko i miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.
- to dobrze. - odpowiedział Harry bez żadnych emocji w głosie.
- prawda, kochanie? - pisnęła entuzjastycznie i głośno. Harry w odpowiedzi pokiwał tylko lekko głową nie odwracając wzroku od moich oczu.
- to, too ja już pójdę, zrobić tę kawę. - machnęłam ręką, kciukiem wskazując przestrzeń za sobą, czyli kuchnię.
- dla mnie bez cukru- powiedziała Swift szarpiąc Harry'ego po schodach w górę.
Kiedy straciłam ich z oczu usłyszałam tylko jak Taylor krzyczy podjaranym głosem, że "jezu jak będzie fajnie". Westchnęłam i udałam się do kuchni.
I co ? I jak ja mam się teraz czuć, co ? Oczywiście, że nic mi nie obiecywał, ale sam jego dotyk, jego słowa rozpalały we mnie uczucia, których nigdy wcześniej nie zaznałam. Wiedziałam, że jest z Taylor ale nie wiedziałam, że jej się oświadczył. Bynajmniej wczoraj nie zachowywał się jak czyjś narzeczony. Poza tym, ma 19 lat i naprawdę nie sądzę, żeby mu się spieszyło do małżeństwa. I to jeszcze z nią. Co on w ogóle w niej widział ? Aaaaa no tak, ma nogi aż do szyi i 180 wzrostu, ale gdyby miała być tak wysoka jak poziom jej wredności to zapewne osiągnęłaby ze 4 metry.
Na blacie kuchennej wysepki stała butelka drogiego wina, a obok dwa kieliszki gdzie na jednym był odciśnięty ślad czerwonej szminki. Kiedy ekspres wydał z siebie dźwięk, że kawa jest już gotowa zapełniłam dwie małe filiżanki i postawiłam na tacy, na której w międzyczasie położyłam dwie łyżeczki i kilka kostek cukru. Podreptałam na górę i stając przed uchylonymi drzwiami, lekko nogą otworzyłam je szerzej.
Moje nogi zrobiły się jak z waty a taca, która spoczywała w moich dłoniach zatrzęsła się mocno dzięki czemu kilka kropelek czarnego płynu wylądowało na małych spodkach pod filiżankami. Nie wierzyłam w to co zobaczyłam, nie chciałam wierzyć. Chciałabym zapaść się pod ziemię dobrych kilka metrów, albo kilkadziesiąt. Taylor leżała na łóżku całkiem naga a Harry okryty kołdrą od pasa w dół "zwisał" na nią.
- przyniosłam tę kawww - nie dokończyłam bo szok, w którym teraz byłam sięgnął zenitu. Nawet gdybym chciała to i tak pisk Taylor osiągnął moc kilku milionów decybeli rozlegając się po całym domu.
- mogłabyś nauczyć się pukać do cholery! - wrzasnął Harry "schodząc" z blondynki okrywając ich szczelnie kołdrą pod samą brodę.
- przepraszam, ja niee wiee.. -
- wynoś się ! - krzyknął jeszcze głośniej. Spuściłam wzrok, chwytając za klamkę by zamknąć za sobą drzwi.
- rodzice Cię nie nauczyli kultury głupia dziewucho?! - krzyknęła blondynka z dość słyszalnym w głosie jadem. Poczułam ukłucie w sercu tak mocne, że zabrakło mi powietrza a przed oczami pojawiły się ciemne plamki. Oddychając niespokojnie, zatrzasnęłam drzwi i szybkim krokiem ruszyłam schodami w dół. Emocje wzięły górę nad rozsądkiem dlatego słone łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Dlaczego nie zapukałam ? Przecież mogłam, a nawet kurwa powinnam! Jestem głupia, jestem naiwna, jestem nikim i to nie tylko w jej świecie. W swoim popapranym zresztą, też. Już sama nie wiem co bolało mnie bardziej. To, że zobaczyłam ich razem czy to, że poruszyła temat moich rodziców. Ale w sumie nie wiedziała, a narzeczony jej zapewne nic nie powiedział. Nie, nie, nie, nie będę jej usprawiedliwiać, jego też nie. Właściwie to dlaczego nie powiedział mi, że się jej oświadczył, dlaczego nie widział jaką była jędzą? No tak, wygląd mówił sam za siebie, a ja nawet w najśmielszych marzeniach nie mogłabym się z nią porównać.
Gwałtownie niemalże rzuciłam tacą na blat wysepki i siadając obok niej na podłodze, schowałam głowę w kolanach i rozryczałam się na dobre. Chciałam umrzeć na tej podłodze, przynajmniej uniknęłabym spotkania z Harry'm i Taylor. Odzyskałam zdrowy rozsądek gdy po kilku minutach szlochania usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się ociężale i ruszyłam w stronę drzwi. Po drodze przystanęłam przy dużym lustrze w przedpokoju by otrzeć mokre od łez policzki.Westchnęłam głośno i szarpiąc za klamkę, otworzyłam.
Przede mną stał wyższy ode mnie, szeroko uśmiechnięty blondyn.
- cześć, jestem Niall a Ty zapewne ... - zawiesił głos kiedy spojrzał na moją twarz. Zmarszczył brwi i zrobił pewny krok w moją stronę - płakałaś.
- nie, znaczy tak, to znaczy nie.. - wypuściłam głośno powietrze z płuc - jestem Effie. sprzątam tu.- zatrzasnęłam drzwi kiedy Niall wparował już do korytarza.
- Co się stało? Chcesz pogadać ? - uśmiech zastąpiła teraz poważna mina. Przybliżył się do mnie niebezpiecznie blisko. Dopiero teraz zauważyłam błękit jego oczu. Nie mogły się równać z tymi Styles'owymi ale były tak samo piękne.
- nic, naprawdę nic. - wymusiłam z siebie uśmiech i otarłam policzki dla pewności, że na pewno są suche.
- widzę po oczach. - spuściłam wzrok kiedy hipnotyzował mnie spojrzeniem. jestem pewna, że się zarumieniłam. - no chodź, opowiesz mi wszystko - objął mnie w pasie i pociągnął w stronę salonu. Lekko wyswobodziłam się z jego objęć i stanęłam na przeciwko Niall'a, który rozglądał się po pomieszczeniu.
- napijesz się czegoś?
- nie, dzięki. Gdzie jest Harry? - zapytał a mi w gardle pojawiła wielka gula i znów byłam gotowa wybuchnąć płaczem.
- Harry jest w swojej sypialni z .. - znów. Znów, ktoś mi przerwał. Nie dane było mi dokończyć bo Taylor schodząca ze schodów pisnęła w stronę blondyna
- Heeeeeej Niaaaaall ! - puściła rękę Harry'ego, przyspieszając kroku.
- o boże. - wyrwało się z jego ust. Spojrzałam na niego a jego mina nie była wesoła. Wręcz wyrażała zło, zaskoczenie i obrzydzenie jednocześnie. - heeeej Taylor. - powiedział z wymuszonym entuzjazmem klepiąc Swift lekko po plecach kiedy ta rzuciła mu się w ramiona. Harry zmierzył mnie wzrokiem od dołu go góry i zatrzymał się na moich oczach. Spuściłam wzrok, ale czułam że nadal patrzy.
- Effie, zajmij się Panem. Ja odwiozę Tay na lotnisko - TAY?! - dobrze? - zwrócił się do mnie nawet w miarę opanowanym głosem.
- dobrze. - odpowiedziałam cicho.
- dobra Niall, wrócę za godzinę. Poczekasz prawda ? - Niall pokiwał głową na znak, że się zgadza. Harry uścisnął blondyna i nakrył Swift jej marynarką. Ruszyli w stronę drzwi - aha .. i Effie - powiedział do mnie odwracając głowę w moją stronę. Podniosłam głowę, tak że nasze spojrzenia się spotkały. Miliony myśli przebiegły przez moją głowę. Nie mogłam zrozumieć czemu był dla mnie taki oschły i mnie olewał, tak jakby mnie w ogóle nie było. - ma być porządek jak wrócę, jasne ?
- tak - pokiwałam głową.
- cześć Wam. - otworzył drzwi przed Taylor, a ta spojrzała w naszym kierunku. Lekko oblizała wargę i zmrużyła oczy w moim kierunku.
- cześć Niall, a Ty smrakulo przekaż rodzicom by nauczyli Cię pukać do cudzych sypialni. - rzuciła kpiąco w moją stronę. Miałam ochotę wydłubać jej te idealne oczy. Spuściłam wzrok po raz kolejny dzisiejszego dnia, zaciskając pięści. Kiedy usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi z moich oczu kapnęły łzy uderzając głośno o jasną podłogę.
Było mi niesamowicie głupio pokazywać jaka jestem słaba przy chłopaku, którego znałam zaledwie kilka minut. To w jaki sposób mnie przytulał wyleczyłoby mnie z największego bólu. W jego dotyku było coś kojącego, coś uspakajającego, coś co pozwalało mi chwilowo zapomnieć o problemach. Mogłam go nazwać plastrem na moje rany, a nawet bolesne blizny. Wiem, jestem nienormalna. Ale to nie tak, że opowiedziałam mu całe swoje życie... Po prostu, mówił do mnie w taki sposób, jak jeden z najdroższych i najlepszych psychologów.
Ocierałam łzy kawałkiem zmiętej chusteczki, którą gniotłam w dłoni od kilku minut. Niall siedział obok i głaskał moje plecy.
- ale muszę mieć zjawiskowo piękną twarz, co? - zaśmiałam się, wycierając bolący od wycierania szorstkim papierem, zapewne czerwony nos. Niall zaśmiał się.
- skoro nie szypie mnie w oczy jak na Ciebie patrzę to nie jest źle, mała - potargał moje włosy - cieszę się, że Cię poznałem. Przynajmniej nie musiałem się męczyć z tą, ugh, Talyor...
- właśnie, co z Taylor? Dlaczego Harry z nią jest?
- nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić. I wiesz co, chyba naprawdę nie chcę wiedzieć i Ty też nie, uwierz mi. On jest głupi. - zaśmiał się.
- czy Ty zawsze jesteś taki wesoły ? - ja też mimowolnie uśmiechnęłam się w jego stronę.
- tak! - powiedział przekonanym głosem. Potargałam jego włosy. Wstałam i zgarnęłam ze stolika wszystkie zużyte chusteczki.
- napijesz się czegoś Niall? A może jesteś głodny ? nawet nie zapytałam, tylko zasypywałam Cię tymi słabymi historyjkami z mojego życia.. Przepraszam.
- wszystko spoko, polecam się na przyszłość Effie. Nie, jak będę głodny albo spragniony to dowiesz się o tym pierwsza, obiecuję. - wyciągnął rękę w moją stronę i szybkim ruchem klepnął moje udo. Pokiwałam głową z szerokim uśmiechem i z zamiarem posprzątania ruszyłam w stronę kuchni. Za swoimi plecami usłyszałam tylko odgłosy telewizora, chyba blondyn włączył sobie jakiś mecz.
Kurcze! On jest cudowny! Jest taki, taki kochany, taki miły. JAK ANIOŁ! Przy nim naprawdę moje kłopoty zmniejszały się do minimum i to na pewno nie dlatego, że był Irlandyczkiem. Miał w sobie coś takiego, co gromadziło wokół niego ludzi. Dał się lubić i jak na razie nie poznałam żadnej jego wady. Wydawać by się mogło, że jego dotyk zawierał taką maść albo lek na jakiekolwiek urazy.
- wiesz, Effie .. ja chyba będę .. Effie?
- zaraz, chwila.. ałaa. jezu - nurkowałam akurat w szafce poszukując jakichś detergentów do czyszczenia drewnianych szafek, kiedy usłyszałam zbliżającego się Niall'a.
- wszystko w porządku?
- tak, tak. jasne. tylko muszę się stąd - powiedziałam będąc jeszcze we wnętrzu szafki. Szybko stanęłam na nogi i oparłam ręce na biodrach - wydostać - zaśmiałam się i zdmuchnęłam kosmyk włosów, który zwisał na moim nosie.
- wariatka - Niall wybuchł śmiechem. Jego śmiech jest cholernie zaraźliwy więc teraz i ja zaczęłam się śmiać. Chyba właśnie z tego, że się śmieję. - będę już leciał.
- co? czemu? miałeś czekać na Harry'ego.
- no tak, ale przypomniało mi się, że nie mogę czekać tak długo a muszę jeszcze pozałatwiać kilka spraw.
- oo, jaka szkoda. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy? - wędrowaliśmy w stronę drzwi.
- koniecznie! Musisz mi opowiedzieć czy znalazłaś w końcu te drzwi do Narni w tej szafce.
- idź sobie - sprzedałam mu kuksańca w ramię.
- a Ty nie próbuj mnie zatrzymywać. Trzymaj się skrzacie - chwycił moje policzki między kciuki i palce wskazujące i lekko potrząsnął moją głową. Następnie szybkim ruchem przyciągnął mnie do siebie i dał całusa w czoło wydając z siebie charakterystyczne 'muaaaah'. Pomachałam mu i zamknęłam drzwi.
Chyba trzeba dokończyć sprzątanie, myślę. Przygotowałam sobie mopa, jakieś płyny do pielęgnacji drewnianych paneli. Włożyłam słuchawki w uszy, a telefon do których były podłączone schowałam do kieszeni i mokrym mopem zaczęłam przecierać ciemne, matowe kawałki drewna. Leciało coś szybkiego, coś co automatycznie porwało mnie do tańca. Zerknęłam na zegarek i miałam jakieś pół godziny do powrotu Styles'a więc spokojnie mogłam się powyginać zanim zobaczyłby mnie w niekorzystnej dla mnie sytuacji. Złapałam za mopa i zaczęłam zmywać podłogę przybierając różne pozycje. Podśpiewywałam wesoło pod nosem wyobrażając sobie, że mop to mikrofon. Musiałam wyglądać niesamowicie komicznie. Kompletnie zatraciłam się w wykonywanej czynności. Muzyka zawsze mi pomagała, nawet w sprzątaniu, choć nigdy nie miałam zapędów by śpiewać do mopa tym razem, mimo wcześniejszych wydarzeń, miałam dobry humor. Czułam, że to po rozmowie z Horanem.
Oglądaliście kiedyś film 'Zielona Mila' ? Była tam scena kiedy Coffe wyciągał z osób ich choroby i wypuszczał je w postaci miliona malutkich robaczków. Miałam wrażenie, że właśnie tak zrobił Niall. Wyciągnął ze mnie te złe uczucia i emocje i zastąpił je tymi dobrymi. Nie wiem co i jak, ale i tak mu dziękuję.
Kołyszę się na boki i przeskakuję z nogi na nogę, śpiewając sobie Now or Never . Nagle czuję czyjeś duże dłonie nisko na swoich biodrach. Wystraszyłam się i zaczęłam piszczeć. Przez dosłownie sekundę przebiegło przez moją głowę co najmniej dwieście milionów myśli, że ktoś się tu włamał, że mnie zabije a w najgorszym przypadku okradnie Harry'ego a wtedy, jeśli włamywacz mnie nie zabije, zrobi to Styles. Zrobiłam obrót wokół własnej osi, ale ręce tajemniczego osobnika nie przestały dotykać moich bioder, a raczej przekręciły się wraz z moim obrotem. Wypuściłam mopa z rąk, który głośno runął na podłogę. Zacisnęłam dłonie w pięści, którymi odepchnęłam osobę stojącą naprzeciwko mnie
- ej ej, to tylko ja.
- Harry.. - odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam Styles'a który złapał za moje nadal ściśnięte w pięści dłonie. - przestraszyłeś mnie..
- jestem aż tak straszny ? - uśmiechnął się do mnie promiennie.
- nie, skądże .. - odwzajemniłam uśmiech. Cieszyłam się, że go widzę. Cieszyłam się, że znów widzę jego uśmiech i oczy. Ale szybko przypomniało mi się jak potraktował mnie kilka godzin temu i uśmiech zastąpił teraz, daję słowo, najbardziej wredny wyraz twarzy jaki tylko umiałam zrobić. Niemal wyrwałam swoje dłonie z jego rąk i podniosłam mopa - dokończę sprzątanie. - powiedziałam i zaczęłam namiętnie wycierać podłogę. Widocznie zauważył, że robiłam to w jednym miejscu bo złapał gwałtownie za trzonek i wyrwał mi go z rąk.
- nie będziesz tu sprzątać! - warknął i rzucił mopem o podłogę.
- będę. Miał być porządek, więc zamierzam się wywiązać. - schyliłam się i podniosłam przedmiot.
- ale tu jest już porządek, głupolu. - położył dłonie na moich - lepiej poszłabyś ze mną na kawę bo mam straszną ochotę na kawę. Na kawę w Twoim towarzystwie. - przechylił głowę w lewo i przysunął się do mojej twarzy - co Ty na to?
- po pierwsze, kawa dla Ciebie nadal stoi na tacy - wskazałam palcem na wysepkę, na której stała jego poranna kawa. Powędrował wzrokiem za moim palcem. - po drugie, nie mam ochoty na kawę. A po trzecie - przekręciłam głową w prawo tak, że teraz nasze oczy były na jednej linii. Przysunęłam się bliżej do jego twarzy i zmierzyłam ją wzrokiem od samego czoła po koniuszek brody - na kawę w Twoim towarzystwie. - uśmiechnęłam się kpiąco i wyrwałam mu mopa z rąk. Miał zawiedzioną minę a jego oczy posmutniały. Potem się już do siebie nie odzywaliśmy.
Harry jest idiotą. Najpierw każe mi się wynosić i jest dla mnie oschły a teraz zaprasza mnie na kawę i głupkowato się uśmiecha jak gdyby nigdy nic. Nie jestem mściwa ale nie pozwolę sobą pomiatać nawet jeśli miałby to robić cudowny Harry Styles. Myśli, że skoro ludzie przynoszą mu wszystko pod nos bo on sobie tak życzy to ja też będę tak robić? Niech o tym zapomni. Nigdy nikomu nic nie ułatwiałam, bo ja sama też nie miałam łatwo.
Kilkanaście minut później kiedy skończyłam ostanie porządki, zgarnęłam z szafki pomarańczową teczkę i rzuciłam na stolik w salonie przy którym siedział Styles.
- podpiszesz ?
- a mam inne wyjście ?
- nie podpisywać. Wtedy stracę pracę a Ty zarośniesz brudem. - machnęłam obojętnie ramionami.
- Nie zależy Ci na pracy ? - zerknął na mnie spod byka, unosząc jedną brew.
- Nie zależy Ci na sprzątaczce ? - Harry na moje słowa podniósł się gwałtownie i stanął naprzeciwko mnie. Serce zaczęło mi bić nieco szybciej. Co ja gadam ? Waliło jak opętane kiedy delikatny oddech bruneta otulał moją twarz. Jego grzywka nieidealnie ułożona do góry opadła lekko na czoło i minimalnie dotykała mojego. Harry przysunął swoją twarz bliżej i swoim nosem dotknął czubka mojego. Jego ręce powędrowały na moją talię, na której splótł swoje palce.
- Zależy mi na Tobie, Effie.
Jestem w niebie?
~*~
hej robaczki ! w ogóle nie miałam pomysłu na ten rozdział. Miałam dodać go już w piątek ale czytałam go milion razy i non stop coś mi w nim nie pasowało. Liczę na szczere komentarze, jeśli coś nie byłoby nie tak piszcie śmiało.
aha, no i mała prośba. Spamujcie tym ff, chciałabym żeby trafiło do jak największego grona czytelników i obserwujących. i tak sobie myślę, że jak będzie 20 komentarzy to pojawi się next.
Przepraszam, że muszę używać takich argumentów ale innego wyjścia nie mam.
czytasz + komentujesz = czynisz mnie najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
naprawdę jest tak ciężko napisać chociaż kropkę? dla Ciebie to 10 sekund roboty a dla mnie motywacja i szczęście ...
Proszę Was.
Kocham Was all xx
K. x
Wesoło, żwawo i pełna entuzjazmu stanęłam przed bramą, spojrzałam w telefon żeby sprawdzić ten pin, który ją otwiera. 52779 - wybiłam na domofonie, brama odblokowała się wydając charakterystyczny dźwięk a ja dreptając w stronę drzwi próbowałam opanować szeroki uśmiech na mojej twarzy. Po co Harry miał pomyśleć, że jestem jakąś idiotką, która szczerzy się do napisu na kawałku kartki? Postanowiłam zapukać.
Po pewnym czasie drzwi się otworzyły a ja na 3-4 umarłam. Uśmiech przerodził się w minę w stylu ogromnego "O".
Satynowy, jasny szlafrok, długie, blond włosy, długie nogi, pełne usta. Ideał, myślę. Te jasnoniebieskie oczy wlepiały się we mnie i obserwowały dokładnie każdą część mojej twarzy. Przeciętny człowiek zna ok 30 tyś słów, ja natomiast oddychając ciężko zapomniałam jak się mówi dzień dobry albo cześć. Pomarańczowa teczka wypadła mi z rąk a plik kartek rozsypał się pod stopami Taylor, zakończonymi idealnie pomalowanymi paznokciami na krwistą czerwień. Upadłam na kolana i zaczęłam zgarniać kartki. Swift prychnęła głośno, a ja szybko podniosłam się do pionu.
- no tak. Pierwszy dzień w pracy a ty zamiast sprzątać robisz bajzel. - mówiąc kpiąco, przewróciła oczami.
- dzień dobry, jestem Effie - wyciągnęłam rękę w stronę panny Swift. Jest o wiele ładniejsza niż w TV. Taka delikatna, subtelna i śliczna. Ale jej zachowanie mówiło samo za siebie. Nie odwzajemniła mojego gestu, tylko przepuściła mnie w drzwiach.
- tak, wiem. Jesteś sprzątaczką mojego Harry'ego. - powiedziała oschle, naciskając na słowo "mojego" - i lepiej bierz się za robotę. Poza tym, Harry jeszcze śpi także radzę Ci niczego nie stłuc, co chyba będzie trudne skoro nie radzisz sobie ze zwykłą teczką - zmierzyła mnie wzrokiem i udała się w głąb salonu, siadając na kanapie.Westchnęłam cicho. Gwiazdunia pieprzona, pomyślałam. - Fifi, mogłabyś mi zrobić kawę?
- właściwie, to mam na imię Effie .. - odparłam, wieszając kurtkę na wieszak.
- ta, wszystko jedno. zrobisz czy nie?
- właściwie to nie jestem tu od robienia kawy tylko...
- czy Ty mi odmawiasz? - wstała i ruszyła w moją stronę.
- nieee, tylko po prostu no.. - Taylor stanęła na przeciwko mnie a ja nerwowo zaczęłam nawijać końcówkę swoich włosów na palec. Jej wzrok był niczym laser, który wypalał teraz moją twarz.
- nie wyraziłam się jasno?
- ale ja ..
- posłuchaj mnie dziewucho! w moim świecie, jesteś nikim. Więc jeśli chcesz mieć tę pracę albo jakąkolwiek kiedykolwiek, to się podstosuj. Jestem narzeczoną Harry'ego więc traktuj mnie jak panią tego domu, jasne ?! - wrzasnęła
- tak proszę pani, znaczy Taylor. - pomrugałam nerwowo powiekami.
- Co się u dzieje ? - warknął nagle Harry, który stanął na schodach. Dzięki Bogu! może stanie w mojej obronie, albo przynajmniej sprawi, że ta żmija się zamknie.
- właśnie mówiłam, jak to dobrze, że Effie będzie u Ciebie pracować. Tak, Effie ? - Harry zmierzał w naszym kierunku zapinając pasek przy spodniach a Taylor zgromiła mnie wzrokiem co wyglądało na ostrzeżenie.
- tak, tak, właśnie tak. - uśmiechnęłam się z animuszem. Wolałam jej się nie sprzeciwiać, poza tym nie chciało mi się tłumaczyć tego wszystkiego Harry'emu.
- zaproponowała, że zrobi nam kawę, co Ty na to? - złapała rękę Styles'a i uśmiechnęła się do niego promiennie. Podniosłam wzrok ku górze i spojrzałam prosto w oczy chłopaka na co on odpowiadał tym samym. Serce biło mi niemiłosiernie szybko i miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.
- to dobrze. - odpowiedział Harry bez żadnych emocji w głosie.
- prawda, kochanie? - pisnęła entuzjastycznie i głośno. Harry w odpowiedzi pokiwał tylko lekko głową nie odwracając wzroku od moich oczu.
- to, too ja już pójdę, zrobić tę kawę. - machnęłam ręką, kciukiem wskazując przestrzeń za sobą, czyli kuchnię.
- dla mnie bez cukru- powiedziała Swift szarpiąc Harry'ego po schodach w górę.
Kiedy straciłam ich z oczu usłyszałam tylko jak Taylor krzyczy podjaranym głosem, że "jezu jak będzie fajnie". Westchnęłam i udałam się do kuchni.
I co ? I jak ja mam się teraz czuć, co ? Oczywiście, że nic mi nie obiecywał, ale sam jego dotyk, jego słowa rozpalały we mnie uczucia, których nigdy wcześniej nie zaznałam. Wiedziałam, że jest z Taylor ale nie wiedziałam, że jej się oświadczył. Bynajmniej wczoraj nie zachowywał się jak czyjś narzeczony. Poza tym, ma 19 lat i naprawdę nie sądzę, żeby mu się spieszyło do małżeństwa. I to jeszcze z nią. Co on w ogóle w niej widział ? Aaaaa no tak, ma nogi aż do szyi i 180 wzrostu, ale gdyby miała być tak wysoka jak poziom jej wredności to zapewne osiągnęłaby ze 4 metry.
Na blacie kuchennej wysepki stała butelka drogiego wina, a obok dwa kieliszki gdzie na jednym był odciśnięty ślad czerwonej szminki. Kiedy ekspres wydał z siebie dźwięk, że kawa jest już gotowa zapełniłam dwie małe filiżanki i postawiłam na tacy, na której w międzyczasie położyłam dwie łyżeczki i kilka kostek cukru. Podreptałam na górę i stając przed uchylonymi drzwiami, lekko nogą otworzyłam je szerzej.
Moje nogi zrobiły się jak z waty a taca, która spoczywała w moich dłoniach zatrzęsła się mocno dzięki czemu kilka kropelek czarnego płynu wylądowało na małych spodkach pod filiżankami. Nie wierzyłam w to co zobaczyłam, nie chciałam wierzyć. Chciałabym zapaść się pod ziemię dobrych kilka metrów, albo kilkadziesiąt. Taylor leżała na łóżku całkiem naga a Harry okryty kołdrą od pasa w dół "zwisał" na nią.
- przyniosłam tę kawww - nie dokończyłam bo szok, w którym teraz byłam sięgnął zenitu. Nawet gdybym chciała to i tak pisk Taylor osiągnął moc kilku milionów decybeli rozlegając się po całym domu.
- mogłabyś nauczyć się pukać do cholery! - wrzasnął Harry "schodząc" z blondynki okrywając ich szczelnie kołdrą pod samą brodę.
- przepraszam, ja niee wiee.. -
- wynoś się ! - krzyknął jeszcze głośniej. Spuściłam wzrok, chwytając za klamkę by zamknąć za sobą drzwi.
- rodzice Cię nie nauczyli kultury głupia dziewucho?! - krzyknęła blondynka z dość słyszalnym w głosie jadem. Poczułam ukłucie w sercu tak mocne, że zabrakło mi powietrza a przed oczami pojawiły się ciemne plamki. Oddychając niespokojnie, zatrzasnęłam drzwi i szybkim krokiem ruszyłam schodami w dół. Emocje wzięły górę nad rozsądkiem dlatego słone łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Dlaczego nie zapukałam ? Przecież mogłam, a nawet kurwa powinnam! Jestem głupia, jestem naiwna, jestem nikim i to nie tylko w jej świecie. W swoim popapranym zresztą, też. Już sama nie wiem co bolało mnie bardziej. To, że zobaczyłam ich razem czy to, że poruszyła temat moich rodziców. Ale w sumie nie wiedziała, a narzeczony jej zapewne nic nie powiedział. Nie, nie, nie, nie będę jej usprawiedliwiać, jego też nie. Właściwie to dlaczego nie powiedział mi, że się jej oświadczył, dlaczego nie widział jaką była jędzą? No tak, wygląd mówił sam za siebie, a ja nawet w najśmielszych marzeniach nie mogłabym się z nią porównać.
Gwałtownie niemalże rzuciłam tacą na blat wysepki i siadając obok niej na podłodze, schowałam głowę w kolanach i rozryczałam się na dobre. Chciałam umrzeć na tej podłodze, przynajmniej uniknęłabym spotkania z Harry'm i Taylor. Odzyskałam zdrowy rozsądek gdy po kilku minutach szlochania usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się ociężale i ruszyłam w stronę drzwi. Po drodze przystanęłam przy dużym lustrze w przedpokoju by otrzeć mokre od łez policzki.Westchnęłam głośno i szarpiąc za klamkę, otworzyłam.
Przede mną stał wyższy ode mnie, szeroko uśmiechnięty blondyn.
- cześć, jestem Niall a Ty zapewne ... - zawiesił głos kiedy spojrzał na moją twarz. Zmarszczył brwi i zrobił pewny krok w moją stronę - płakałaś.
- nie, znaczy tak, to znaczy nie.. - wypuściłam głośno powietrze z płuc - jestem Effie. sprzątam tu.- zatrzasnęłam drzwi kiedy Niall wparował już do korytarza.
- Co się stało? Chcesz pogadać ? - uśmiech zastąpiła teraz poważna mina. Przybliżył się do mnie niebezpiecznie blisko. Dopiero teraz zauważyłam błękit jego oczu. Nie mogły się równać z tymi Styles'owymi ale były tak samo piękne.
- nic, naprawdę nic. - wymusiłam z siebie uśmiech i otarłam policzki dla pewności, że na pewno są suche.
- widzę po oczach. - spuściłam wzrok kiedy hipnotyzował mnie spojrzeniem. jestem pewna, że się zarumieniłam. - no chodź, opowiesz mi wszystko - objął mnie w pasie i pociągnął w stronę salonu. Lekko wyswobodziłam się z jego objęć i stanęłam na przeciwko Niall'a, który rozglądał się po pomieszczeniu.
- napijesz się czegoś?
- nie, dzięki. Gdzie jest Harry? - zapytał a mi w gardle pojawiła wielka gula i znów byłam gotowa wybuchnąć płaczem.
- Harry jest w swojej sypialni z .. - znów. Znów, ktoś mi przerwał. Nie dane było mi dokończyć bo Taylor schodząca ze schodów pisnęła w stronę blondyna
- Heeeeeej Niaaaaall ! - puściła rękę Harry'ego, przyspieszając kroku.
- o boże. - wyrwało się z jego ust. Spojrzałam na niego a jego mina nie była wesoła. Wręcz wyrażała zło, zaskoczenie i obrzydzenie jednocześnie. - heeeej Taylor. - powiedział z wymuszonym entuzjazmem klepiąc Swift lekko po plecach kiedy ta rzuciła mu się w ramiona. Harry zmierzył mnie wzrokiem od dołu go góry i zatrzymał się na moich oczach. Spuściłam wzrok, ale czułam że nadal patrzy.
- Effie, zajmij się Panem. Ja odwiozę Tay na lotnisko - TAY?! - dobrze? - zwrócił się do mnie nawet w miarę opanowanym głosem.
- dobrze. - odpowiedziałam cicho.
- dobra Niall, wrócę za godzinę. Poczekasz prawda ? - Niall pokiwał głową na znak, że się zgadza. Harry uścisnął blondyna i nakrył Swift jej marynarką. Ruszyli w stronę drzwi - aha .. i Effie - powiedział do mnie odwracając głowę w moją stronę. Podniosłam głowę, tak że nasze spojrzenia się spotkały. Miliony myśli przebiegły przez moją głowę. Nie mogłam zrozumieć czemu był dla mnie taki oschły i mnie olewał, tak jakby mnie w ogóle nie było. - ma być porządek jak wrócę, jasne ?
- tak - pokiwałam głową.
- cześć Wam. - otworzył drzwi przed Taylor, a ta spojrzała w naszym kierunku. Lekko oblizała wargę i zmrużyła oczy w moim kierunku.
- cześć Niall, a Ty smrakulo przekaż rodzicom by nauczyli Cię pukać do cudzych sypialni. - rzuciła kpiąco w moją stronę. Miałam ochotę wydłubać jej te idealne oczy. Spuściłam wzrok po raz kolejny dzisiejszego dnia, zaciskając pięści. Kiedy usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi z moich oczu kapnęły łzy uderzając głośno o jasną podłogę.
Było mi niesamowicie głupio pokazywać jaka jestem słaba przy chłopaku, którego znałam zaledwie kilka minut. To w jaki sposób mnie przytulał wyleczyłoby mnie z największego bólu. W jego dotyku było coś kojącego, coś uspakajającego, coś co pozwalało mi chwilowo zapomnieć o problemach. Mogłam go nazwać plastrem na moje rany, a nawet bolesne blizny. Wiem, jestem nienormalna. Ale to nie tak, że opowiedziałam mu całe swoje życie... Po prostu, mówił do mnie w taki sposób, jak jeden z najdroższych i najlepszych psychologów.
Ocierałam łzy kawałkiem zmiętej chusteczki, którą gniotłam w dłoni od kilku minut. Niall siedział obok i głaskał moje plecy.
- ale muszę mieć zjawiskowo piękną twarz, co? - zaśmiałam się, wycierając bolący od wycierania szorstkim papierem, zapewne czerwony nos. Niall zaśmiał się.
- skoro nie szypie mnie w oczy jak na Ciebie patrzę to nie jest źle, mała - potargał moje włosy - cieszę się, że Cię poznałem. Przynajmniej nie musiałem się męczyć z tą, ugh, Talyor...
- właśnie, co z Taylor? Dlaczego Harry z nią jest?
- nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić. I wiesz co, chyba naprawdę nie chcę wiedzieć i Ty też nie, uwierz mi. On jest głupi. - zaśmiał się.
- czy Ty zawsze jesteś taki wesoły ? - ja też mimowolnie uśmiechnęłam się w jego stronę.
- tak! - powiedział przekonanym głosem. Potargałam jego włosy. Wstałam i zgarnęłam ze stolika wszystkie zużyte chusteczki.
- napijesz się czegoś Niall? A może jesteś głodny ? nawet nie zapytałam, tylko zasypywałam Cię tymi słabymi historyjkami z mojego życia.. Przepraszam.
- wszystko spoko, polecam się na przyszłość Effie. Nie, jak będę głodny albo spragniony to dowiesz się o tym pierwsza, obiecuję. - wyciągnął rękę w moją stronę i szybkim ruchem klepnął moje udo. Pokiwałam głową z szerokim uśmiechem i z zamiarem posprzątania ruszyłam w stronę kuchni. Za swoimi plecami usłyszałam tylko odgłosy telewizora, chyba blondyn włączył sobie jakiś mecz.
Kurcze! On jest cudowny! Jest taki, taki kochany, taki miły. JAK ANIOŁ! Przy nim naprawdę moje kłopoty zmniejszały się do minimum i to na pewno nie dlatego, że był Irlandyczkiem. Miał w sobie coś takiego, co gromadziło wokół niego ludzi. Dał się lubić i jak na razie nie poznałam żadnej jego wady. Wydawać by się mogło, że jego dotyk zawierał taką maść albo lek na jakiekolwiek urazy.
- wiesz, Effie .. ja chyba będę .. Effie?
- zaraz, chwila.. ałaa. jezu - nurkowałam akurat w szafce poszukując jakichś detergentów do czyszczenia drewnianych szafek, kiedy usłyszałam zbliżającego się Niall'a.
- wszystko w porządku?
- tak, tak. jasne. tylko muszę się stąd - powiedziałam będąc jeszcze we wnętrzu szafki. Szybko stanęłam na nogi i oparłam ręce na biodrach - wydostać - zaśmiałam się i zdmuchnęłam kosmyk włosów, który zwisał na moim nosie.
- wariatka - Niall wybuchł śmiechem. Jego śmiech jest cholernie zaraźliwy więc teraz i ja zaczęłam się śmiać. Chyba właśnie z tego, że się śmieję. - będę już leciał.
- co? czemu? miałeś czekać na Harry'ego.
- no tak, ale przypomniało mi się, że nie mogę czekać tak długo a muszę jeszcze pozałatwiać kilka spraw.
- oo, jaka szkoda. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy? - wędrowaliśmy w stronę drzwi.
- koniecznie! Musisz mi opowiedzieć czy znalazłaś w końcu te drzwi do Narni w tej szafce.
- idź sobie - sprzedałam mu kuksańca w ramię.
- a Ty nie próbuj mnie zatrzymywać. Trzymaj się skrzacie - chwycił moje policzki między kciuki i palce wskazujące i lekko potrząsnął moją głową. Następnie szybkim ruchem przyciągnął mnie do siebie i dał całusa w czoło wydając z siebie charakterystyczne 'muaaaah'. Pomachałam mu i zamknęłam drzwi.
Chyba trzeba dokończyć sprzątanie, myślę. Przygotowałam sobie mopa, jakieś płyny do pielęgnacji drewnianych paneli. Włożyłam słuchawki w uszy, a telefon do których były podłączone schowałam do kieszeni i mokrym mopem zaczęłam przecierać ciemne, matowe kawałki drewna. Leciało coś szybkiego, coś co automatycznie porwało mnie do tańca. Zerknęłam na zegarek i miałam jakieś pół godziny do powrotu Styles'a więc spokojnie mogłam się powyginać zanim zobaczyłby mnie w niekorzystnej dla mnie sytuacji. Złapałam za mopa i zaczęłam zmywać podłogę przybierając różne pozycje. Podśpiewywałam wesoło pod nosem wyobrażając sobie, że mop to mikrofon. Musiałam wyglądać niesamowicie komicznie. Kompletnie zatraciłam się w wykonywanej czynności. Muzyka zawsze mi pomagała, nawet w sprzątaniu, choć nigdy nie miałam zapędów by śpiewać do mopa tym razem, mimo wcześniejszych wydarzeń, miałam dobry humor. Czułam, że to po rozmowie z Horanem.
Oglądaliście kiedyś film 'Zielona Mila' ? Była tam scena kiedy Coffe wyciągał z osób ich choroby i wypuszczał je w postaci miliona malutkich robaczków. Miałam wrażenie, że właśnie tak zrobił Niall. Wyciągnął ze mnie te złe uczucia i emocje i zastąpił je tymi dobrymi. Nie wiem co i jak, ale i tak mu dziękuję.
Kołyszę się na boki i przeskakuję z nogi na nogę, śpiewając sobie Now or Never . Nagle czuję czyjeś duże dłonie nisko na swoich biodrach. Wystraszyłam się i zaczęłam piszczeć. Przez dosłownie sekundę przebiegło przez moją głowę co najmniej dwieście milionów myśli, że ktoś się tu włamał, że mnie zabije a w najgorszym przypadku okradnie Harry'ego a wtedy, jeśli włamywacz mnie nie zabije, zrobi to Styles. Zrobiłam obrót wokół własnej osi, ale ręce tajemniczego osobnika nie przestały dotykać moich bioder, a raczej przekręciły się wraz z moim obrotem. Wypuściłam mopa z rąk, który głośno runął na podłogę. Zacisnęłam dłonie w pięści, którymi odepchnęłam osobę stojącą naprzeciwko mnie
- ej ej, to tylko ja.
- Harry.. - odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam Styles'a który złapał za moje nadal ściśnięte w pięści dłonie. - przestraszyłeś mnie..
- jestem aż tak straszny ? - uśmiechnął się do mnie promiennie.
- nie, skądże .. - odwzajemniłam uśmiech. Cieszyłam się, że go widzę. Cieszyłam się, że znów widzę jego uśmiech i oczy. Ale szybko przypomniało mi się jak potraktował mnie kilka godzin temu i uśmiech zastąpił teraz, daję słowo, najbardziej wredny wyraz twarzy jaki tylko umiałam zrobić. Niemal wyrwałam swoje dłonie z jego rąk i podniosłam mopa - dokończę sprzątanie. - powiedziałam i zaczęłam namiętnie wycierać podłogę. Widocznie zauważył, że robiłam to w jednym miejscu bo złapał gwałtownie za trzonek i wyrwał mi go z rąk.
- nie będziesz tu sprzątać! - warknął i rzucił mopem o podłogę.
- będę. Miał być porządek, więc zamierzam się wywiązać. - schyliłam się i podniosłam przedmiot.
- ale tu jest już porządek, głupolu. - położył dłonie na moich - lepiej poszłabyś ze mną na kawę bo mam straszną ochotę na kawę. Na kawę w Twoim towarzystwie. - przechylił głowę w lewo i przysunął się do mojej twarzy - co Ty na to?
- po pierwsze, kawa dla Ciebie nadal stoi na tacy - wskazałam palcem na wysepkę, na której stała jego poranna kawa. Powędrował wzrokiem za moim palcem. - po drugie, nie mam ochoty na kawę. A po trzecie - przekręciłam głową w prawo tak, że teraz nasze oczy były na jednej linii. Przysunęłam się bliżej do jego twarzy i zmierzyłam ją wzrokiem od samego czoła po koniuszek brody - na kawę w Twoim towarzystwie. - uśmiechnęłam się kpiąco i wyrwałam mu mopa z rąk. Miał zawiedzioną minę a jego oczy posmutniały. Potem się już do siebie nie odzywaliśmy.
Harry jest idiotą. Najpierw każe mi się wynosić i jest dla mnie oschły a teraz zaprasza mnie na kawę i głupkowato się uśmiecha jak gdyby nigdy nic. Nie jestem mściwa ale nie pozwolę sobą pomiatać nawet jeśli miałby to robić cudowny Harry Styles. Myśli, że skoro ludzie przynoszą mu wszystko pod nos bo on sobie tak życzy to ja też będę tak robić? Niech o tym zapomni. Nigdy nikomu nic nie ułatwiałam, bo ja sama też nie miałam łatwo.
Kilkanaście minut później kiedy skończyłam ostanie porządki, zgarnęłam z szafki pomarańczową teczkę i rzuciłam na stolik w salonie przy którym siedział Styles.
- podpiszesz ?
- a mam inne wyjście ?
- nie podpisywać. Wtedy stracę pracę a Ty zarośniesz brudem. - machnęłam obojętnie ramionami.
- Nie zależy Ci na pracy ? - zerknął na mnie spod byka, unosząc jedną brew.
- Nie zależy Ci na sprzątaczce ? - Harry na moje słowa podniósł się gwałtownie i stanął naprzeciwko mnie. Serce zaczęło mi bić nieco szybciej. Co ja gadam ? Waliło jak opętane kiedy delikatny oddech bruneta otulał moją twarz. Jego grzywka nieidealnie ułożona do góry opadła lekko na czoło i minimalnie dotykała mojego. Harry przysunął swoją twarz bliżej i swoim nosem dotknął czubka mojego. Jego ręce powędrowały na moją talię, na której splótł swoje palce.
- Zależy mi na Tobie, Effie.
Jestem w niebie?
~*~
hej robaczki ! w ogóle nie miałam pomysłu na ten rozdział. Miałam dodać go już w piątek ale czytałam go milion razy i non stop coś mi w nim nie pasowało. Liczę na szczere komentarze, jeśli coś nie byłoby nie tak piszcie śmiało.
aha, no i mała prośba. Spamujcie tym ff, chciałabym żeby trafiło do jak największego grona czytelników i obserwujących. i tak sobie myślę, że jak będzie 20 komentarzy to pojawi się next.
Przepraszam, że muszę używać takich argumentów ale innego wyjścia nie mam.
czytasz + komentujesz = czynisz mnie najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
naprawdę jest tak ciężko napisać chociaż kropkę? dla Ciebie to 10 sekund roboty a dla mnie motywacja i szczęście ...
Proszę Was.
Kocham Was all xx
K. x
środa, 25 września 2013
chapter 6.
od autora : mam prośbę, podczas czytania tego rozdziału włączcie sobie tą piosenkę ♪
poczujecie się jak ja, kiedy pisałam ten rozdział (;
Harry's POV
W pewnym momencie możesz spotkać kogoś, kto będzie dla Ciebie doskonały, w najmniejszych molekułach zaprojektowany by być Twoim największym skarbem i źródłem radości. Ta osoba może albo całkowicie Cię uszczęśliwić, albo totalnie zmiażdżyć. Uszczęśliwić będąc najbliżej, najcieplej i najmocniej, splatać oddechy i palce, poranki i zmierzchy, tętno i ślinę. To scenariusz dla szczęśliwców.
Poszedłbym za nią na koniec świata. Te piwne oczy, te cienkie, jasnobrązowe włosy, ten zniewalający uśmiech, ten gest brwią, kilka piegów, a nawet ten pryszcz w okolicach skroni doprowadzały mnie do czystego szaleństwa. Nie była doskonała a mimo tego nie ukrywała swoich wad. Zauważałem w niej rzeczy, których nie dostrzegałem w innych dziewczynach. Lubiłem to, że miała odpowiedź na każde moje słowo. Była bezczelna, ale tak cholernie seksownie bezczelna, że rozpuściłaby serce z najtwardszego lodu. Właśnie takie posiadałem i miałem tego świadomość.
Doceniałem to, że nie miała kisielu w gaciach na mój widok i na dźwięk mojego nazwiska, traktowała mnie jak normalnego chłopaka, jak nastolatka. Zacząłem coraz bardziej doceniać normalność i uczucia z tym związane. Po części ją rozumiałem, też nie miałem rodziców. Oczywiście mogłem do nich zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, ale to nie to samo. Ojciec nie uczył mnie jak grać w nogę a mama nie wybierała mi dziewczyn. Żyłem swoim życiem, żyłem życiem swoich marzeń, żyłem życiem One Direction.
- Harry ? - jej głos wyrwał mnie z amoku w jakim teraz byłem. dopiero zdałem sobie sprawę, że cały czas jej się przyglądam. ale KLAPA. nie mogę jej pokazać, że cholernie mi się podoba i najchętniej przykleiłbym ją do siebie jakimś bardzo mocnym klejem, tak żeby nigdy mi nie uciekła. tak bym nigdy jej nie stracił.
Speszyłem się. nie wiem nawet czy przypadkiem nie spaliłem buraka.
- hmm ? - odparłem i machinalnie poprawiłem grzywkę żeby, w razie czego, nie zobaczyła tych buraczanych rumieńców.
- odwieziesz mnie do domu ? to znaczy, hmmm, najpierw do agencji. muszę oddać tą umowę.
- jasne, oczywiście. tak, już jedziemy. - wyjąłem portfel by zapłacić za ciastka. Effie wstała i powędrowała w stronę wieszaków, gdzie wcześniej odwiesiłem jej kurtkę. nie zerknęła na portfel, nie czekała, aż go otworzę i zobaczy ile tam jest. a było dużo, naprawdę dużo. nie lubiłem płacić kartą. te piny, te klikanie... to nie dla mnie. wolałem tradycyjny sposób płatności..
Wychodząc machnąłem tylko ręką do Eleny, kelnerki, która właśnie uniosła kciuk ku górze wskazując głową na Effie. uśmiechnąłem się sam do siebie, bo przychodziłem to z wieloma dziewczynami a Elena nigdy nie zrobiła czegoś takiego. i faktycznie, tamte nie lubiły szarlotki.
Kiedy wyszedłem, czekała już przy aucie wpatrując się w niebo.
- czemu na angielskim niebie nie widać gwiazd ? - zapytała.
- bo jedna stoi obok ...
- obok mnie oczywiście.
- oczywiście - zaśmialiśmy się, po czym złapałem za klamkę by otworzyć jej drzwi. W tej chwili ona zrobiła to samo. Ścisnąłem lekko jej rękę a ona ją odepchnęła. spojrzałem na nią lekko marszcząc czoło.
- dobrze wiesz, że zrobiłabym to sama..
- chciałem być dżentelmenem - na mojej twarzy pojawił się lekki grymas
- wiesz, żyjemy w takich czasach, gdzie księżniczki doskonale radzą sobie same.
- wiem - pochyliłem się nad nią, opierając swój ciężar na krawędzi dachu samochodu - ale wiesz, zdarzają się również książęta, dla których dobro księżniczek liczy się najbardziej, fajtłapko. - jej źrenice powiększyły się a kąciki ust uniosły się ku górze.
W mojej głowie widniało już tylko jedno zdanie napisane pogrubioną czcionką : DLA TYCH OCZU NIE COFNĘ SIĘ PRZED NICZYM.
Większość drogi spędziliśmy w ciszy. Zerkałem na nią mimowolnie, uśmiechając się sam do siebie. Co ona mi zrobiła ? nie czułem czegoś takiego nawet będąc z Taylor. Właśnie, Taylor ... Spotykaliśmy się kilka miesięcy temu. Było nam dobrze razem, ale nie mieliśmy dla siebie czasu. poza tym, coś jej odbiło. Stała się jakaś oschła, jakaś taka hmmm oziębła. nie okazywała mi takich uczuć na jakie liczyłem z jej strony. Zaczęła zachowywać się jak diva, dlatego postanowiłem się z nią rozstać. Teraz, kiedy zapewniała mnie, że się zmieniła i że nadal mnie kocha wróciliśmy do siebie aczkolwiek nie wiem czy to dobry pomysł. znów nam się nie układa, ona chciałaby mną rządzić na co nigdy jej nie pozwolę. Nie kochałem, nie kocham i nie pokocham.
Włączyłem radio by jakoś wypełnić tą ciszę. Przeważnie to zawsze ja rozpoczynałem rozmowę, ale teraz zwyczajnie nie wiedziałem co mam powiedzieć, o co ją zapytać. towarzyszyło mi takie uczucie, jakbym bał się odezwać żeby jej nie urazić, żeby wywrzeć na niej jak najlepsze wrażenie. Akurat leciała piosenka Bon Jovi "Livin' on a prayer". od razu się uśmiechnąłem bo lubiłem słuchać takich ostrych kawałków, zacząłem nucić pod nosem i lekko potrząsać głową w rytm. ale moja fascynacja nie trwała długo. Effie wyciągnęła palec i szybko zmieniła stację skąd usłyszałem piosenkę Tired Pony " All things all at once ". Zerknąłem na nią i przełączyłem na Bon'a. Effie zmrużyła oczy i kliknęła guzikiem powracając do swojego wyboru. O nie, kochanie. Zmieniłem stację na moją piosenkę, a ona powtórzyła czynność kurczowo trzymając się jej piosenki. wyciągnąłem rękę w stronę radia ale w ostatniej chwili ją cofnąłem, sam nie wiem czemu.
- dziękuję - posłała mi promienny uśmiech. pokiwałem głową i lekko przyśpieszyłem. Kątem oka zerknąłem na Effie, która zacisnęła pięści na zapiętym pasie bezpieczeństwa. Z jej oczu aż buchało przerażenie. Nie miałem pojęcia o co chodzi.
- zwolnij. - odezwała się cicho.
- czemu ? co się dzieje ? - spojrzałem na nią.
- nie patrz na mnie tylko na drogę - podniosła lekko głos
- ale o co Ci chodzi ?
- Harry ! ZWOLNIJ ! - krzyknęła głośno
- Effie spokojnie - zdjąłem prawą rękę z kierownicy by złapać za jej dłoń. Effie odtrąciła ją i patrzyła tępo przed siebie.
- Stój, zatrzymaj się.. - powiedziała wyraźnie wystraszona.
- Effie..
- zatrzymaj się kurwa ! - krzyknęła ponownie aż po moim ciele przeszły ciarki. zupełnie nie wiedziałem o co jej chodzi. czemu tak reaguje ? czemu boi się jeździć ? czemu mi nie ufa ?
Zjechałem na pobocze. Zatrzymałem auto a ona gwałtownie z niego wysiadła trzaskając drzwiami. Podniosła ręce do góry i wplotła je w swoje włosy. po chwili straciłem ją z oczu. były dwa wyjścia, albo kucnęła albo zemdlała. Wybiegłem szybko z samochodu podbiegając do niej. Siedziała skulona pod samochodem głośno płacząc. Zabrakło mi powietrza kiedy poczułem mocne ukłucie w sercu. Nigdy nie widziałem jak płacze, a jednak teraz jej łzy działały na mnie jakby ktoś rzucał we mnie milionami noży i jeszcze do tego wyrywał mi serce bez jakiegokolwiek znieczulenia. Bez zastanowienia rzuciłem się przed nią na kolana i przyciągnąłem do siebie.
- spokojnie, Effie. spokojnie. ze mną jesteś bezpieczna... - wplatając palce w jej włosy, mówiłem by ją uspokoić. Szlochała i wciągała lekko nosem wtulając się w moją klatkę piersiową. Kiedy poczułem jej dotyk na swoich plecach, mój brzuch wywinął kilka fikołków. Słyszałem o tym uczuciu, ale myślałem że mają je tylko dziewczyny. a tu proszę, wychodzi na to, że faceci też je mają. zastanawia mnie tylko jedno, czy można to nazwać zakochaniem?
Nawet nie wiem ile tak razem siedzieliśmy. Nie puściłem jej dopóki nie usłyszałem, że przestała płakać i uspokoiła oddech.
- przepraszam... - powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.
- heej, zwariowałaś ? nie przepraszaj, nie masz za co Effie - przytuliłem ją mocniej do siebie.
lekko odchyliła głowę i rękawem kurtki wytarła sobie nos. Podobało mi się to. Tzn, podobało mi się to, że robiła tak zwyczajne rzeczy, których nikt wcześniej przy mnie nie robił bo chciał mi zaimponować. cholera, a ona imponowała mi tym, że wycierała gile w rękaw. uśmiechnąłem się do niej. Chciałem zapytać o co chodzi, czy mogę jej pomóc, czy chce pogadać, albo po prostu popłakać sobie w ciszy.
- moi rodzice zginęli w wypadku.
Rozszerzyłem oczy. Ale ze mnie idiota! mogłem się domyślić, dlaczego się boi. Nie wiedziałem co mam zrobić. w głowie miałem pustkę a do moich oczu napłynęły łzy. nie będę płakać ale ta świadomość, że ją skrzywdziłem doprowadzała mnie do ostateczności. Strzel się w łeb Harry, oby mocno.
- Effie, przepraszam .. - złapałem ją za rękę.
- nic się nie stało, Harry. - ścisnęła moją rękę. nie wiem dokładnie co miało to oznaczać ale odczułem spokój, że jest w porządku.
- chcę po prostu, żebyś czuła się ze mną bezpieczna, rozumiesz? - moje dłonie powędrowały na jej policzki, kciukami wycierając je z ostatnich łez. uniosłem jej twarz tak aby jej oczy były na równej wysokości z moimi. - zaufaj mi, Effie.
- to udowodnij, że na to zaufanie zasługujesz. nie ufam byle komu. - odparła i podtrzymując się na moim barku wstała, otrzepując tyłek z piasku. Siedziałem tam nadal jak wryty. Nie chcę żeby mi nie ufała. a już na pewno nie chcę, żeby nazywała mnie "byle kim". Teraz nic, oprócz jej szczęścia się dla mnie nie liczyło. a ja, jak dureń, sprowokowałem jej łzy. wiedziałem, że między nami buduje się silna więź. nie wiem jaka, nie wiem czy to przyjaźń, czy to miłość czy jakieś zawodowe porachunki. nie wiem. ale jeśli chciała dowodów, to je dostanie. Jestem godzien zaufania.
UDOWODNIĘ ! ŻEBYŚ WIEDZIAŁA, ŻE UDOWODNIĘ
Kiedy dojechaliśmy pod Modest, złapała teczkę z papierami i żwawo wybiegła z samochodu. Przez moją głowę przebiegły miliony myśli. Uderzyłem otwartą ręką w kierownicę i jęknąłem cicho. Największa walka jest pomiędzy tym co wiesz, a tym co czujesz. wiedziałem, że mogę ją skrzywdzić, a czułem, że tego nie zrobię. nie wiedziałem czemu zaufać, rozsądkowi czy sercu, które jednak istniało. przecież mogłem mieć każdą, ot tak. na pstryknięcie. po co więc miałem pchać się w związek, który nawet nie ma przyszłości. przecież zrujnowałbym jej życie. Jestem osobą publiczną, jestem podstosowany pod innych ludzi, jestem związany kontraktami. Nie, to nie wyjdzie. Niech tylko sprząta, tak będzie najlepiej.
Effie wychodzi z agencji kierując się szybko w stronę samochodu. Bawi się włosami, patrząc w dół. Uśmiecham się, opierając głowę na kierownicy. Obserwuję każdy jej ruch, każde najmniejsze skinienie.
Jak tak patrzę na nią z daleka, choć nie jest moja, choć ja nie jestem jej, to i tak mam ochotę skraść jej buziaka i wtulić się w nią, po prostu przy niej być. Jest ostatnim brakującym puzzlem w całej tej planszy, zwanej moim życiem.
- dziękuję za podwiezienie. Cześć Harry. Widzimy się jutro. - uśmiechnęła się i zamknęła drzwi. odwracając się w moją stronę pomachała delikatnie. uniosłem tylko rękę, westchnąłem cicho i naciskając pedał gazu, odjechałem. Effie nie mogła wyjść z mojej głowy. Wyglądając przez szybę dostrzegłem kilka gwiazd i od razu przypomniało mi się jej pytanie. musiałem ją o tym poinformować. Wcześniej, jak poszła do łazienki, puściłem sobie strzałkę z jej telefonu żeby mieć jej numer. Cwany jestem nie? Bezmyślnie złapałem za telefon i napisałem jej smsa.
Czekając na odpowiedź, znalazłem na iTunes tą piosenkę Tired Pony, o którą tak dzisiaj walczyła. Przysięgam, że wyglądałem jak debil machając głową, nucąc pod nosem i uśmiechając się szeroko.
Serce zabiło mi mocniej gdy usłyszałem dźwięk wiadomości.
Pokiwałem głową i rzuciłem telefon na siedzenia pasażera. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Dodałem trochę gazu i nawet nie wiem kiedy otwierałem już bramę. Wysiadając z auta, kliknąłem pilotem zamykając je. Moją uwagę przykuło lekkie światełko, które było widoczne w środku domu. jak się nie mylę, z salonowego okna. Niemożliwe by ktoś tam był, pewnie zapomniałem zgasić. Wszedłem do domu, rzuciłem kluczyki na szafkę i kierując się w stronę kuchni zapaliłem światło. usłyszałem chrząknięcie za plecami. odwróciłem się gwałtownie i zamarłem
- A Ty co tu do cholery robisz ?!
Jak myślicie, kto przyszedł do Styles'a ? (; czekam na odpowiedzi w komentarzach.
mam nadzieję, że się podoba. podoba mi się ten rozdział, włożyłam w niego naprawdę dużo serca. oceniajcie, komentujcie, polecajcie, obserwujcie, czytajcie. :)
Kocham Was. ♥
- K. x
poczujecie się jak ja, kiedy pisałam ten rozdział (;
Harry's POV
W pewnym momencie możesz spotkać kogoś, kto będzie dla Ciebie doskonały, w najmniejszych molekułach zaprojektowany by być Twoim największym skarbem i źródłem radości. Ta osoba może albo całkowicie Cię uszczęśliwić, albo totalnie zmiażdżyć. Uszczęśliwić będąc najbliżej, najcieplej i najmocniej, splatać oddechy i palce, poranki i zmierzchy, tętno i ślinę. To scenariusz dla szczęśliwców.
Poszedłbym za nią na koniec świata. Te piwne oczy, te cienkie, jasnobrązowe włosy, ten zniewalający uśmiech, ten gest brwią, kilka piegów, a nawet ten pryszcz w okolicach skroni doprowadzały mnie do czystego szaleństwa. Nie była doskonała a mimo tego nie ukrywała swoich wad. Zauważałem w niej rzeczy, których nie dostrzegałem w innych dziewczynach. Lubiłem to, że miała odpowiedź na każde moje słowo. Była bezczelna, ale tak cholernie seksownie bezczelna, że rozpuściłaby serce z najtwardszego lodu. Właśnie takie posiadałem i miałem tego świadomość.
Doceniałem to, że nie miała kisielu w gaciach na mój widok i na dźwięk mojego nazwiska, traktowała mnie jak normalnego chłopaka, jak nastolatka. Zacząłem coraz bardziej doceniać normalność i uczucia z tym związane. Po części ją rozumiałem, też nie miałem rodziców. Oczywiście mogłem do nich zadzwonić o każdej porze dnia i nocy, ale to nie to samo. Ojciec nie uczył mnie jak grać w nogę a mama nie wybierała mi dziewczyn. Żyłem swoim życiem, żyłem życiem swoich marzeń, żyłem życiem One Direction.
- Harry ? - jej głos wyrwał mnie z amoku w jakim teraz byłem. dopiero zdałem sobie sprawę, że cały czas jej się przyglądam. ale KLAPA. nie mogę jej pokazać, że cholernie mi się podoba i najchętniej przykleiłbym ją do siebie jakimś bardzo mocnym klejem, tak żeby nigdy mi nie uciekła. tak bym nigdy jej nie stracił.
Speszyłem się. nie wiem nawet czy przypadkiem nie spaliłem buraka.
- hmm ? - odparłem i machinalnie poprawiłem grzywkę żeby, w razie czego, nie zobaczyła tych buraczanych rumieńców.
- odwieziesz mnie do domu ? to znaczy, hmmm, najpierw do agencji. muszę oddać tą umowę.
- jasne, oczywiście. tak, już jedziemy. - wyjąłem portfel by zapłacić za ciastka. Effie wstała i powędrowała w stronę wieszaków, gdzie wcześniej odwiesiłem jej kurtkę. nie zerknęła na portfel, nie czekała, aż go otworzę i zobaczy ile tam jest. a było dużo, naprawdę dużo. nie lubiłem płacić kartą. te piny, te klikanie... to nie dla mnie. wolałem tradycyjny sposób płatności..
Wychodząc machnąłem tylko ręką do Eleny, kelnerki, która właśnie uniosła kciuk ku górze wskazując głową na Effie. uśmiechnąłem się sam do siebie, bo przychodziłem to z wieloma dziewczynami a Elena nigdy nie zrobiła czegoś takiego. i faktycznie, tamte nie lubiły szarlotki.
Kiedy wyszedłem, czekała już przy aucie wpatrując się w niebo.
- czemu na angielskim niebie nie widać gwiazd ? - zapytała.
- bo jedna stoi obok ...
- obok mnie oczywiście.
- oczywiście - zaśmialiśmy się, po czym złapałem za klamkę by otworzyć jej drzwi. W tej chwili ona zrobiła to samo. Ścisnąłem lekko jej rękę a ona ją odepchnęła. spojrzałem na nią lekko marszcząc czoło.
- dobrze wiesz, że zrobiłabym to sama..
- chciałem być dżentelmenem - na mojej twarzy pojawił się lekki grymas
- wiesz, żyjemy w takich czasach, gdzie księżniczki doskonale radzą sobie same.
- wiem - pochyliłem się nad nią, opierając swój ciężar na krawędzi dachu samochodu - ale wiesz, zdarzają się również książęta, dla których dobro księżniczek liczy się najbardziej, fajtłapko. - jej źrenice powiększyły się a kąciki ust uniosły się ku górze.
W mojej głowie widniało już tylko jedno zdanie napisane pogrubioną czcionką : DLA TYCH OCZU NIE COFNĘ SIĘ PRZED NICZYM.
Większość drogi spędziliśmy w ciszy. Zerkałem na nią mimowolnie, uśmiechając się sam do siebie. Co ona mi zrobiła ? nie czułem czegoś takiego nawet będąc z Taylor. Właśnie, Taylor ... Spotykaliśmy się kilka miesięcy temu. Było nam dobrze razem, ale nie mieliśmy dla siebie czasu. poza tym, coś jej odbiło. Stała się jakaś oschła, jakaś taka hmmm oziębła. nie okazywała mi takich uczuć na jakie liczyłem z jej strony. Zaczęła zachowywać się jak diva, dlatego postanowiłem się z nią rozstać. Teraz, kiedy zapewniała mnie, że się zmieniła i że nadal mnie kocha wróciliśmy do siebie aczkolwiek nie wiem czy to dobry pomysł. znów nam się nie układa, ona chciałaby mną rządzić na co nigdy jej nie pozwolę. Nie kochałem, nie kocham i nie pokocham.
Włączyłem radio by jakoś wypełnić tą ciszę. Przeważnie to zawsze ja rozpoczynałem rozmowę, ale teraz zwyczajnie nie wiedziałem co mam powiedzieć, o co ją zapytać. towarzyszyło mi takie uczucie, jakbym bał się odezwać żeby jej nie urazić, żeby wywrzeć na niej jak najlepsze wrażenie. Akurat leciała piosenka Bon Jovi "Livin' on a prayer". od razu się uśmiechnąłem bo lubiłem słuchać takich ostrych kawałków, zacząłem nucić pod nosem i lekko potrząsać głową w rytm. ale moja fascynacja nie trwała długo. Effie wyciągnęła palec i szybko zmieniła stację skąd usłyszałem piosenkę Tired Pony " All things all at once ". Zerknąłem na nią i przełączyłem na Bon'a. Effie zmrużyła oczy i kliknęła guzikiem powracając do swojego wyboru. O nie, kochanie. Zmieniłem stację na moją piosenkę, a ona powtórzyła czynność kurczowo trzymając się jej piosenki. wyciągnąłem rękę w stronę radia ale w ostatniej chwili ją cofnąłem, sam nie wiem czemu.
- dziękuję - posłała mi promienny uśmiech. pokiwałem głową i lekko przyśpieszyłem. Kątem oka zerknąłem na Effie, która zacisnęła pięści na zapiętym pasie bezpieczeństwa. Z jej oczu aż buchało przerażenie. Nie miałem pojęcia o co chodzi.
- zwolnij. - odezwała się cicho.
- czemu ? co się dzieje ? - spojrzałem na nią.
- nie patrz na mnie tylko na drogę - podniosła lekko głos
- ale o co Ci chodzi ?
- Harry ! ZWOLNIJ ! - krzyknęła głośno
- Effie spokojnie - zdjąłem prawą rękę z kierownicy by złapać za jej dłoń. Effie odtrąciła ją i patrzyła tępo przed siebie.
- Stój, zatrzymaj się.. - powiedziała wyraźnie wystraszona.
- Effie..
- zatrzymaj się kurwa ! - krzyknęła ponownie aż po moim ciele przeszły ciarki. zupełnie nie wiedziałem o co jej chodzi. czemu tak reaguje ? czemu boi się jeździć ? czemu mi nie ufa ?
Zjechałem na pobocze. Zatrzymałem auto a ona gwałtownie z niego wysiadła trzaskając drzwiami. Podniosła ręce do góry i wplotła je w swoje włosy. po chwili straciłem ją z oczu. były dwa wyjścia, albo kucnęła albo zemdlała. Wybiegłem szybko z samochodu podbiegając do niej. Siedziała skulona pod samochodem głośno płacząc. Zabrakło mi powietrza kiedy poczułem mocne ukłucie w sercu. Nigdy nie widziałem jak płacze, a jednak teraz jej łzy działały na mnie jakby ktoś rzucał we mnie milionami noży i jeszcze do tego wyrywał mi serce bez jakiegokolwiek znieczulenia. Bez zastanowienia rzuciłem się przed nią na kolana i przyciągnąłem do siebie.
- spokojnie, Effie. spokojnie. ze mną jesteś bezpieczna... - wplatając palce w jej włosy, mówiłem by ją uspokoić. Szlochała i wciągała lekko nosem wtulając się w moją klatkę piersiową. Kiedy poczułem jej dotyk na swoich plecach, mój brzuch wywinął kilka fikołków. Słyszałem o tym uczuciu, ale myślałem że mają je tylko dziewczyny. a tu proszę, wychodzi na to, że faceci też je mają. zastanawia mnie tylko jedno, czy można to nazwać zakochaniem?
Nawet nie wiem ile tak razem siedzieliśmy. Nie puściłem jej dopóki nie usłyszałem, że przestała płakać i uspokoiła oddech.
- przepraszam... - powiedziała tak cicho, że ledwo ją usłyszałem.
- heej, zwariowałaś ? nie przepraszaj, nie masz za co Effie - przytuliłem ją mocniej do siebie.
lekko odchyliła głowę i rękawem kurtki wytarła sobie nos. Podobało mi się to. Tzn, podobało mi się to, że robiła tak zwyczajne rzeczy, których nikt wcześniej przy mnie nie robił bo chciał mi zaimponować. cholera, a ona imponowała mi tym, że wycierała gile w rękaw. uśmiechnąłem się do niej. Chciałem zapytać o co chodzi, czy mogę jej pomóc, czy chce pogadać, albo po prostu popłakać sobie w ciszy.
- moi rodzice zginęli w wypadku.
Rozszerzyłem oczy. Ale ze mnie idiota! mogłem się domyślić, dlaczego się boi. Nie wiedziałem co mam zrobić. w głowie miałem pustkę a do moich oczu napłynęły łzy. nie będę płakać ale ta świadomość, że ją skrzywdziłem doprowadzała mnie do ostateczności. Strzel się w łeb Harry, oby mocno.
- Effie, przepraszam .. - złapałem ją za rękę.
- nic się nie stało, Harry. - ścisnęła moją rękę. nie wiem dokładnie co miało to oznaczać ale odczułem spokój, że jest w porządku.
- chcę po prostu, żebyś czuła się ze mną bezpieczna, rozumiesz? - moje dłonie powędrowały na jej policzki, kciukami wycierając je z ostatnich łez. uniosłem jej twarz tak aby jej oczy były na równej wysokości z moimi. - zaufaj mi, Effie.
- to udowodnij, że na to zaufanie zasługujesz. nie ufam byle komu. - odparła i podtrzymując się na moim barku wstała, otrzepując tyłek z piasku. Siedziałem tam nadal jak wryty. Nie chcę żeby mi nie ufała. a już na pewno nie chcę, żeby nazywała mnie "byle kim". Teraz nic, oprócz jej szczęścia się dla mnie nie liczyło. a ja, jak dureń, sprowokowałem jej łzy. wiedziałem, że między nami buduje się silna więź. nie wiem jaka, nie wiem czy to przyjaźń, czy to miłość czy jakieś zawodowe porachunki. nie wiem. ale jeśli chciała dowodów, to je dostanie. Jestem godzien zaufania.
UDOWODNIĘ ! ŻEBYŚ WIEDZIAŁA, ŻE UDOWODNIĘ
Kiedy dojechaliśmy pod Modest, złapała teczkę z papierami i żwawo wybiegła z samochodu. Przez moją głowę przebiegły miliony myśli. Uderzyłem otwartą ręką w kierownicę i jęknąłem cicho. Największa walka jest pomiędzy tym co wiesz, a tym co czujesz. wiedziałem, że mogę ją skrzywdzić, a czułem, że tego nie zrobię. nie wiedziałem czemu zaufać, rozsądkowi czy sercu, które jednak istniało. przecież mogłem mieć każdą, ot tak. na pstryknięcie. po co więc miałem pchać się w związek, który nawet nie ma przyszłości. przecież zrujnowałbym jej życie. Jestem osobą publiczną, jestem podstosowany pod innych ludzi, jestem związany kontraktami. Nie, to nie wyjdzie. Niech tylko sprząta, tak będzie najlepiej.
Effie wychodzi z agencji kierując się szybko w stronę samochodu. Bawi się włosami, patrząc w dół. Uśmiecham się, opierając głowę na kierownicy. Obserwuję każdy jej ruch, każde najmniejsze skinienie.
Jak tak patrzę na nią z daleka, choć nie jest moja, choć ja nie jestem jej, to i tak mam ochotę skraść jej buziaka i wtulić się w nią, po prostu przy niej być. Jest ostatnim brakującym puzzlem w całej tej planszy, zwanej moim życiem.
- dziękuję za podwiezienie. Cześć Harry. Widzimy się jutro. - uśmiechnęła się i zamknęła drzwi. odwracając się w moją stronę pomachała delikatnie. uniosłem tylko rękę, westchnąłem cicho i naciskając pedał gazu, odjechałem. Effie nie mogła wyjść z mojej głowy. Wyglądając przez szybę dostrzegłem kilka gwiazd i od razu przypomniało mi się jej pytanie. musiałem ją o tym poinformować. Wcześniej, jak poszła do łazienki, puściłem sobie strzałkę z jej telefonu żeby mieć jej numer. Cwany jestem nie? Bezmyślnie złapałem za telefon i napisałem jej smsa.
Czekając na odpowiedź, znalazłem na iTunes tą piosenkę Tired Pony, o którą tak dzisiaj walczyła. Przysięgam, że wyglądałem jak debil machając głową, nucąc pod nosem i uśmiechając się szeroko.
Serce zabiło mi mocniej gdy usłyszałem dźwięk wiadomości.
Pokiwałem głową i rzuciłem telefon na siedzenia pasażera. Uśmiech nie schodził mi z twarzy. Dodałem trochę gazu i nawet nie wiem kiedy otwierałem już bramę. Wysiadając z auta, kliknąłem pilotem zamykając je. Moją uwagę przykuło lekkie światełko, które było widoczne w środku domu. jak się nie mylę, z salonowego okna. Niemożliwe by ktoś tam był, pewnie zapomniałem zgasić. Wszedłem do domu, rzuciłem kluczyki na szafkę i kierując się w stronę kuchni zapaliłem światło. usłyszałem chrząknięcie za plecami. odwróciłem się gwałtownie i zamarłem
- A Ty co tu do cholery robisz ?!
Jak myślicie, kto przyszedł do Styles'a ? (; czekam na odpowiedzi w komentarzach.
mam nadzieję, że się podoba. podoba mi się ten rozdział, włożyłam w niego naprawdę dużo serca. oceniajcie, komentujcie, polecajcie, obserwujcie, czytajcie. :)
Kocham Was. ♥
- K. x
sobota, 21 września 2013
chapter 5.
Ludzie często nie zdają sobie sprawy jakie mają dookoła siebie szczęście. Nie dostrzegają małych rzeczy, nie doceniają krótkich sekund, dłuższych minut. A przecież to w nich tkwi złoty środek. Niespodziewane uśmiechy, szybkie mrugnięcia powiekami, dotknięcie dłoni czy nawet kiwnięcie głową, wszystko to dzieje się w ciągu sekund, niedocenianych sekund. Jestem ciekawą świata dziewczyną, boję się mrugnąć okiem by nie przeoczyć może najpiękniejszego momentu w moim życiu.
Ale teraz, kiedy siedzimy na przeciwko siebie a on, chłopak z burzą jeszcze lekko wilgotnych loków na głowie patrzy na mnie tak jakby jutra miało nie być, odwracam głowę.
- smakuje Ci kawa ? - pyta zaciekawiony
- mhm, jest ... dobra - upiłam łyk i posłałam mu promienny uśmiech.
- dobra? po prostu dobra? - w jego głosie widocznie słychać było troszkę niedowierzania.
- wiem, że przyzwyczaiłeś się do bardziej wygórowanych komplementów.
- wcale, że nie prawda. - rzucił uśmiechając się lekko.
- czyżby ? gdybym powiedziała Ci, że jest przesmaczna i najlepsza jaką piłam, Twój uśmiech byłby szerszy a źrenice powiększyłyby Ci się do rozmiarów 2funtów, prawda ? - uniosłam lewą brew i patrząc mu w oczy napiłam się kawy. Na twarzy Harry'ego wymalowało się lekkie zdziwienie. znów go zaskoczyłam. - no właśnie... - dokończyłam.
- jesteś taka .. taka ... - Harry przerwał kilkusekundową ciszę, zawiesił lekko głos szukając w głowie odpowiedniego słowa by mnie opisać.
- inna, wiem.
- dlaczego ?
- bo mając 15 lat nie biegałam po imprezach szukając sposobu na stracenie dziewictwa tylko wolałam posiedzieć w pokoju i połamać kilka ołówków wylewając swoje frustracje i emocje na kartce papieru.
- rysujesz?
- bynajmniej się staram. - uśmiechnęłam się szeroko.
- może pójdziemy coś zjeść? opowiesz mi o sobie więcej.
- a jak ktoś zrobi nam razem zdjęcie ? wiesz jesteś gwiazdą..
- to będziemy udawać że jesteśmy nie widzialni.
" Out of Cafe " to ładna knajpka. Stonowane, pastelowe kolory tworzyły idealny obraz wraz z ciemnymi meblami, kanapami i wykończeniami na ścianach. Granatowa ściana, na której wisiało zdjęcie Harry'ego wraz z, podejrzewam, właścicielką restauracji od razu zdradziła, że lubił tu przychodzić.
Poruszałam głową dokładnie przyglądając się pomieszczeniu. Domyśliłam się, skąd u Harry'ego zamiłowanie do spokojnych kolorów, tak jak w jego domu tak i tu było dość spokojnie.
- ładnie, prawda ? - powiedział Harry, łapiąc za poły mojej ramoneski by potem wziąć ją ode mnie i powiesić na wieszak. pokiwałam głową na znak, że mi się podoba - lubisz szarlotkę ? - rzucił odsuwając krzesło przede mną bym mogła usiąść.
- uwielbiam.
- to dobrze bo ...
- nie spotykasz się z dziewczynami, które nie lubią szarlotki albo mówią, że nie lubią bo twierdzą, że są za grube a Ty wtedy zaprzeczasz i twierdzisz, że nie są ?
Harry wplótł palce w swoją sterczącą do góry grzywkę równocześnie poprawiając wywinięte w różne strony loki na skroniach.
- mają tu najlepsze ciasta na świecie, zamówię nam coś a Ty się stąd nie ruszaj i rozmyślaj nad tym jak mnie zaskoczyć, fajtłapko.
- raczej nie zamierzam, mam 8 km do domu a zbiera się na deszcz także ... - poklepałam go po ramieniu - posiedzę tutaj. - wyszczerzyłam zęby a w rezultacie usłyszałam gardłowy śmiech bruneta zmierzającego w stronę lady.
Miał wyjątkowo chude nogi. Obcisłe spodnie i te same obdarte buty, co na lotnisku, zaczęły mi się podobać. Nie jako poszczególne części garderoby, aczkolwiek jako cały styl Harry'ego. Miał swój styl a jak na 19-latka przystało to dość, hmm, dorosły i dojrzały styl. Powinien raczej nosić jakieś Conversy, AirMaxy czy Vansy i jakieś dresy a nie koszule i płaszcz.
Po chwili pojawił się z powrotem przedstawiając mi obraz swoich równych zębów.
- opowiedz mi coś o sobie, Effie. - powiedział, splatając swoje ręce ze sobą.
- a co byś chciał wiedzieć ?
- ile masz lat, na przykład.
- na przykład, mam 18. urodziny mam 2 listopada, gdybyś chciał kupić mi dom z basenem i takie tam Porsche albo Maserati. - wyszczerzyłam zęby ale jemu widocznie nie było do śmiechu. spuścił wzrok i zacisnął lekko swoje splecione palce. - powiedziałam coś nie tak, Harry ?
- nie.. tylko po prostu .. dlaczego ludzie lubią mnie bo mam kasę ?
Jego słowa zaskoczyły mnie niesamowicie. Skąd mogłam wiedzieć? przecież nie mam pojęcia jak to jest. szukałam w głowie odpowiednich słów by odpowiedzieć mu jakoś z sensem, ale teraz nic z sensem nie przychodziło mi do głowy.
- może dlatego, że im na to pozwalasz ? - no tak Effie, gratulacje. naprawdę inteligentna odpowiedź, brawo. miałam ochotę pacnąć się w czoło i to tak mocno żeby mnie bolało za każdym razem kiedy przyjdzie mi do głowy palnąć coś równie durnego. - jesteś częścią showbiznesu a to ciężki orzech do zgryzienia. fani kochają Cię za muzykę, za to co dla nich robisz. aktorki kochają Cię za urok, papparazzi za skandale a chciwe hieny za pieniądze. Nic na to nie poradzisz, coś kosztem czegoś Harry.
- a Ty, za co mnie lubisz ?
za wszystko, durniu
- Ja lubiłabym Cię nawet jakbyś mieszkał w domku z kartonu. - moja dłoń powędrowała na jego dłoń, którą lekko ścisnęłam. Harry spojrzał w moje oczy a ten uśmiech, który mi podarował był najlepszą rzeczą jaką mogłam dziś zobaczyć.
- naprawdę?
- mhm. ale wiesz, teraz lubię Cię bardziej, bo płacisz za szarlotkę - pomieszczenie knajpki wypełnił nasz głośny śmiech. Kiedy kelnerka przyniosła nasze ciasta gadaliśmy o zupełnych głupotach.
- ulubione kwiaty ?
- róże. ulubiony kraj?
- Francja
- nie nabijaj się ! - rzuciłam w niego serwetką, którą wcześniej pogięłam w dłoniach.
- nie miałem tego na myśli, wieżo Eifflo. - zaczął się śmiać. po chwili jego łyżeczka wylądowała w moim kawałku ciasta.
- gramy w pytania czy zamierzasz zeżreć moje ciasto ? zabieraj łapę! - Klepnęłam go lekko w wierzch dłoni.
- dobra, hmmm.. rozmiar buta. - serio Harry serio ? chcesz znać rozmiar mojego buta ?
- 37,5. ulubiony kolor ?
- Twoich oczu, Effie.. - szepnął pożerając mnie swoim wzrokiem. Moje serce rozpłynęło się na jego słowa, motylki rozrywały teraz mój brzuch, dwie różowe plamki niegrzecznie skakały teraz po moich policzkach a gorąco dostawało się do każdego centymetra mojego ciała.
Życie nauczyło mnie stwarzać otoczkę, mur, który świetnie radził sobie z unikaniem innych, odizolowywaniem się. Tylko raz pewnej osobie udało się sprawić, że moja obrona runęła.
Śmierć kogoś bliskiego to taki moment w życiu, gdzie masz ochotę zmienić wszystko, może na lepsze, po to by już nikt nie odszedł od Ciebie na zawsze. Obwiniasz się i twierdzisz, że jeśli naprawisz swoje życie ukochane osoby zostaną z Tobą już na zawsze. Nie wyobrażałam sobie na tę chwilę co robiłabym gdyby nie ten wypadek na lotnisku, gdybym go nie poznała. zaczął nadawać sens mojemu życiu a ja nie chciałam się przed tym bronić. Oszalałam na punkcie Styles'a choć nie chciałam się do tego przyznać, bo nie zrobiłby z tym nic. Miliony dziewczyn oszalały.
Mój strach przed wylewaniem kolejnych łez w poduszkę runął, a ja zaczęłam czuć coś bardzo znaczącego w moim życiu. zakochałam się w kimś, kto nawet nie wiedział co ze mną robił, co we mnie zmieniał.
Zakochałam się w Harry'm Styles'ie.
PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO !
mnóstwo praacy związanej z wyjazdem, myślałam że sie wyrobie ale nic z tego. na szczęście jestem już na miejscu i jeśli wena mi wróci to rozdziały będą lepsze a nie takie , dosłownie mówiąc, ZJEBANE jak ten.
a teraz mała sonda, co myślicie o tym, żeby kolejny rozdział był napisany w perspektywie Hazzy ?
czekam na komentarze, kocham Was :*
Ale teraz, kiedy siedzimy na przeciwko siebie a on, chłopak z burzą jeszcze lekko wilgotnych loków na głowie patrzy na mnie tak jakby jutra miało nie być, odwracam głowę.
- smakuje Ci kawa ? - pyta zaciekawiony
- mhm, jest ... dobra - upiłam łyk i posłałam mu promienny uśmiech.
- dobra? po prostu dobra? - w jego głosie widocznie słychać było troszkę niedowierzania.
- wiem, że przyzwyczaiłeś się do bardziej wygórowanych komplementów.
- wcale, że nie prawda. - rzucił uśmiechając się lekko.
- czyżby ? gdybym powiedziała Ci, że jest przesmaczna i najlepsza jaką piłam, Twój uśmiech byłby szerszy a źrenice powiększyłyby Ci się do rozmiarów 2funtów, prawda ? - uniosłam lewą brew i patrząc mu w oczy napiłam się kawy. Na twarzy Harry'ego wymalowało się lekkie zdziwienie. znów go zaskoczyłam. - no właśnie... - dokończyłam.
- jesteś taka .. taka ... - Harry przerwał kilkusekundową ciszę, zawiesił lekko głos szukając w głowie odpowiedniego słowa by mnie opisać.
- inna, wiem.
- dlaczego ?
- bo mając 15 lat nie biegałam po imprezach szukając sposobu na stracenie dziewictwa tylko wolałam posiedzieć w pokoju i połamać kilka ołówków wylewając swoje frustracje i emocje na kartce papieru.
- rysujesz?
- bynajmniej się staram. - uśmiechnęłam się szeroko.
- może pójdziemy coś zjeść? opowiesz mi o sobie więcej.
- a jak ktoś zrobi nam razem zdjęcie ? wiesz jesteś gwiazdą..
- to będziemy udawać że jesteśmy nie widzialni.
" Out of Cafe " to ładna knajpka. Stonowane, pastelowe kolory tworzyły idealny obraz wraz z ciemnymi meblami, kanapami i wykończeniami na ścianach. Granatowa ściana, na której wisiało zdjęcie Harry'ego wraz z, podejrzewam, właścicielką restauracji od razu zdradziła, że lubił tu przychodzić.
Poruszałam głową dokładnie przyglądając się pomieszczeniu. Domyśliłam się, skąd u Harry'ego zamiłowanie do spokojnych kolorów, tak jak w jego domu tak i tu było dość spokojnie.
- ładnie, prawda ? - powiedział Harry, łapiąc za poły mojej ramoneski by potem wziąć ją ode mnie i powiesić na wieszak. pokiwałam głową na znak, że mi się podoba - lubisz szarlotkę ? - rzucił odsuwając krzesło przede mną bym mogła usiąść.
- uwielbiam.
- to dobrze bo ...
- nie spotykasz się z dziewczynami, które nie lubią szarlotki albo mówią, że nie lubią bo twierdzą, że są za grube a Ty wtedy zaprzeczasz i twierdzisz, że nie są ?
Harry wplótł palce w swoją sterczącą do góry grzywkę równocześnie poprawiając wywinięte w różne strony loki na skroniach.
- mają tu najlepsze ciasta na świecie, zamówię nam coś a Ty się stąd nie ruszaj i rozmyślaj nad tym jak mnie zaskoczyć, fajtłapko.
- raczej nie zamierzam, mam 8 km do domu a zbiera się na deszcz także ... - poklepałam go po ramieniu - posiedzę tutaj. - wyszczerzyłam zęby a w rezultacie usłyszałam gardłowy śmiech bruneta zmierzającego w stronę lady.
Miał wyjątkowo chude nogi. Obcisłe spodnie i te same obdarte buty, co na lotnisku, zaczęły mi się podobać. Nie jako poszczególne części garderoby, aczkolwiek jako cały styl Harry'ego. Miał swój styl a jak na 19-latka przystało to dość, hmm, dorosły i dojrzały styl. Powinien raczej nosić jakieś Conversy, AirMaxy czy Vansy i jakieś dresy a nie koszule i płaszcz.
Po chwili pojawił się z powrotem przedstawiając mi obraz swoich równych zębów.
- opowiedz mi coś o sobie, Effie. - powiedział, splatając swoje ręce ze sobą.
- a co byś chciał wiedzieć ?
- ile masz lat, na przykład.
- na przykład, mam 18. urodziny mam 2 listopada, gdybyś chciał kupić mi dom z basenem i takie tam Porsche albo Maserati. - wyszczerzyłam zęby ale jemu widocznie nie było do śmiechu. spuścił wzrok i zacisnął lekko swoje splecione palce. - powiedziałam coś nie tak, Harry ?
- nie.. tylko po prostu .. dlaczego ludzie lubią mnie bo mam kasę ?
Jego słowa zaskoczyły mnie niesamowicie. Skąd mogłam wiedzieć? przecież nie mam pojęcia jak to jest. szukałam w głowie odpowiednich słów by odpowiedzieć mu jakoś z sensem, ale teraz nic z sensem nie przychodziło mi do głowy.
- może dlatego, że im na to pozwalasz ? - no tak Effie, gratulacje. naprawdę inteligentna odpowiedź, brawo. miałam ochotę pacnąć się w czoło i to tak mocno żeby mnie bolało za każdym razem kiedy przyjdzie mi do głowy palnąć coś równie durnego. - jesteś częścią showbiznesu a to ciężki orzech do zgryzienia. fani kochają Cię za muzykę, za to co dla nich robisz. aktorki kochają Cię za urok, papparazzi za skandale a chciwe hieny za pieniądze. Nic na to nie poradzisz, coś kosztem czegoś Harry.
- a Ty, za co mnie lubisz ?
za wszystko, durniu
- Ja lubiłabym Cię nawet jakbyś mieszkał w domku z kartonu. - moja dłoń powędrowała na jego dłoń, którą lekko ścisnęłam. Harry spojrzał w moje oczy a ten uśmiech, który mi podarował był najlepszą rzeczą jaką mogłam dziś zobaczyć.
- naprawdę?
- mhm. ale wiesz, teraz lubię Cię bardziej, bo płacisz za szarlotkę - pomieszczenie knajpki wypełnił nasz głośny śmiech. Kiedy kelnerka przyniosła nasze ciasta gadaliśmy o zupełnych głupotach.
- ulubione kwiaty ?
- róże. ulubiony kraj?
- Francja
- nie nabijaj się ! - rzuciłam w niego serwetką, którą wcześniej pogięłam w dłoniach.
- nie miałem tego na myśli, wieżo Eifflo. - zaczął się śmiać. po chwili jego łyżeczka wylądowała w moim kawałku ciasta.
- gramy w pytania czy zamierzasz zeżreć moje ciasto ? zabieraj łapę! - Klepnęłam go lekko w wierzch dłoni.
- dobra, hmmm.. rozmiar buta. - serio Harry serio ? chcesz znać rozmiar mojego buta ?
- 37,5. ulubiony kolor ?
- Twoich oczu, Effie.. - szepnął pożerając mnie swoim wzrokiem. Moje serce rozpłynęło się na jego słowa, motylki rozrywały teraz mój brzuch, dwie różowe plamki niegrzecznie skakały teraz po moich policzkach a gorąco dostawało się do każdego centymetra mojego ciała.
Życie nauczyło mnie stwarzać otoczkę, mur, który świetnie radził sobie z unikaniem innych, odizolowywaniem się. Tylko raz pewnej osobie udało się sprawić, że moja obrona runęła.
Śmierć kogoś bliskiego to taki moment w życiu, gdzie masz ochotę zmienić wszystko, może na lepsze, po to by już nikt nie odszedł od Ciebie na zawsze. Obwiniasz się i twierdzisz, że jeśli naprawisz swoje życie ukochane osoby zostaną z Tobą już na zawsze. Nie wyobrażałam sobie na tę chwilę co robiłabym gdyby nie ten wypadek na lotnisku, gdybym go nie poznała. zaczął nadawać sens mojemu życiu a ja nie chciałam się przed tym bronić. Oszalałam na punkcie Styles'a choć nie chciałam się do tego przyznać, bo nie zrobiłby z tym nic. Miliony dziewczyn oszalały.
Mój strach przed wylewaniem kolejnych łez w poduszkę runął, a ja zaczęłam czuć coś bardzo znaczącego w moim życiu. zakochałam się w kimś, kto nawet nie wiedział co ze mną robił, co we mnie zmieniał.
Zakochałam się w Harry'm Styles'ie.
PRZEPRASZAM ŻE TAK DŁUGO !
mnóstwo praacy związanej z wyjazdem, myślałam że sie wyrobie ale nic z tego. na szczęście jestem już na miejscu i jeśli wena mi wróci to rozdziały będą lepsze a nie takie , dosłownie mówiąc, ZJEBANE jak ten.
a teraz mała sonda, co myślicie o tym, żeby kolejny rozdział był napisany w perspektywie Hazzy ?
czekam na komentarze, kocham Was :*
poniedziałek, 16 września 2013
chapter 4.
Stoję przed około trzydziesto-piętrowym oszklonym wieżowcem. Moim oczom ukazuję się przeogromny napis MODEST! MANAGEMENT. Miałam czekać na Courtney, ale chyba się spóźnia. Siadam więc na ławce obok i wyciągam telefon, grzebię w kontaktach, przeglądam smsy, nic ciekawego ale nudę można skutecznie zabić. po 15 minutach w moim kierunku zmierza rudowłosa. ubrana przeciętnie, zwykłe jeansy, adidasy, sweter, kurtkę i na to szalik. co jest dziwne, bo jest środek sierpnia, a w Anglii jest stosunkowo ciepło. nawet ja w czarnej ramonesce się pocę, choć jestem strasznym zmarźluchem.
- Effie ! - machnęła, czyli mnie zauważyła. - długo czekasz ? - ma zachrypnięty głos, czyli to wyjaśnia jej ubiór.
- dzień dobry, właściwie to dopiero przyszłam - skłamałam.
Gdy stałyśmy już przed wielkimi drzwiami, otworzyła je przede mną i ruchem głowy kiwnęła bym weszła pierwsza. Okrągłe wnętrze z białą, ceramiczną podłogą, białymi ścianami i czarnymi meblami idealnie ze sobą grały. Nie miałam czasu by się przyjrzeć bo Courtney pchnęła mnie w kierunku windy.
- zestresowana ? - uśmiechnęła się i kliknęła 23, wycierając nos spojrzała w moja stronę.
- a powinnam ?
- wiesz, sprzątanie to nie jest szczyt Twoich marzeń co?
- no nie, ale chcę zarobić na studia.
- nie masz pieniędzy od rodziców ? - spytała dość zdziwionym głosem, jakby to musiało być oczywiste, spuściłam wzrok - umm, przepraszam. - dotknęła mojego ramienia.
- spokojnie - pogłaskałam jej dłoń - mam, ale za nie chcę kupić sobie dom, żeby się zabezpieczyć na przyszłość.
- dobrze myślisz. przejdźmy na "TY", ok? - wyciągnęła dłoń w moją stronę co oczywiście odwzajemniłam ściskając lekko jej chudą rączkę. usłyszałyśmy charakterystyczny dźwięk po czym drzwi windy rozsunęły się a my szybko wyszłyśmy w stronę recepcji.
- poczekaj tu. - wskazała na beżowe fotele a sama zniknęła za szklanymi drzwiami. Ludzie niczym mrówki, każdy w swoją stronę, z drzwi do drzwi, z papierami, segregatorami, aparatami, ktoś pił kawę na szybko, ktoś gadał przez komórkę drugą ręką próbując grzebać w drugiej. Zbyt duży tu harmider.
- podpisz to - Courtney wyrwała mnie z głębokich rozmyślań - ale najpierw przeczytaj.
Zerknęłam na umowę i szybko przelustrowałam punkty i warunki umowy : nie mówić nikomu gdzie i dla kogo pracuję, czyj dom będę sprzątać, bla bla bla, wykonywać polecenia właściciela domu, bla bla bla i takie tam różne. Generalnie w porządku, umowa wstępna na miesiąc z możliwością przedłużenia jak najbardziej mi pasuje. Biorę długopis do ręki, wzdycham głośno i podpisuję. Nic do stracenia.
Courtney pochwaliła mnie, za szybkie wykonanie jej prośby, znów zniknęła za szklanymi drzwiami ale tym razem wyszła po minucie i wesoło krzyknęła w moją stronę
- chodź, jakaś rozpieszczona gwiazda potrzebuje Twojej pomocy - szeroko uśmiechnęła się i od razu pociągnęła za rękaw w stronę windy.
Dziś mam zacząć ? już dziś ? Rudowłosa wręczyła mi kopię umowy i powiedziała, że tam, na miejscu wszystko będzie gotowe. na koniec zaproponowała podwózkę.
Zatrzymałyśmy się pod wielkim domem, mogłabym śmiało rzec willą. zza wysokich, typowo angielskich drewnianych płotów, było widać jedynie czubki drzew, a przez brązową bramę nie przemknęłaby się, słowo daję, nawet mrówka. i że niby ja mam tu pracować, tak? sprzątać ? Ręce mi KURWA odpadną, myślę. ale idę, bo choć Courtney odjechała 3 sekundy temu wiem, że nadal patrzy w lusterko.
Stanęłam przed betonowym słupkiem, na którym był zamieszczony domofon z kamerką. Dzwonię.
- taaak? - słyszę głos starszego mężczyzny. no niech się okaże jeszcze zboczeńcem. w tym wielkim labiryncie się zgubię a przez bramę nie przeskoczę nawet z pomocą trampoliny.
- yyy, dzień dobry. Nazywam się Bennett i ja tu przyszłam w sprawie pracy, podobno wszystko miało byy - nie dane jest mi dokończyć, bo usłyszałam charakterystyczny dźwięk otwarcia bramy. Zacisnęłam pięści i cięzko westchnęłam ale weszłam. Moje serce ledwo nie wyskoczy mi z piersi a Moim oczom ukazuje się przeogromny ogród, mnóstwo kwiatów i ozdobnych krzewów. widzę dużego grilla, kilka leżaków i basen. Jeeeezu.. naprawdę sobie koleś nie żałuje.
- zapraszam Panią - z wielkich, drewnianych drzwi wyłonił się pan w podeszłym wieku, ubrany w koszulę, spodnie w kant. miał plakietkę z napisem "SECURITY. Danny Oswald" - zaprowadzę Panią do właściciela, a on pokaże Pani miejsce pracy. Zapraszam - powtórzył. Kiwnęłam tylko głową zaciskając mocniej pięści.
Podziwiałam ogród a wnętrze domu to był dopiero raj na ziemi. Ciemnobrązowe panele idealnie współgrały z jasnymi ścianami, a ciemne skórzane meble, duży kominek i czerwone wykończenia nadawały stylu, ekskluzywności jak i przytulności dużemu salonowi.
- ktoś mi musi wyprać majtki ! Danny ! przyszła już ta cała pożeraczka syfu ? - nagle ktoś donośnie krzyknął, niemal podskoczyłam bo po salonie rozległo się echo. z kuchni w samym ręczniku wynurzył się nikt inny jak pan i władca idealny pan Styles. moje usta otworzyły się minimalnie a ja mimowolnie zmierzyłam go od góry do dołu. Po chwili jednak dotarło do mnie jak idiotycznie muszę wyglądać gapiąc się na niego jak w najprawdziwszy diament, to raz. dwa, to czy on nazwał mnie właśnie pożeraczką syfu ?
- TY ?! - krzyknęliśmy razem. - TUTAJ ? - znów powiedzieliśmy razem - DLACZEGO?! - kolejne słowo wypowiedziane wspólnie wywołało uśmiech na naszych twarzach.
- EFFIE/HARRY! - po następnym po prostu zaczęliśmy się śmiać..
- cześć, od dziś będę pożeraczką Twojego syfu, proszę pana... - powiedziałam lekko oburzonym głosem na co Loczek spuścił wzrok. wyglądał pięknie. dostrzegłam ogrom jego tatuaży, niektóre to naprawdę dzieła sztuki, a inne to zwykle obrazki, jak gwiazda, albo gwoździe.
- yyym, to nie tak, bo to nie tak ... - podrapał się lekko w tył głowy wyraźnie zmieszany i głośno westchnął - Danny, możesz odejść. ja pokażę wszystko tej Pani. Dziękuję. - ochroniarz odszedł a do mnie Harry wyciągnął rękę. szybko podeszłam w jego stronę - chyba żartujesz, że będziesz tu sprzątać.
- to jest moja praca. znaczy będzie, jak podpiszesz - machnęłam mu teczką przed oczyma.
- daj te umowę. - wyciągnął z mojej dłoni pomarańczową teczkę i przytrzymując ją na ścianie, podpisał.
- ale czy Ty nie powinieneś jej podpisać po moim pierwszym przepracowanym dniu ? - zaczął się śmiać w odpowiedzi na moje pytanie.
- nie będziesz tu sprzątać Effie ! poza tym nie pamiętasz? trzecie spotkanie to ...
- WIECZNOŚĆ - znów powiedzieliśmy razem. nasze oczy spotkały się w tym momencie z jego oczami, a nasze usta lekko podniosły się do góry. Harry Styles w samym ręczniku to sen.
sen, z którego nie budźcie mnie, proszę.
krótki, ale przed wyjazdem mam "małą" spinę...
w nagrodę wklejam wam 3 gify. jak będę już w UK to będę pisała non stop ; )
KOCHAM WAS ! <3
- k.
- Effie ! - machnęła, czyli mnie zauważyła. - długo czekasz ? - ma zachrypnięty głos, czyli to wyjaśnia jej ubiór.
- dzień dobry, właściwie to dopiero przyszłam - skłamałam.
Gdy stałyśmy już przed wielkimi drzwiami, otworzyła je przede mną i ruchem głowy kiwnęła bym weszła pierwsza. Okrągłe wnętrze z białą, ceramiczną podłogą, białymi ścianami i czarnymi meblami idealnie ze sobą grały. Nie miałam czasu by się przyjrzeć bo Courtney pchnęła mnie w kierunku windy.
- zestresowana ? - uśmiechnęła się i kliknęła 23, wycierając nos spojrzała w moja stronę.
- a powinnam ?
- wiesz, sprzątanie to nie jest szczyt Twoich marzeń co?
- no nie, ale chcę zarobić na studia.
- nie masz pieniędzy od rodziców ? - spytała dość zdziwionym głosem, jakby to musiało być oczywiste, spuściłam wzrok - umm, przepraszam. - dotknęła mojego ramienia.
- spokojnie - pogłaskałam jej dłoń - mam, ale za nie chcę kupić sobie dom, żeby się zabezpieczyć na przyszłość.
- dobrze myślisz. przejdźmy na "TY", ok? - wyciągnęła dłoń w moją stronę co oczywiście odwzajemniłam ściskając lekko jej chudą rączkę. usłyszałyśmy charakterystyczny dźwięk po czym drzwi windy rozsunęły się a my szybko wyszłyśmy w stronę recepcji.
- poczekaj tu. - wskazała na beżowe fotele a sama zniknęła za szklanymi drzwiami. Ludzie niczym mrówki, każdy w swoją stronę, z drzwi do drzwi, z papierami, segregatorami, aparatami, ktoś pił kawę na szybko, ktoś gadał przez komórkę drugą ręką próbując grzebać w drugiej. Zbyt duży tu harmider.
- podpisz to - Courtney wyrwała mnie z głębokich rozmyślań - ale najpierw przeczytaj.
Zerknęłam na umowę i szybko przelustrowałam punkty i warunki umowy : nie mówić nikomu gdzie i dla kogo pracuję, czyj dom będę sprzątać, bla bla bla, wykonywać polecenia właściciela domu, bla bla bla i takie tam różne. Generalnie w porządku, umowa wstępna na miesiąc z możliwością przedłużenia jak najbardziej mi pasuje. Biorę długopis do ręki, wzdycham głośno i podpisuję. Nic do stracenia.
Courtney pochwaliła mnie, za szybkie wykonanie jej prośby, znów zniknęła za szklanymi drzwiami ale tym razem wyszła po minucie i wesoło krzyknęła w moją stronę
- chodź, jakaś rozpieszczona gwiazda potrzebuje Twojej pomocy - szeroko uśmiechnęła się i od razu pociągnęła za rękaw w stronę windy.
Dziś mam zacząć ? już dziś ? Rudowłosa wręczyła mi kopię umowy i powiedziała, że tam, na miejscu wszystko będzie gotowe. na koniec zaproponowała podwózkę.
Zatrzymałyśmy się pod wielkim domem, mogłabym śmiało rzec willą. zza wysokich, typowo angielskich drewnianych płotów, było widać jedynie czubki drzew, a przez brązową bramę nie przemknęłaby się, słowo daję, nawet mrówka. i że niby ja mam tu pracować, tak? sprzątać ? Ręce mi KURWA odpadną, myślę. ale idę, bo choć Courtney odjechała 3 sekundy temu wiem, że nadal patrzy w lusterko.
Stanęłam przed betonowym słupkiem, na którym był zamieszczony domofon z kamerką. Dzwonię.
- taaak? - słyszę głos starszego mężczyzny. no niech się okaże jeszcze zboczeńcem. w tym wielkim labiryncie się zgubię a przez bramę nie przeskoczę nawet z pomocą trampoliny.
- yyy, dzień dobry. Nazywam się Bennett i ja tu przyszłam w sprawie pracy, podobno wszystko miało byy - nie dane jest mi dokończyć, bo usłyszałam charakterystyczny dźwięk otwarcia bramy. Zacisnęłam pięści i cięzko westchnęłam ale weszłam. Moje serce ledwo nie wyskoczy mi z piersi a Moim oczom ukazuje się przeogromny ogród, mnóstwo kwiatów i ozdobnych krzewów. widzę dużego grilla, kilka leżaków i basen. Jeeeezu.. naprawdę sobie koleś nie żałuje.
- zapraszam Panią - z wielkich, drewnianych drzwi wyłonił się pan w podeszłym wieku, ubrany w koszulę, spodnie w kant. miał plakietkę z napisem "SECURITY. Danny Oswald" - zaprowadzę Panią do właściciela, a on pokaże Pani miejsce pracy. Zapraszam - powtórzył. Kiwnęłam tylko głową zaciskając mocniej pięści.
Podziwiałam ogród a wnętrze domu to był dopiero raj na ziemi. Ciemnobrązowe panele idealnie współgrały z jasnymi ścianami, a ciemne skórzane meble, duży kominek i czerwone wykończenia nadawały stylu, ekskluzywności jak i przytulności dużemu salonowi.
- ktoś mi musi wyprać majtki ! Danny ! przyszła już ta cała pożeraczka syfu ? - nagle ktoś donośnie krzyknął, niemal podskoczyłam bo po salonie rozległo się echo. z kuchni w samym ręczniku wynurzył się nikt inny jak pan i władca idealny pan Styles. moje usta otworzyły się minimalnie a ja mimowolnie zmierzyłam go od góry do dołu. Po chwili jednak dotarło do mnie jak idiotycznie muszę wyglądać gapiąc się na niego jak w najprawdziwszy diament, to raz. dwa, to czy on nazwał mnie właśnie pożeraczką syfu ?
- TY ?! - krzyknęliśmy razem. - TUTAJ ? - znów powiedzieliśmy razem - DLACZEGO?! - kolejne słowo wypowiedziane wspólnie wywołało uśmiech na naszych twarzach.
- EFFIE/HARRY! - po następnym po prostu zaczęliśmy się śmiać..
- cześć, od dziś będę pożeraczką Twojego syfu, proszę pana... - powiedziałam lekko oburzonym głosem na co Loczek spuścił wzrok. wyglądał pięknie. dostrzegłam ogrom jego tatuaży, niektóre to naprawdę dzieła sztuki, a inne to zwykle obrazki, jak gwiazda, albo gwoździe.
- yyym, to nie tak, bo to nie tak ... - podrapał się lekko w tył głowy wyraźnie zmieszany i głośno westchnął - Danny, możesz odejść. ja pokażę wszystko tej Pani. Dziękuję. - ochroniarz odszedł a do mnie Harry wyciągnął rękę. szybko podeszłam w jego stronę - chyba żartujesz, że będziesz tu sprzątać.
- to jest moja praca. znaczy będzie, jak podpiszesz - machnęłam mu teczką przed oczyma.
- daj te umowę. - wyciągnął z mojej dłoni pomarańczową teczkę i przytrzymując ją na ścianie, podpisał.
- ale czy Ty nie powinieneś jej podpisać po moim pierwszym przepracowanym dniu ? - zaczął się śmiać w odpowiedzi na moje pytanie.
- nie będziesz tu sprzątać Effie ! poza tym nie pamiętasz? trzecie spotkanie to ...
- WIECZNOŚĆ - znów powiedzieliśmy razem. nasze oczy spotkały się w tym momencie z jego oczami, a nasze usta lekko podniosły się do góry. Harry Styles w samym ręczniku to sen.
sen, z którego nie budźcie mnie, proszę.
krótki, ale przed wyjazdem mam "małą" spinę...
w nagrodę wklejam wam 3 gify. jak będę już w UK to będę pisała non stop ; )
KOCHAM WAS ! <3
- k.
piątek, 13 września 2013
chapter 3.
Zielony to kolor nadziei a jego oczy
miały właśnie taki kolor. To był kolor mojej nadziei na lepsze
życie, czułam że mógłby je przeróżnie ozdobić gdyby tylko
chciał. Ale co ja mogłam ? Sam doskonale powiedział, że jedzie na
wywiad, że jest członkiem najpopularniejszego boybandu na całej
kuli ziemskiej. Ja, 18-letnia sierota na utrzymaniu ciotki, bez
żadnych perspektyw, bez talentów, bez urody, z jedną parą
obdartych i zniszczonych vansów kupionych przed rokiem, aparatem i
kompletem ołówków. Co z tego, że miałam pieniądze po rodzicach?
Nie chciałam ich wydać na głupoty, chciałam kupić dom w Londynie
wtedy kiedy poczuję się gotowa. Najpierw chciałam znaleźć pracę.
Mógłby mieć każdą a z tego co
wiem, to tak właśnie było. Dziś był z Mary, jutro z Amber a za
trzy dni z Lucy. W głowie rodziły mi się najróżniejsze pomysły
i historie na nasz temat.
Moje serce znacznie przyspieszyło , kiedy umysł samoistnie połączył
jego nazwisko z moim imieniem. Effie Styles ?
Kolejne dni minęły
szybko. Łaziłyśmy z Van po sklepach, siedziałyśmy przed TV, ona
malowała sobie paznokcie, ja trochę rysowałam. Świat pędził.
Był jak rwący strumyk, jak tajfun którego nie dało się
zatrzymać, jak pociąg który odjechał nie czekając na mnie.
Otaczający mnie ludzie to dar od Boga. Są ze mną zawsze, nie mogę
powiedzieć, że jestem samotna. Ale tak się właśnie, cholera,
czuję. Przyklejam co rano uśmiech by nie pokazać nikomu tego, że
powinien się o mnie martwić. Nie do opisania jest jak brakowało mi
rodziców. I Harry'ego... Harry'ego ?!
- Harry, jesteś tu . - wyciągnęłam rękę w jego stronę. wyglądał pięknie. Cały błyszczał, a jego oczy to teraz dwa istne diamenty. moje diamenty. dookoła było pusto, tylko ja, on i cały nasz wszechświat. Duże dłonie skierowane w moim kierunku to wszystko czego potrzebuję - Harry ...
- zawsze będę przy Tobie, chodź do mnie szybko. Effie chodź do mnie .. Effie .. chodź do mnie .. - powtarzał. - Effie, chodź szybko, Effie.. - jego głos zmieniał barwę i natężenie, coraz głośniej, coraz bardziej piskliwy ..
Obudził mnie dobiegający z korytarza hałas. Na wpół przytomna usiadłam na brzegu salonowej kanapy i przetarłam dłonią zaspane powieki. Niechętnie otworzyłam oczy i zamrugałam kilkakrotnie chcąc przyzwyczaić wzrok do światła. Moje serce ścisnęło coś w postaci skurczu a kąciki moich ust uniosły się do góry. Harry mi się śnił, ale czy to dlatego?
- Effie, chodź szybko – usłyszałam siedząc przed TV, kiedy ciocia weszła do domu.
- No idę. Co się stało ? - westchnęłam ociężale.
- Pomóż mi z zakupami, to Ci coś powiem.
Zabrałam ciężkie siatki z rąk cioci i powędrowałam z nimi do kuchni. Odkładając je na wysepkę nalałam sobie do szklanki pomarańczowego soku i siadłam niedaleko zakupów. Ciocia wchodząc do kuchni poklepała mnie lekko po udzie nakazując zejście z wysepki.
- Rozmawiałam z Courtney, wiesz ta ruda, co jeździ ze mną na ten kurs, no wiesz, o tym gotowaniu .. - ciotka dostała chyba jakiegoś słowotoku, bo gadała jak nakręcona.
- tak ciociu, wiem – przerwałam jej szybko. Śmierć przez zagadanie nie jest miła.
- No właśnie. I ona, pracuje w jakiejś korporacji, czy coś. Nie to, że jest ważną szychą, bo nie jeździłaby ze mną na kursy – umieram – ale ona tam sprząta. W sensie, nie na tych kursach, tylko na w tej korporacji. I ta duża firma, zaproponowała jej układ.
- Ale ciociu, jaki to ma związek ze mną ?
- Słuchaj cholera jasna, a nie mi przerywasz.. na czym to ja ? A no tak ! - umarłam - Podpisała umowę z nimi, że jej firma sprzątająca będzie wykonywała prace porządkowe w domach sławnych osób, z którymi ta korporacja pracuje. W sensie, że wiesz tych z telewizji.
- No i ? - nadal nie rozumiałam. Bo co mnie obchodziła Courtney sprzątaczka korporacji sławnych gwiazd? Mętlik w głowie dosięgnął zenitu, a słowo daję uszy opadały jak kwiaty bez wody.
- Oj głupiutka. Szuka osób do pracy, poleciłam Cię. Jutro przyjedzie i zabierze Cię tam, żeby zapoznać się ze wszystkimi szczegółami.
Zakrztusiłam się sokiem.
- Co ?
- Masz pracę Effie.
- Harry, jesteś tu . - wyciągnęłam rękę w jego stronę. wyglądał pięknie. Cały błyszczał, a jego oczy to teraz dwa istne diamenty. moje diamenty. dookoła było pusto, tylko ja, on i cały nasz wszechświat. Duże dłonie skierowane w moim kierunku to wszystko czego potrzebuję - Harry ...
- zawsze będę przy Tobie, chodź do mnie szybko. Effie chodź do mnie .. Effie .. chodź do mnie .. - powtarzał. - Effie, chodź szybko, Effie.. - jego głos zmieniał barwę i natężenie, coraz głośniej, coraz bardziej piskliwy ..
Obudził mnie dobiegający z korytarza hałas. Na wpół przytomna usiadłam na brzegu salonowej kanapy i przetarłam dłonią zaspane powieki. Niechętnie otworzyłam oczy i zamrugałam kilkakrotnie chcąc przyzwyczaić wzrok do światła. Moje serce ścisnęło coś w postaci skurczu a kąciki moich ust uniosły się do góry. Harry mi się śnił, ale czy to dlatego?
- Effie, chodź szybko – usłyszałam siedząc przed TV, kiedy ciocia weszła do domu.
- No idę. Co się stało ? - westchnęłam ociężale.
- Pomóż mi z zakupami, to Ci coś powiem.
Zabrałam ciężkie siatki z rąk cioci i powędrowałam z nimi do kuchni. Odkładając je na wysepkę nalałam sobie do szklanki pomarańczowego soku i siadłam niedaleko zakupów. Ciocia wchodząc do kuchni poklepała mnie lekko po udzie nakazując zejście z wysepki.
- Rozmawiałam z Courtney, wiesz ta ruda, co jeździ ze mną na ten kurs, no wiesz, o tym gotowaniu .. - ciotka dostała chyba jakiegoś słowotoku, bo gadała jak nakręcona.
- tak ciociu, wiem – przerwałam jej szybko. Śmierć przez zagadanie nie jest miła.
- No właśnie. I ona, pracuje w jakiejś korporacji, czy coś. Nie to, że jest ważną szychą, bo nie jeździłaby ze mną na kursy – umieram – ale ona tam sprząta. W sensie, nie na tych kursach, tylko na w tej korporacji. I ta duża firma, zaproponowała jej układ.
- Ale ciociu, jaki to ma związek ze mną ?
- Słuchaj cholera jasna, a nie mi przerywasz.. na czym to ja ? A no tak ! - umarłam - Podpisała umowę z nimi, że jej firma sprzątająca będzie wykonywała prace porządkowe w domach sławnych osób, z którymi ta korporacja pracuje. W sensie, że wiesz tych z telewizji.
- No i ? - nadal nie rozumiałam. Bo co mnie obchodziła Courtney sprzątaczka korporacji sławnych gwiazd? Mętlik w głowie dosięgnął zenitu, a słowo daję uszy opadały jak kwiaty bez wody.
- Oj głupiutka. Szuka osób do pracy, poleciłam Cię. Jutro przyjedzie i zabierze Cię tam, żeby zapoznać się ze wszystkimi szczegółami.
Zakrztusiłam się sokiem.
- Co ?
- Masz pracę Effie.
- Naprawdę
ciociu, naprawdę ? - kiwnęła lekko głową. Rzuciłam się na nią,
uściskałam mocno i pocałowałam jej policzki z milion razy.
- no a teraz za robotę. Jak przyjdzie ta stara maruda z pracy a nie będzie obiadu to możemy się pożegnać z playstation na wieczór – zaśmiała się. Kocham i ją i "starą marudę" czyli wujka. Zawsze w środy robiliśmy sobie wieczór rozrywki. Przeważnie graliśmy w PS, ale też opowiadaliśmy sobie śmieszne historie i żartowaliśmy wspólnie. Najważniejsze, że byliśmy razem. Wsparcie i zrozumienie to wszystko czego potrzebowałam.
- no a teraz za robotę. Jak przyjdzie ta stara maruda z pracy a nie będzie obiadu to możemy się pożegnać z playstation na wieczór – zaśmiała się. Kocham i ją i "starą marudę" czyli wujka. Zawsze w środy robiliśmy sobie wieczór rozrywki. Przeważnie graliśmy w PS, ale też opowiadaliśmy sobie śmieszne historie i żartowaliśmy wspólnie. Najważniejsze, że byliśmy razem. Wsparcie i zrozumienie to wszystko czego potrzebowałam.
Budzik obudził
mnie o 8:30. Chciałam odwiedzić mamę i tatę na cmentarzu, chociaż
musiałam jechać 35 km pociągiem, jeździłam tam co 3 dzień.
Zostawiałam dwie róże. Czerwoną i białą. Czerwoną bo tata
kupował mamie czerwone, a białą bo mama zawsze żartobliwie
wypominała ojcu, że wolałaby białe a wtedy on zza pleców
wyciągał bukiet białych.
Podziwiałam go.
Nigdy nie spotkałam tak zakochanego faceta. po 20 latach małżeństwa
kochał ją jak wariat, jak ślepo zakochany gówniarz. Jamie była
dla niego całym światem, widziałam jak na nią patrzy, jak ją
całuje, jak mówi że ją kocha. Jak ona rzuca w niego cokolwiek ma
pod ręką a on podchodzi, otula ramionami i mówi " wszystko
przez ten cholerny okres, huh?"
Kochali się. I
wiem, że teraz też się kochają. A ja jestem dowodem tej miłości
i obym potrafiła pokochać kogoś tak mocno.
Stoję przed ich
grobem. Chcę się rozpłakać, żeby wyrzucić z siebie cały ten
smutek. Zgryzam wargę, by może w taki sposób sprawić sobie ból.
Chłodny wiatr otula moje ramiona, zaciągam się nim mocno łapiąc
głęboki oddech.
- Dlaczego? Dlaczego mnie zostawiłaś mamo ?! Dlaczego akurat teraz? Wiesz, jak jest mi tu cholernie źle bez Ciebie?! Jestem 18-latką ! Nie jestem gotowa na życie bez matki.
A Ty co ?! Kto będzie mi zabraniał spotykać się z chłopakami ? Kto będzie poprawiał mi szalik? Kto będzie ze mną robił zdjęcia, tato ?! Nie tak miało być ! - z każdym słowem zaczęłam płakać coraz bardziej. Siedziałam na ławeczce tępo wlepiając się w zdjęcie moich rodziców przyklejonych do nagrobka – wiecie, że mam pracę ? Ciocia Laura jest bardzo kochana, dba o mnie, wiesz mamusiu. A Wujek gra ze mną w PS, tato. Muszę już iść bo spóźnię się na pociąg, a dziś mam rozmowę o pracę. Trzymajcie kciuki. Kocham Was. - ocierając ostatnie słone krople z moich oczu, kładę dwie róże i odchodzę. Nigdy się nie odwracam, choć bardzo chcę ale wiem, że będzie ciężej mi odejść. Więc się nie odwracam.
rozdział nieciekawy moim zdaniem, ale może ktoś to doceni ; )
jutro napiszę kolejny, postaram się wstawić go w niedzielę
#HappyBirthdayNiallFromPoland
kiss . x
- K.
- Dlaczego? Dlaczego mnie zostawiłaś mamo ?! Dlaczego akurat teraz? Wiesz, jak jest mi tu cholernie źle bez Ciebie?! Jestem 18-latką ! Nie jestem gotowa na życie bez matki.
A Ty co ?! Kto będzie mi zabraniał spotykać się z chłopakami ? Kto będzie poprawiał mi szalik? Kto będzie ze mną robił zdjęcia, tato ?! Nie tak miało być ! - z każdym słowem zaczęłam płakać coraz bardziej. Siedziałam na ławeczce tępo wlepiając się w zdjęcie moich rodziców przyklejonych do nagrobka – wiecie, że mam pracę ? Ciocia Laura jest bardzo kochana, dba o mnie, wiesz mamusiu. A Wujek gra ze mną w PS, tato. Muszę już iść bo spóźnię się na pociąg, a dziś mam rozmowę o pracę. Trzymajcie kciuki. Kocham Was. - ocierając ostatnie słone krople z moich oczu, kładę dwie róże i odchodzę. Nigdy się nie odwracam, choć bardzo chcę ale wiem, że będzie ciężej mi odejść. Więc się nie odwracam.
rozdział nieciekawy moim zdaniem, ale może ktoś to doceni ; )
jutro napiszę kolejny, postaram się wstawić go w niedzielę
#HappyBirthdayNiallFromPoland
kiss . x
- K.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)





