Dlaczego nie jesteśmy tak odważni jak w naszych myślach? Dlaczego, gdy chcesz walczyć o to, co jest dla Ciebie dobre, co uczyni Cię jedną z najszczęśliwszych ludzi na świecie, pojawia się ta bariera, która przekreśla wszystko? Nasz umysł jest tak cholernie skomplikowany, że gdybym miała choć w minimalnej części chcieć o tym pomyśleć, przepadłabym z kretesem a w najgorszym przypadku osiwiała. Jedno jest jasne, każdy z nas kiedyś spieprzył kilka świetnych opcji.
Wybiegłam stamtąd. Chłopak, na którego widok niemalże mdlałam, którego dotyk przenikał przez mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia, którego wzrok patrzył w moją duszę, nie oczy. Chciałam być jak najszybciej w domu, więc złapałam taksówkę zaraz przy mieszkaniu Harry'ego i nie oglądając się za siebie, odjechałam przekazując kierowcy, że ma udać się na Lancer Square. Sądziłam, że nie można wyłączyć myśli, że nie można ot tak sobie przestać myśleć. Jednak można. Tępo patrzyłam w krajobraz przede mną. Setki twarzy, setki małych okienek... Boże, czułam obrzydzenie do tego miasta bo odkąd tu jestem to nie spotyka mnie nic dobrego. A może spotyka, a tylko ja nie potrafię tego docenić albo po prostu wszystko dookoła rozpierniczam? Nie miałam nawet pomysłu by pomyśleć o czymś sensownym. Czułam się tak, jakby ktoś wyprał mnie ze wszelkich uczuć. I wiecie co? Miałam totalnie w dupie Styles'a z zakłamaną twarz i jego osobistą jędzą.
- 16 funtów.
- yy.. pro.. proszę ?
- za kurs 16 funtów się należy. - taksówkarz odwrócił głowę w moją stronę. Pokiwałam szybko budząc się z transu. Wyszperałam portfel i podałam mężczyźnie 20 funtów.
- reszty nie trzeba - rzuciłam, wychodząc szybko z samochodu. Dobiegły mnie jakieś słowa podziękowania z jego ust, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Stojąc przed drzwiami grzebałam szybko w tej torebce jakbym czegoś się bała. Po kilku sekundach zatrzasnęłam je, a będąc już w środku przywarłam do nich plecami. Ciemne drewno stanowiło teraz barierę między mną a wyimaginowanym przez moją głowę niebezpieczeństwem. Sama nie wiem czy nie powinnam tego nazwać Harry'm, choć niebezpieczeństwo mimo mocnej ironii brzmiało ... lepiej.
Ściągnęłam kurtkę, wieszając ją w przedpokoju. Torebkę razem z teczką rzuciłam na szafkę. Trochę się uspokoiłam. Byłam lekko rozdygotana, ale dopiero uświadomiłam sobie, że teraźniejszy stan nie mógł się równać z tym, kiedy opuściłam mieszkanie Harry'ego. Nie chciałam by ktokolwiek widział w jakim jestem stanie. Bez przerwy zadręczałam się tym, co zostało powiedziane. Oklapłam na zimnej posadzce i zaczęłam rozwiązywać swoje buty. Pragnęłam tylko by znaleźć się w swoim łóżku i jakimś cudem odpędzić od siebie to wszystko co się stało, odpłynąć w nieświadomość.
Kiedy ciepły, czerwony koc otulał każdy zakamarek mojego ciała a ja gotowa byłam spokojnie zasnąć moja uwaga natychmiastowo została odwrócona głośnym naparzaniem w drzwi mojego pokoju. Kompletnie się tego nie spodziewałam więc ten dźwięk spowodował, że lekko podskoczyłam. Sama nie wiem czemu, dlaczego i po co ale przez mój umysł przebiegła myśl, że za drzwiami stoi osoba o znanym mi imieniu. Harry.
- kimkolwiek jesteś, idź sobie.
- Co to ma znaczyć, Effie?!
- boże, Van co chcesz ? Głowa mnie boli, możesz przyjść później ? - z przymusu wyciągnęłam twarz spod koca i zerknęłam w stronę kuzynki. Stała naprzeciwko mnie, z założonymi rękoma na swojej klatce piersiowej w jednej z nich trzymając pomarańczową teczkę - aha, czyli nie możesz.
- Effie... jak mogłaś ? - jej ton nieco zmiękł, kiedy patrzyła na to jak wyłaniam się spod kołdry i klepię miejsce obok, by mogła usiąść. Było mi niesamowicie głupio i nie dało się tego ukryć. Miałam nadzieję, że potraktuje to jako okoliczność łagodzącą.
- Vanessa... Nie mogłam Ci powiedzieć. Jestem związana umową, w której czarno na białym napisane jest, że muszę zachować poufność. - spojrzałam w stronę kuzynki, która wyszukiwała teraz danego punkciku na kartce papieru - rozumiesz?
- Przykro mi, że mi nie powiedziałaś ale rozumiem. Nikomu nie powiem, obiecuję...
- Dziękuję.. - przytuliłam kuzynkę przyciągając ją ramieniem do siebie.
- Pod warunkiem .. - chytro się uśmiechnęła. Moja ręka swobodnie opadła przejeżdżając po jej plecach. No tak, przecież mogłam się spodziewać.
- Nie mogę Cię do niego zabrać, to moja praca Van... - powiedziałam stanowczo z naciskiem na słowo "praca".
- Wiem, wiem - wywróciła oczami - ale możesz go zaprosić do nas, że niby na obiad - dwoma palcami u obydwu dłoni zarysowała znak cudzysłowia w powietrzu.
- Mam wielką nadzieję, że oszalałaś albo po prostu strzel mnie w łeb, niech się obudzę z tego koszmaru.
- no Effie...
- wykluczone... - poprawiłam pozycję na łóżku podciągając nogi pod brodę.
- Rozumiem, że nie chcesz żebym poznała miłość swojego życia, tak ? - Vanessa wymachnęła rękami przed moją twarzą na co ja wybuchłam nieopanowanym śmiechem.
- Ty serio oszalałaś. Myślisz, że on jest taki jakiego go opisują gazety ?! Kochany, słodki Harry, z burzą słodkich loczków, ze słodkimi dołeczkami w policzkach, uwielbiający słodkie małe kotki ?! Grubo się mylisz... Jest gburowaty, niemiły, chamski, irytujący, arogancki i zapatrzony w siebie ... - tępo patrzyłam przed siebie i wymieniałam wady Styles'a, które udało mi się zauważyć.
- Ale nadal słodki... - przerwała mi, machając dłonią przed moją twarzą - a Ty lecisz na niego jak cholera - westchnęła blondynka klepiąc moje kolano, posyłając mi szeroki uśmiech.
- ale nadal słodki - kiwnęłam lekko głową potwierdzając słowa kuzynki, odwzajemniając uśmiech. - muszę Ci coś powiedzieć...
- Całowałaś się z nim? - zapytała podekscytowana Van, a jej oczy zaświeciły się niczym dwa brylanciki.
- nieeee... ale wtedy na lotnisku, to on uderzył mnie tymi drzwiami... i to on siedział ze mną.
- CO ?! Serio ?! - blondynka krzyknęła głośno łapiąc za poduszkę i ściskając ją mocno. Pokiwałam tylko lekko głową, wykrzywiając twarz w przepraszającym grymasie, potrząsnęłam ramionami ku górze. - zabiję Cię - Widzę jak mruży oczy, zaciska mocniej pięści na rogach poduszki i zaczyna mnie nią okładać wybuchając przy tym głębokim śmiechem.
Moja niezmącona niczym cisza i świadomość, że mogę się odprężyć bez większych przeszkód wprawiała mnie w zadowolenie. Naprawdę cieszyłam się, że trochę odpocznę tym bardziej, że jutro znów musiała będę stanąć z nim twarzą w twarz. Nie wiadomo jakby mnie potraktował. Czy znów kazałby mi się wynosić, a może zacząłby pieprzenie, że mu na mnie zależy. Byłam zmęczona bardziej psychicznie niż fizycznie.
Sen szybko wdarł się na moje powieki a ja się nawet zbytnio nie broniłam. Miałam wrażenie, że spałam góra 10 minut kiedy stara Nokia zaczęła wibrować na nocnej szafce. Po drugiej stronie łóżka wymacałam poduszkę i z gwałtownym jęknięciem przykryłam nią swoją głowę. Po chwili telefon ucichł, na co odetchnęłam z ulgą. Moje szczęście nie trwało długo, bo po chwili usłyszałam dźwięk sms-a by za sekundę telefon znów zaczął wariować pod wpływem natrętnych połączeń przychodzących.
Wymacałam ręką dzwoniące urządzenie i spojrzałam na wyświetlacz, który pokazywał "Harry". Odruchowo i bez większego zastanowienia się, odrzuciłam połączenie, przy okazji zauważając, że nieodebranych miałam 38 i 12 smsów. Kolejny raz usłyszałam jak Harry dzwoni. Westchnęłam szybko i postanowiłam odebrać, w końcu był moim szefem i chcąc nie chcąc nie mogłam go ignorować.
- Halo. - powiedziałam nieprzytomnym głosem bez większych emocji.
- Cześć. Dzwoniłem wcześniej ...
- Wiem. Coś się stało ?
- Moglibyśmy się spotkać ?
- Nie.
- Mógłbym przyjechać, nie musiałabyś tłuc się autobusem.
- Nie.
- Ale mam coś dla Ciebie... i jestem pewien, że Ci się spodoba. - Harry kontynuował pomimo mojego widocznego sprzeciwu.
- Czy to ma związek z moją pracą?
- No nie, aleee..
- Wszystko jasne.
- Effie no...
- Boli mnie głowa, źle się czuję i nie mam ochoty na żadne spotkania.
- To niespodzianka - powiedział z większym przekonaniem jakby miał nadzieję, że to przyniesie skutek.
- Masz pecha, bo nie lubię niespodzianek. Cześć. - rozłączyłam się i odłożyłam telefon z powrotem na szafkę.
Natarczywe wydzwanianie Harry'ego dobiegło końca. Westchnęłam z ulgą i ociężale podnosząc się z łóżka siadłam na jego krawędzi żeby po kilku sekundach porządnie się przeciągnąć. Mój pęcherz dał o sobie znać, więc pobiegłam do łazienki. Po załatwieniu swoich fizjologicznych potrzeb, stanęłam naprzeciw lustra, rękoma opierając ciężar na umywalce. Popatrzyłam trochę na swoje odbicie. Nie różniło się niczym, oprócz tego, że w oczach zauważyłam gasnące uczucia. Zdałam sobie sprawę, że jeśli ktoś albo coś ich nie ożywi to ... będzie ze mną ciężko.
Wychodząc z łazienki kątem oka zerknęłam na biurko i automatycznie do niego usiadłam. Włączając sobie płytę The Fray wpadłam na pomysł, że porysuję. Wyciągnęłam plik kartek i przysunęłam kubeczek z ołówkami. Mój wzrok przykuło zdjęcie rodziców, które wisiało na kawałku ściany przy oknie. Matko! Nie byłam dziś na cmentarzu! Zupełnie zapomniałam... Pomysł o rysowaniu odszedł w niepamięć kiedy nagle do głowy wpadło mi, że wybiorę się teraz, ale jak spojrzałam na zegarek to wróciłam do pierwotnych planów.
Była już 19, więc zanim bym się zebrała i dotarła na cmentarz byłoby już grubo po 20 więc wolałam nie ryzykować, tym bardziej że po ulicach Slough, tak samo jak i zresztą Londynu, kręciły się typy ludzi, na których nikt nie chciałby wpaść.
Zaczęłam kreślić kreski, kółka, ostre linie, łagodne linie, całkiem nieświadomie. Aktualne zajęcie pochłonęło mnie całkowicie. Czułam się jakbym siedziała nad projektem mojego życia. Kiedy palcem rozcierałam ostatnie kontury, doszło do mnie co przedstawiał mój obraz. Dopiero teraz zorientowałam się co tak naprawdę rysowała moja wyobraźnia bo ręce to tylko były tylko pionki kierowane przez mózg. No.. to ładną sobie wymyślił grę, nie ma co. Patrzyłam na kartkę jak zahipnotyzowana i kciukiem przejechałam po ołówkowych ustach. Na kawałku papieru znajdował się Harry, uśmiechający się promiennie.
- o boże. - skomentowałam sobie pod nosem własną pracę. Kręciłam kartką w przeciwnym kierunku do obrotów głowy. Mimo wszystko Effie, nieźle Ci to wyszło ale z łaski swojej przestań myśleć o tym idealnym dupku z przerośniętym ego.
- Effie, chodź! - do mojego pokoju wpadła Vanessa tak szybko otwierając drzwi, że uderzyły w szafę, która stała obok. Wystraszyłam się więc podskoczyłam w miejscu i zaczęłam przykrywać moje arcydzieło czystymi kartkami papieru.
- Matko, Van! Przestraszyłaś mnie .. - powiedziałam, odwracając się do niej położyłam rękę na klatce piersiowej w miejscu serca. Podciągnęłam nogę pod brodę - Co jest?
- Idziesz ze mną do Melissy - stwierdziła pewnie po chwili a zanim ja zdążyłam cokolwiek powiedzieć, przerwała mi szybko - i nawet nie chcę słyszeć 'nie'. - gwałtownym ruchem otworzyła moją szafę i rzuciła we mnie pierwszą, lepszą bluzką którą wyciągnęła.
- Ale ...
- Nie ma ale, ruszaj kuper i za 10 minut widzę Cię na dole.
Po krótkim zastanowieniu się, postanowiłam że jednak mogę iść. I tak nie miałam nic ważnego do roboty, a to na pewno lepsze niż ślęczenie przed TV i rozpamiętywanie dzisiejszego dnia.
U Melissy, jak to u Melissy... Dietetyczne żarcie, stos czasopism, malowanie paznokci u stóp, depilowanie brwi i wąsika - na co się nigdy nie zgodzę bo to boli a ja nawet lubię swój wąsik - no i oczywiście One Direction. Boże! Ile to można się zachwycać kimś, kogo się właściwie nawet nie zna. Naprawdę, miałam tego po dziurki w nosie czegokolwiek związanego z nimi, a szczególnie z jednym z nich, aż miałam ochotę zerwać się na równe nogi i krzyknąć, że Styles wcale nie jest taki jakiego go kreują. Przechyliłam głowę w lewo i w prawo, by rozciągnąć jakoś zmęczony kark i pobudzić mięśnie do funkcjonalności. Stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie pożegnanie się i wyjście. Ukradkiem spojrzałam na zegarek, który wskazywał 22:38.
- Wiecie co? Ja będę się zwijać do domu. - powiedziałam, przerywając dziewczynom w zaciętej dyskusji o tym co się będzie nosić w tę jesień.
- Co? Zostań jeszcze - Melissa przysunęła się na kolanach chwytając moją rękę.
- Niemiłosiernie boli mnie głowa. Chciałabym odpoacząć
- Odpoczniesz w nocy - krzyknęła entuzjastycznie Vanessa, machając ręką w geście, że to co powiedziałam zdaje się być mało ważne.
- Miałam ciężki dzień w pracy, jutro też mnie to pewnie czeka. Zrozumcie.
Dziewczyny westchnęły głośno. Pokiwałam tylko głową ze zrozumieniem, po chwili zakładałam kurtkę i krasnalową czapkę a kiedy stanęłam przy drzwiach odwróciłam się by pomachać na pożegnanie.
- Effie, może Cię odprowadzimy ? - zaproponowała Melissa, na co się uśmiechnęłam.
- Naprawdę dam sobie radę.
- Jesteś pewna ? - moja kuzynka stanęła obok mnie i oplotła mnie w czułym uściskiem. Pokiwałam twierdząco głową na jej pytanie a ona pogłaskała lekko moje plecy - uważaj na siebie.
- No jasne! - posłałam kuzynce promienny uśmiech. Rzucając krótkie 'dobranoc' mamie Melissy opuściłam dom Państwa Portman. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam oświetloną ulicą Londynu. W głowie miałam tylko portret, który nabazgrałam wcześniej i słowa Harry'ego, które mimo wszystko budziły stado motylów w moim żołądku.
Lancer Square jest cichą i w miarę spokojną dzielnicą. Oczywiście, że kręcą się tu różne typki ale z reguły to bezdomni, także mało niebezpieczni choć teraz są czasy, że taki jeden z drugim są w stanie głowę Ci uciąć za 1 funta. Takiego jeszcze nie spotkałam i miejmy nadzieję, że nie spotkam. Od domu Melissy nie było daleko do domu cioci, bo dzieliły nas tylko 3 ulice, właściwie 3,5 bo w połowie należało skręcić w nieduży park. I gdyby nie to, że był oświetlony tylko kilkoma latarniami, droga wydawałaby się całkowicie bezpieczna. Złapałam głęboko w płuca powietrze i skręciłam w mały, brukowy, długi chodniczek. Dla pewności, gdybym miała zostać zaatakowana przez jakiegoś psychopatę, wyjęłam słuchawki z uszu. Zacisnęłam je w dłoni i włożyłam dłonie do kieszeni ramoneski. Nie mogę powiedzieć, że biegłam, po prostu szłam zdecydowanie szybciej, chciałam jak najprędzej dostać się do domu.
Rozglądałam się na boki, by co chwila upewniać się czy nic nie ma zamiaru wyskoczyć mi z krzaków. Kiedy już zobaczyłam ostatnią latarnię, która widocznie oświetlała koniec parku i ukazywała dość duży kawałek chodnika odetchnęłam z ulgą.
Równo zaparkowane samochody stały przed domami. Widziałam jak w kilku mieszkaniach gasły światła, ludzie najwidoczniej kładli się spać kończąc dzisiejszy dzień. Niemiłosiernie im zazdrościłam, bo niczego tak nie chciałam w tym momencie jak tego by zasnąć. Wyszłam za róg parku, przeszłam przez ulicę i mijałam pub, który był odwiedzany przez dużą ilość osób, szczególnie przez tych lepiej sytuowanych. Przechodząc obok, trącona chyba ciekawością zerknęłam w ciemną przestrzeń między barem a następnym budynkiem zbudowanym z czerwonej cegły. Przyspieszyłam, kiedy wydobył się stamtąd nieprzyjemny śmiech, poprzedzony dziwnym, obolałym jękiem i litanią przekleństw. Spuściłam wzrok i przeszłam szybko obok tego miejsca by po chwili stanąć jak wryta. Zastygłam w miejscu. Do moich uszu dobiegło znane mi już imię. Przygryzłam wargę, gdy zastanawiałam się czy nie powinnam cofnąć te trzy kroki. Usłyszałam dźwięk uderzenia, co gorsza w czyjeś ciało bo zostało to przypieczętowane głośnym jękiem. To nie może być on, uspokój się Effie, Harry jest u siebie w domu. Cały, zdrowy, nadal wredny, bezpieczny.
- Mało Ci jebany skurwielu ?! Mało Ci Styles ? - gruby, męski zawibrował nieprzyjemnie w mojej głowie. Spojrzałam jeszcze raz w tamto miejsce. Widziałam, że sytuacja nie jest zbyt ciekawa a i główni bohaterowie zadymy się raczej nie kochają. Cały czas obserwowałam grupkę stojącą w zacienionym miejscu, kiedy Harry mocno odepchnął któregoś z nich. Nie wiedziałam co robić. Rozum podpowiadał mi, żebym po prostu stamtąd uciekła, ale nie mogłam, coś kazało mi interweniować. Mój oddech przyspieszył kiedy mężczyzna stojący obok przyparł Harry'ego do ściany a drugi wymierzył silne uderzenie w brzuch.
Nie mogłam na to patrzeć.
- zostaw go! - krzyknęłam, podchodząc bliżej. Nagle wszystkie 3 pary oczu skierowały się na mnie. Facet bijący Harry'ego przelustrował całą moją sylwetkę.
- idź stąd gówniaro ... - ręce faceta były mocno zaciśnięte na koszuli Harry'ego. Nie zamierzałam spełniać jego prośby, wręcz przeciwnie zrobiłam kilka kroków do przodu, mimo tego że myślałam że umrę tam ze strachu, chyba że mnie wcześniej zabiją. Mężczyzna skierował wzrok w moją stronę, wyciągając niedopałek papierosa z ust. Podszedł do mnie na bliską odległość i zdmuchnął obleśnym oddechem kosmyk włosów z mojej twarzy. Harry milczał, wiedziałam że był zaskoczony moim pojawieniem się. Lekko ruszył w moją stronę na co ten drugi szybko zareagował przypierając go do ściany. Z gardła Styles'a wydobyło się bolesne jęknięcie.
- Nie wydaję się panu, że dwóch na jednego to nie fair?
- To zabawa, prawda Harry ?
- Nawet jeśli to zabawa. - odparłam szybko z naciskiem na słowo 'nawet'.
- Co Ty tu robisz o takiej porze dziecino - przejechał kciukiem po moim policzku. Wzdrygnęłam się kiedy jego szorstki paluch zetknął się z moją skórą, w efekcie uderzając w jakąś skrzynkę czy kosz.
- Zostaw ją ... - Harry znów się szarpnął, facet obok kiwnął głową aby tamten znów przykuł go do ściany.
- Znasz go?
- Nie.
- Hmmmm ... a takim razie zabawisz się ze mną w taką grę w jaką lubimy się ostatnio bawić z Harrym, co?- Facet popchnął mnie na ścianę ręką opierając się o nią nad moją głową. - mów mi Andrew.
- Zdecydowanie nie. To byłoby nie fair z mojej strony - Boję się. Głos drży mi niemiłosiernie ale staram się odpowiadać normalnie, nie pokazując mojego przerażenia. Nie wiem jakim cudem.
- Dlaczego ptaszynko ?
- Pokonałabym Cię jednym gestem, Andrew.
- Czyżby ?
- Wystarczy, że pokazałabym Ci cycki. - nachyliłam się nad nim wypowiadając te słowa prosto w jego twarz. Brzydziłam się, bo był naprawdę okropny. Andrew po moich słowach widocznie stracił równowagę dzięki czemu udało mi się lekko go od siebie odepchnąć. Wykorzystałam sytuację i w nagłym przypływie odwagi ominęłam go zwinnie, stając do Harry'ego tyłem. Nie mam pojęcia czemu, po prostu miałam wrażenie, że w ten sposób obronię go przed kolejnymi ciosami. Kiedy mężczyzna dał krok w moją stronę przycisnęłam się do torsu Styles'a a jego ręka powędrowała nisko na moje biodro. Mimo tej całej przerażającej sytuacji poczułam miły dreszcz kiedy lekko zacisnął dłoń. Jego dotyk wskazywał jego wdzięczność. Nie wiadomo jak to wszystko mogłoby się skończyć.
- Nie boisz się mnie ? Mógłbym Ci połamać te chude rączki ...
- Boję się jak cholera. Ale tu - wskazałam palcem w górę, zawieszając głos - nad nami, mieszka bardzo nie miły pan policjant, który nikomu nie odpuści. Wystarczy jeden mój pisk a pójdziesz do więzienia na kilka ładnych lat. Nie chcesz tego, prawda? Tak myślałam. - Kolejny raz udało mi się wytrącić go z równowagi. Przez chwilę panowała cisza, słychać było tylko mój ciężki, wystraszony oddech i ciche jęki z ust Harry'ego poprzedzone bólem, na sto procent.
- My, kochanie się jeszcze spotkamy - włożył koniec swojego kciuka do ust i zwilżonym opuszkiem przejechał po moim policzku - Do zobaczenia, Styles. - oddalił się od nas o kilka kroków wołając ruchem głowy drugiego z nich. - Jesteś taką samą ciotą, jak on.
- idź do diabła - szepnął Harry ze słyszalną ulgą w głosie i bezsilnie oparł głowę o moje ramię.
~*~
ROZDZIAŁ NIESPRAWDZONY !
Wybaczcie mi tak długie zwlekanie, ale pracuję po 12 godzin a jak wracam to padam na ryj.
mi się osobiście nie podoba, mam nadzieję że chociaż Wy to docenicie.
Kocham Was <3
- k. xx
środa, 16 października 2013
poniedziałek, 7 października 2013
chapter 7.
Takie głupie uczucie w sercu. Debilne motylki w brzuchu, których za cholerę nie da się zabić. Rozbiegane myśli i kochające spojrzenie. Zdaję się, że odczuwam coś na kształt szczęścia. Wystarczyło, że o nim pomyślałam, o jego głosie, o jego hipnotycznym spojrzeniu, o jego magnetycznej osobowości. Na samą myśl, że zobaczę dzisiaj Harry'ego rozwalało mnie od środka, a jeszcze to, że znów się uśmiechnie dodawało mi energii na cały dzień. Otworzyłam pomarańczową teczkę i jakoś mimowolnie, całkiem bez zastanowienia przejechałam palcem po jego podpisie, który wczoraj złożył na umowie. i pomyśleć, że teraz będę miała takich tysiące, o ile nie zwolni mnie z pracy. Nie powinien, a to, że powiedział że nie będę u niego sprzątać wolałam puścić w niepamięć. Taką miałam pracę, czy tego chciał czy nie.
Wesoło, żwawo i pełna entuzjazmu stanęłam przed bramą, spojrzałam w telefon żeby sprawdzić ten pin, który ją otwiera. 52779 - wybiłam na domofonie, brama odblokowała się wydając charakterystyczny dźwięk a ja dreptając w stronę drzwi próbowałam opanować szeroki uśmiech na mojej twarzy. Po co Harry miał pomyśleć, że jestem jakąś idiotką, która szczerzy się do napisu na kawałku kartki? Postanowiłam zapukać.
Po pewnym czasie drzwi się otworzyły a ja na 3-4 umarłam. Uśmiech przerodził się w minę w stylu ogromnego "O".
Satynowy, jasny szlafrok, długie, blond włosy, długie nogi, pełne usta. Ideał, myślę. Te jasnoniebieskie oczy wlepiały się we mnie i obserwowały dokładnie każdą część mojej twarzy. Przeciętny człowiek zna ok 30 tyś słów, ja natomiast oddychając ciężko zapomniałam jak się mówi dzień dobry albo cześć. Pomarańczowa teczka wypadła mi z rąk a plik kartek rozsypał się pod stopami Taylor, zakończonymi idealnie pomalowanymi paznokciami na krwistą czerwień. Upadłam na kolana i zaczęłam zgarniać kartki. Swift prychnęła głośno, a ja szybko podniosłam się do pionu.
- no tak. Pierwszy dzień w pracy a ty zamiast sprzątać robisz bajzel. - mówiąc kpiąco, przewróciła oczami.
- dzień dobry, jestem Effie - wyciągnęłam rękę w stronę panny Swift. Jest o wiele ładniejsza niż w TV. Taka delikatna, subtelna i śliczna. Ale jej zachowanie mówiło samo za siebie. Nie odwzajemniła mojego gestu, tylko przepuściła mnie w drzwiach.
- tak, wiem. Jesteś sprzątaczką mojego Harry'ego. - powiedziała oschle, naciskając na słowo "mojego" - i lepiej bierz się za robotę. Poza tym, Harry jeszcze śpi także radzę Ci niczego nie stłuc, co chyba będzie trudne skoro nie radzisz sobie ze zwykłą teczką - zmierzyła mnie wzrokiem i udała się w głąb salonu, siadając na kanapie.Westchnęłam cicho. Gwiazdunia pieprzona, pomyślałam. - Fifi, mogłabyś mi zrobić kawę?
- właściwie, to mam na imię Effie .. - odparłam, wieszając kurtkę na wieszak.
- ta, wszystko jedno. zrobisz czy nie?
- właściwie to nie jestem tu od robienia kawy tylko...
- czy Ty mi odmawiasz? - wstała i ruszyła w moją stronę.
- nieee, tylko po prostu no.. - Taylor stanęła na przeciwko mnie a ja nerwowo zaczęłam nawijać końcówkę swoich włosów na palec. Jej wzrok był niczym laser, który wypalał teraz moją twarz.
- nie wyraziłam się jasno?
- ale ja ..
- posłuchaj mnie dziewucho! w moim świecie, jesteś nikim. Więc jeśli chcesz mieć tę pracę albo jakąkolwiek kiedykolwiek, to się podstosuj. Jestem narzeczoną Harry'ego więc traktuj mnie jak panią tego domu, jasne ?! - wrzasnęła
- tak proszę pani, znaczy Taylor. - pomrugałam nerwowo powiekami.
- Co się u dzieje ? - warknął nagle Harry, który stanął na schodach. Dzięki Bogu! może stanie w mojej obronie, albo przynajmniej sprawi, że ta żmija się zamknie.
- właśnie mówiłam, jak to dobrze, że Effie będzie u Ciebie pracować. Tak, Effie ? - Harry zmierzał w naszym kierunku zapinając pasek przy spodniach a Taylor zgromiła mnie wzrokiem co wyglądało na ostrzeżenie.
- tak, tak, właśnie tak. - uśmiechnęłam się z animuszem. Wolałam jej się nie sprzeciwiać, poza tym nie chciało mi się tłumaczyć tego wszystkiego Harry'emu.
- zaproponowała, że zrobi nam kawę, co Ty na to? - złapała rękę Styles'a i uśmiechnęła się do niego promiennie. Podniosłam wzrok ku górze i spojrzałam prosto w oczy chłopaka na co on odpowiadał tym samym. Serce biło mi niemiłosiernie szybko i miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.
- to dobrze. - odpowiedział Harry bez żadnych emocji w głosie.
- prawda, kochanie? - pisnęła entuzjastycznie i głośno. Harry w odpowiedzi pokiwał tylko lekko głową nie odwracając wzroku od moich oczu.
- to, too ja już pójdę, zrobić tę kawę. - machnęłam ręką, kciukiem wskazując przestrzeń za sobą, czyli kuchnię.
- dla mnie bez cukru- powiedziała Swift szarpiąc Harry'ego po schodach w górę.
Kiedy straciłam ich z oczu usłyszałam tylko jak Taylor krzyczy podjaranym głosem, że "jezu jak będzie fajnie". Westchnęłam i udałam się do kuchni.
I co ? I jak ja mam się teraz czuć, co ? Oczywiście, że nic mi nie obiecywał, ale sam jego dotyk, jego słowa rozpalały we mnie uczucia, których nigdy wcześniej nie zaznałam. Wiedziałam, że jest z Taylor ale nie wiedziałam, że jej się oświadczył. Bynajmniej wczoraj nie zachowywał się jak czyjś narzeczony. Poza tym, ma 19 lat i naprawdę nie sądzę, żeby mu się spieszyło do małżeństwa. I to jeszcze z nią. Co on w ogóle w niej widział ? Aaaaa no tak, ma nogi aż do szyi i 180 wzrostu, ale gdyby miała być tak wysoka jak poziom jej wredności to zapewne osiągnęłaby ze 4 metry.
Na blacie kuchennej wysepki stała butelka drogiego wina, a obok dwa kieliszki gdzie na jednym był odciśnięty ślad czerwonej szminki. Kiedy ekspres wydał z siebie dźwięk, że kawa jest już gotowa zapełniłam dwie małe filiżanki i postawiłam na tacy, na której w międzyczasie położyłam dwie łyżeczki i kilka kostek cukru. Podreptałam na górę i stając przed uchylonymi drzwiami, lekko nogą otworzyłam je szerzej.
Moje nogi zrobiły się jak z waty a taca, która spoczywała w moich dłoniach zatrzęsła się mocno dzięki czemu kilka kropelek czarnego płynu wylądowało na małych spodkach pod filiżankami. Nie wierzyłam w to co zobaczyłam, nie chciałam wierzyć. Chciałabym zapaść się pod ziemię dobrych kilka metrów, albo kilkadziesiąt. Taylor leżała na łóżku całkiem naga a Harry okryty kołdrą od pasa w dół "zwisał" na nią.
- przyniosłam tę kawww - nie dokończyłam bo szok, w którym teraz byłam sięgnął zenitu. Nawet gdybym chciała to i tak pisk Taylor osiągnął moc kilku milionów decybeli rozlegając się po całym domu.
- mogłabyś nauczyć się pukać do cholery! - wrzasnął Harry "schodząc" z blondynki okrywając ich szczelnie kołdrą pod samą brodę.
- przepraszam, ja niee wiee.. -
- wynoś się ! - krzyknął jeszcze głośniej. Spuściłam wzrok, chwytając za klamkę by zamknąć za sobą drzwi.
- rodzice Cię nie nauczyli kultury głupia dziewucho?! - krzyknęła blondynka z dość słyszalnym w głosie jadem. Poczułam ukłucie w sercu tak mocne, że zabrakło mi powietrza a przed oczami pojawiły się ciemne plamki. Oddychając niespokojnie, zatrzasnęłam drzwi i szybkim krokiem ruszyłam schodami w dół. Emocje wzięły górę nad rozsądkiem dlatego słone łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Dlaczego nie zapukałam ? Przecież mogłam, a nawet kurwa powinnam! Jestem głupia, jestem naiwna, jestem nikim i to nie tylko w jej świecie. W swoim popapranym zresztą, też. Już sama nie wiem co bolało mnie bardziej. To, że zobaczyłam ich razem czy to, że poruszyła temat moich rodziców. Ale w sumie nie wiedziała, a narzeczony jej zapewne nic nie powiedział. Nie, nie, nie, nie będę jej usprawiedliwiać, jego też nie. Właściwie to dlaczego nie powiedział mi, że się jej oświadczył, dlaczego nie widział jaką była jędzą? No tak, wygląd mówił sam za siebie, a ja nawet w najśmielszych marzeniach nie mogłabym się z nią porównać.
Gwałtownie niemalże rzuciłam tacą na blat wysepki i siadając obok niej na podłodze, schowałam głowę w kolanach i rozryczałam się na dobre. Chciałam umrzeć na tej podłodze, przynajmniej uniknęłabym spotkania z Harry'm i Taylor. Odzyskałam zdrowy rozsądek gdy po kilku minutach szlochania usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się ociężale i ruszyłam w stronę drzwi. Po drodze przystanęłam przy dużym lustrze w przedpokoju by otrzeć mokre od łez policzki.Westchnęłam głośno i szarpiąc za klamkę, otworzyłam.
Przede mną stał wyższy ode mnie, szeroko uśmiechnięty blondyn.
- cześć, jestem Niall a Ty zapewne ... - zawiesił głos kiedy spojrzał na moją twarz. Zmarszczył brwi i zrobił pewny krok w moją stronę - płakałaś.
- nie, znaczy tak, to znaczy nie.. - wypuściłam głośno powietrze z płuc - jestem Effie. sprzątam tu.- zatrzasnęłam drzwi kiedy Niall wparował już do korytarza.
- Co się stało? Chcesz pogadać ? - uśmiech zastąpiła teraz poważna mina. Przybliżył się do mnie niebezpiecznie blisko. Dopiero teraz zauważyłam błękit jego oczu. Nie mogły się równać z tymi Styles'owymi ale były tak samo piękne.
- nic, naprawdę nic. - wymusiłam z siebie uśmiech i otarłam policzki dla pewności, że na pewno są suche.
- widzę po oczach. - spuściłam wzrok kiedy hipnotyzował mnie spojrzeniem. jestem pewna, że się zarumieniłam. - no chodź, opowiesz mi wszystko - objął mnie w pasie i pociągnął w stronę salonu. Lekko wyswobodziłam się z jego objęć i stanęłam na przeciwko Niall'a, który rozglądał się po pomieszczeniu.
- napijesz się czegoś?
- nie, dzięki. Gdzie jest Harry? - zapytał a mi w gardle pojawiła wielka gula i znów byłam gotowa wybuchnąć płaczem.
- Harry jest w swojej sypialni z .. - znów. Znów, ktoś mi przerwał. Nie dane było mi dokończyć bo Taylor schodząca ze schodów pisnęła w stronę blondyna
- Heeeeeej Niaaaaall ! - puściła rękę Harry'ego, przyspieszając kroku.
- o boże. - wyrwało się z jego ust. Spojrzałam na niego a jego mina nie była wesoła. Wręcz wyrażała zło, zaskoczenie i obrzydzenie jednocześnie. - heeeej Taylor. - powiedział z wymuszonym entuzjazmem klepiąc Swift lekko po plecach kiedy ta rzuciła mu się w ramiona. Harry zmierzył mnie wzrokiem od dołu go góry i zatrzymał się na moich oczach. Spuściłam wzrok, ale czułam że nadal patrzy.
- Effie, zajmij się Panem. Ja odwiozę Tay na lotnisko - TAY?! - dobrze? - zwrócił się do mnie nawet w miarę opanowanym głosem.
- dobrze. - odpowiedziałam cicho.
- dobra Niall, wrócę za godzinę. Poczekasz prawda ? - Niall pokiwał głową na znak, że się zgadza. Harry uścisnął blondyna i nakrył Swift jej marynarką. Ruszyli w stronę drzwi - aha .. i Effie - powiedział do mnie odwracając głowę w moją stronę. Podniosłam głowę, tak że nasze spojrzenia się spotkały. Miliony myśli przebiegły przez moją głowę. Nie mogłam zrozumieć czemu był dla mnie taki oschły i mnie olewał, tak jakby mnie w ogóle nie było. - ma być porządek jak wrócę, jasne ?
- tak - pokiwałam głową.
- cześć Wam. - otworzył drzwi przed Taylor, a ta spojrzała w naszym kierunku. Lekko oblizała wargę i zmrużyła oczy w moim kierunku.
- cześć Niall, a Ty smrakulo przekaż rodzicom by nauczyli Cię pukać do cudzych sypialni. - rzuciła kpiąco w moją stronę. Miałam ochotę wydłubać jej te idealne oczy. Spuściłam wzrok po raz kolejny dzisiejszego dnia, zaciskając pięści. Kiedy usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi z moich oczu kapnęły łzy uderzając głośno o jasną podłogę.
Było mi niesamowicie głupio pokazywać jaka jestem słaba przy chłopaku, którego znałam zaledwie kilka minut. To w jaki sposób mnie przytulał wyleczyłoby mnie z największego bólu. W jego dotyku było coś kojącego, coś uspakajającego, coś co pozwalało mi chwilowo zapomnieć o problemach. Mogłam go nazwać plastrem na moje rany, a nawet bolesne blizny. Wiem, jestem nienormalna. Ale to nie tak, że opowiedziałam mu całe swoje życie... Po prostu, mówił do mnie w taki sposób, jak jeden z najdroższych i najlepszych psychologów.
Ocierałam łzy kawałkiem zmiętej chusteczki, którą gniotłam w dłoni od kilku minut. Niall siedział obok i głaskał moje plecy.
- ale muszę mieć zjawiskowo piękną twarz, co? - zaśmiałam się, wycierając bolący od wycierania szorstkim papierem, zapewne czerwony nos. Niall zaśmiał się.
- skoro nie szypie mnie w oczy jak na Ciebie patrzę to nie jest źle, mała - potargał moje włosy - cieszę się, że Cię poznałem. Przynajmniej nie musiałem się męczyć z tą, ugh, Talyor...
- właśnie, co z Taylor? Dlaczego Harry z nią jest?
- nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić. I wiesz co, chyba naprawdę nie chcę wiedzieć i Ty też nie, uwierz mi. On jest głupi. - zaśmiał się.
- czy Ty zawsze jesteś taki wesoły ? - ja też mimowolnie uśmiechnęłam się w jego stronę.
- tak! - powiedział przekonanym głosem. Potargałam jego włosy. Wstałam i zgarnęłam ze stolika wszystkie zużyte chusteczki.
- napijesz się czegoś Niall? A może jesteś głodny ? nawet nie zapytałam, tylko zasypywałam Cię tymi słabymi historyjkami z mojego życia.. Przepraszam.
- wszystko spoko, polecam się na przyszłość Effie. Nie, jak będę głodny albo spragniony to dowiesz się o tym pierwsza, obiecuję. - wyciągnął rękę w moją stronę i szybkim ruchem klepnął moje udo. Pokiwałam głową z szerokim uśmiechem i z zamiarem posprzątania ruszyłam w stronę kuchni. Za swoimi plecami usłyszałam tylko odgłosy telewizora, chyba blondyn włączył sobie jakiś mecz.
Kurcze! On jest cudowny! Jest taki, taki kochany, taki miły. JAK ANIOŁ! Przy nim naprawdę moje kłopoty zmniejszały się do minimum i to na pewno nie dlatego, że był Irlandyczkiem. Miał w sobie coś takiego, co gromadziło wokół niego ludzi. Dał się lubić i jak na razie nie poznałam żadnej jego wady. Wydawać by się mogło, że jego dotyk zawierał taką maść albo lek na jakiekolwiek urazy.
- wiesz, Effie .. ja chyba będę .. Effie?
- zaraz, chwila.. ałaa. jezu - nurkowałam akurat w szafce poszukując jakichś detergentów do czyszczenia drewnianych szafek, kiedy usłyszałam zbliżającego się Niall'a.
- wszystko w porządku?
- tak, tak. jasne. tylko muszę się stąd - powiedziałam będąc jeszcze we wnętrzu szafki. Szybko stanęłam na nogi i oparłam ręce na biodrach - wydostać - zaśmiałam się i zdmuchnęłam kosmyk włosów, który zwisał na moim nosie.
- wariatka - Niall wybuchł śmiechem. Jego śmiech jest cholernie zaraźliwy więc teraz i ja zaczęłam się śmiać. Chyba właśnie z tego, że się śmieję. - będę już leciał.
- co? czemu? miałeś czekać na Harry'ego.
- no tak, ale przypomniało mi się, że nie mogę czekać tak długo a muszę jeszcze pozałatwiać kilka spraw.
- oo, jaka szkoda. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy? - wędrowaliśmy w stronę drzwi.
- koniecznie! Musisz mi opowiedzieć czy znalazłaś w końcu te drzwi do Narni w tej szafce.
- idź sobie - sprzedałam mu kuksańca w ramię.
- a Ty nie próbuj mnie zatrzymywać. Trzymaj się skrzacie - chwycił moje policzki między kciuki i palce wskazujące i lekko potrząsnął moją głową. Następnie szybkim ruchem przyciągnął mnie do siebie i dał całusa w czoło wydając z siebie charakterystyczne 'muaaaah'. Pomachałam mu i zamknęłam drzwi.
Chyba trzeba dokończyć sprzątanie, myślę. Przygotowałam sobie mopa, jakieś płyny do pielęgnacji drewnianych paneli. Włożyłam słuchawki w uszy, a telefon do których były podłączone schowałam do kieszeni i mokrym mopem zaczęłam przecierać ciemne, matowe kawałki drewna. Leciało coś szybkiego, coś co automatycznie porwało mnie do tańca. Zerknęłam na zegarek i miałam jakieś pół godziny do powrotu Styles'a więc spokojnie mogłam się powyginać zanim zobaczyłby mnie w niekorzystnej dla mnie sytuacji. Złapałam za mopa i zaczęłam zmywać podłogę przybierając różne pozycje. Podśpiewywałam wesoło pod nosem wyobrażając sobie, że mop to mikrofon. Musiałam wyglądać niesamowicie komicznie. Kompletnie zatraciłam się w wykonywanej czynności. Muzyka zawsze mi pomagała, nawet w sprzątaniu, choć nigdy nie miałam zapędów by śpiewać do mopa tym razem, mimo wcześniejszych wydarzeń, miałam dobry humor. Czułam, że to po rozmowie z Horanem.
Oglądaliście kiedyś film 'Zielona Mila' ? Była tam scena kiedy Coffe wyciągał z osób ich choroby i wypuszczał je w postaci miliona malutkich robaczków. Miałam wrażenie, że właśnie tak zrobił Niall. Wyciągnął ze mnie te złe uczucia i emocje i zastąpił je tymi dobrymi. Nie wiem co i jak, ale i tak mu dziękuję.
Kołyszę się na boki i przeskakuję z nogi na nogę, śpiewając sobie Now or Never . Nagle czuję czyjeś duże dłonie nisko na swoich biodrach. Wystraszyłam się i zaczęłam piszczeć. Przez dosłownie sekundę przebiegło przez moją głowę co najmniej dwieście milionów myśli, że ktoś się tu włamał, że mnie zabije a w najgorszym przypadku okradnie Harry'ego a wtedy, jeśli włamywacz mnie nie zabije, zrobi to Styles. Zrobiłam obrót wokół własnej osi, ale ręce tajemniczego osobnika nie przestały dotykać moich bioder, a raczej przekręciły się wraz z moim obrotem. Wypuściłam mopa z rąk, który głośno runął na podłogę. Zacisnęłam dłonie w pięści, którymi odepchnęłam osobę stojącą naprzeciwko mnie
- ej ej, to tylko ja.
- Harry.. - odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam Styles'a który złapał za moje nadal ściśnięte w pięści dłonie. - przestraszyłeś mnie..
- jestem aż tak straszny ? - uśmiechnął się do mnie promiennie.
- nie, skądże .. - odwzajemniłam uśmiech. Cieszyłam się, że go widzę. Cieszyłam się, że znów widzę jego uśmiech i oczy. Ale szybko przypomniało mi się jak potraktował mnie kilka godzin temu i uśmiech zastąpił teraz, daję słowo, najbardziej wredny wyraz twarzy jaki tylko umiałam zrobić. Niemal wyrwałam swoje dłonie z jego rąk i podniosłam mopa - dokończę sprzątanie. - powiedziałam i zaczęłam namiętnie wycierać podłogę. Widocznie zauważył, że robiłam to w jednym miejscu bo złapał gwałtownie za trzonek i wyrwał mi go z rąk.
- nie będziesz tu sprzątać! - warknął i rzucił mopem o podłogę.
- będę. Miał być porządek, więc zamierzam się wywiązać. - schyliłam się i podniosłam przedmiot.
- ale tu jest już porządek, głupolu. - położył dłonie na moich - lepiej poszłabyś ze mną na kawę bo mam straszną ochotę na kawę. Na kawę w Twoim towarzystwie. - przechylił głowę w lewo i przysunął się do mojej twarzy - co Ty na to?
- po pierwsze, kawa dla Ciebie nadal stoi na tacy - wskazałam palcem na wysepkę, na której stała jego poranna kawa. Powędrował wzrokiem za moim palcem. - po drugie, nie mam ochoty na kawę. A po trzecie - przekręciłam głową w prawo tak, że teraz nasze oczy były na jednej linii. Przysunęłam się bliżej do jego twarzy i zmierzyłam ją wzrokiem od samego czoła po koniuszek brody - na kawę w Twoim towarzystwie. - uśmiechnęłam się kpiąco i wyrwałam mu mopa z rąk. Miał zawiedzioną minę a jego oczy posmutniały. Potem się już do siebie nie odzywaliśmy.
Harry jest idiotą. Najpierw każe mi się wynosić i jest dla mnie oschły a teraz zaprasza mnie na kawę i głupkowato się uśmiecha jak gdyby nigdy nic. Nie jestem mściwa ale nie pozwolę sobą pomiatać nawet jeśli miałby to robić cudowny Harry Styles. Myśli, że skoro ludzie przynoszą mu wszystko pod nos bo on sobie tak życzy to ja też będę tak robić? Niech o tym zapomni. Nigdy nikomu nic nie ułatwiałam, bo ja sama też nie miałam łatwo.
Kilkanaście minut później kiedy skończyłam ostanie porządki, zgarnęłam z szafki pomarańczową teczkę i rzuciłam na stolik w salonie przy którym siedział Styles.
- podpiszesz ?
- a mam inne wyjście ?
- nie podpisywać. Wtedy stracę pracę a Ty zarośniesz brudem. - machnęłam obojętnie ramionami.
- Nie zależy Ci na pracy ? - zerknął na mnie spod byka, unosząc jedną brew.
- Nie zależy Ci na sprzątaczce ? - Harry na moje słowa podniósł się gwałtownie i stanął naprzeciwko mnie. Serce zaczęło mi bić nieco szybciej. Co ja gadam ? Waliło jak opętane kiedy delikatny oddech bruneta otulał moją twarz. Jego grzywka nieidealnie ułożona do góry opadła lekko na czoło i minimalnie dotykała mojego. Harry przysunął swoją twarz bliżej i swoim nosem dotknął czubka mojego. Jego ręce powędrowały na moją talię, na której splótł swoje palce.
- Zależy mi na Tobie, Effie.
Jestem w niebie?
~*~
hej robaczki ! w ogóle nie miałam pomysłu na ten rozdział. Miałam dodać go już w piątek ale czytałam go milion razy i non stop coś mi w nim nie pasowało. Liczę na szczere komentarze, jeśli coś nie byłoby nie tak piszcie śmiało.
aha, no i mała prośba. Spamujcie tym ff, chciałabym żeby trafiło do jak największego grona czytelników i obserwujących. i tak sobie myślę, że jak będzie 20 komentarzy to pojawi się next.
Przepraszam, że muszę używać takich argumentów ale innego wyjścia nie mam.
czytasz + komentujesz = czynisz mnie najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
naprawdę jest tak ciężko napisać chociaż kropkę? dla Ciebie to 10 sekund roboty a dla mnie motywacja i szczęście ...
Proszę Was.
Kocham Was all xx
K. x
Wesoło, żwawo i pełna entuzjazmu stanęłam przed bramą, spojrzałam w telefon żeby sprawdzić ten pin, który ją otwiera. 52779 - wybiłam na domofonie, brama odblokowała się wydając charakterystyczny dźwięk a ja dreptając w stronę drzwi próbowałam opanować szeroki uśmiech na mojej twarzy. Po co Harry miał pomyśleć, że jestem jakąś idiotką, która szczerzy się do napisu na kawałku kartki? Postanowiłam zapukać.
Po pewnym czasie drzwi się otworzyły a ja na 3-4 umarłam. Uśmiech przerodził się w minę w stylu ogromnego "O".
Satynowy, jasny szlafrok, długie, blond włosy, długie nogi, pełne usta. Ideał, myślę. Te jasnoniebieskie oczy wlepiały się we mnie i obserwowały dokładnie każdą część mojej twarzy. Przeciętny człowiek zna ok 30 tyś słów, ja natomiast oddychając ciężko zapomniałam jak się mówi dzień dobry albo cześć. Pomarańczowa teczka wypadła mi z rąk a plik kartek rozsypał się pod stopami Taylor, zakończonymi idealnie pomalowanymi paznokciami na krwistą czerwień. Upadłam na kolana i zaczęłam zgarniać kartki. Swift prychnęła głośno, a ja szybko podniosłam się do pionu.
- no tak. Pierwszy dzień w pracy a ty zamiast sprzątać robisz bajzel. - mówiąc kpiąco, przewróciła oczami.
- dzień dobry, jestem Effie - wyciągnęłam rękę w stronę panny Swift. Jest o wiele ładniejsza niż w TV. Taka delikatna, subtelna i śliczna. Ale jej zachowanie mówiło samo za siebie. Nie odwzajemniła mojego gestu, tylko przepuściła mnie w drzwiach.
- tak, wiem. Jesteś sprzątaczką mojego Harry'ego. - powiedziała oschle, naciskając na słowo "mojego" - i lepiej bierz się za robotę. Poza tym, Harry jeszcze śpi także radzę Ci niczego nie stłuc, co chyba będzie trudne skoro nie radzisz sobie ze zwykłą teczką - zmierzyła mnie wzrokiem i udała się w głąb salonu, siadając na kanapie.Westchnęłam cicho. Gwiazdunia pieprzona, pomyślałam. - Fifi, mogłabyś mi zrobić kawę?
- właściwie, to mam na imię Effie .. - odparłam, wieszając kurtkę na wieszak.
- ta, wszystko jedno. zrobisz czy nie?
- właściwie to nie jestem tu od robienia kawy tylko...
- czy Ty mi odmawiasz? - wstała i ruszyła w moją stronę.
- nieee, tylko po prostu no.. - Taylor stanęła na przeciwko mnie a ja nerwowo zaczęłam nawijać końcówkę swoich włosów na palec. Jej wzrok był niczym laser, który wypalał teraz moją twarz.
- nie wyraziłam się jasno?
- ale ja ..
- posłuchaj mnie dziewucho! w moim świecie, jesteś nikim. Więc jeśli chcesz mieć tę pracę albo jakąkolwiek kiedykolwiek, to się podstosuj. Jestem narzeczoną Harry'ego więc traktuj mnie jak panią tego domu, jasne ?! - wrzasnęła
- tak proszę pani, znaczy Taylor. - pomrugałam nerwowo powiekami.
- Co się u dzieje ? - warknął nagle Harry, który stanął na schodach. Dzięki Bogu! może stanie w mojej obronie, albo przynajmniej sprawi, że ta żmija się zamknie.
- właśnie mówiłam, jak to dobrze, że Effie będzie u Ciebie pracować. Tak, Effie ? - Harry zmierzał w naszym kierunku zapinając pasek przy spodniach a Taylor zgromiła mnie wzrokiem co wyglądało na ostrzeżenie.
- tak, tak, właśnie tak. - uśmiechnęłam się z animuszem. Wolałam jej się nie sprzeciwiać, poza tym nie chciało mi się tłumaczyć tego wszystkiego Harry'emu.
- zaproponowała, że zrobi nam kawę, co Ty na to? - złapała rękę Styles'a i uśmiechnęła się do niego promiennie. Podniosłam wzrok ku górze i spojrzałam prosto w oczy chłopaka na co on odpowiadał tym samym. Serce biło mi niemiłosiernie szybko i miałam wrażenie, że zaraz wyskoczy z klatki piersiowej.
- to dobrze. - odpowiedział Harry bez żadnych emocji w głosie.
- prawda, kochanie? - pisnęła entuzjastycznie i głośno. Harry w odpowiedzi pokiwał tylko lekko głową nie odwracając wzroku od moich oczu.
- to, too ja już pójdę, zrobić tę kawę. - machnęłam ręką, kciukiem wskazując przestrzeń za sobą, czyli kuchnię.
- dla mnie bez cukru- powiedziała Swift szarpiąc Harry'ego po schodach w górę.
Kiedy straciłam ich z oczu usłyszałam tylko jak Taylor krzyczy podjaranym głosem, że "jezu jak będzie fajnie". Westchnęłam i udałam się do kuchni.
I co ? I jak ja mam się teraz czuć, co ? Oczywiście, że nic mi nie obiecywał, ale sam jego dotyk, jego słowa rozpalały we mnie uczucia, których nigdy wcześniej nie zaznałam. Wiedziałam, że jest z Taylor ale nie wiedziałam, że jej się oświadczył. Bynajmniej wczoraj nie zachowywał się jak czyjś narzeczony. Poza tym, ma 19 lat i naprawdę nie sądzę, żeby mu się spieszyło do małżeństwa. I to jeszcze z nią. Co on w ogóle w niej widział ? Aaaaa no tak, ma nogi aż do szyi i 180 wzrostu, ale gdyby miała być tak wysoka jak poziom jej wredności to zapewne osiągnęłaby ze 4 metry.
Na blacie kuchennej wysepki stała butelka drogiego wina, a obok dwa kieliszki gdzie na jednym był odciśnięty ślad czerwonej szminki. Kiedy ekspres wydał z siebie dźwięk, że kawa jest już gotowa zapełniłam dwie małe filiżanki i postawiłam na tacy, na której w międzyczasie położyłam dwie łyżeczki i kilka kostek cukru. Podreptałam na górę i stając przed uchylonymi drzwiami, lekko nogą otworzyłam je szerzej.
Moje nogi zrobiły się jak z waty a taca, która spoczywała w moich dłoniach zatrzęsła się mocno dzięki czemu kilka kropelek czarnego płynu wylądowało na małych spodkach pod filiżankami. Nie wierzyłam w to co zobaczyłam, nie chciałam wierzyć. Chciałabym zapaść się pod ziemię dobrych kilka metrów, albo kilkadziesiąt. Taylor leżała na łóżku całkiem naga a Harry okryty kołdrą od pasa w dół "zwisał" na nią.
- przyniosłam tę kawww - nie dokończyłam bo szok, w którym teraz byłam sięgnął zenitu. Nawet gdybym chciała to i tak pisk Taylor osiągnął moc kilku milionów decybeli rozlegając się po całym domu.
- mogłabyś nauczyć się pukać do cholery! - wrzasnął Harry "schodząc" z blondynki okrywając ich szczelnie kołdrą pod samą brodę.
- przepraszam, ja niee wiee.. -
- wynoś się ! - krzyknął jeszcze głośniej. Spuściłam wzrok, chwytając za klamkę by zamknąć za sobą drzwi.
- rodzice Cię nie nauczyli kultury głupia dziewucho?! - krzyknęła blondynka z dość słyszalnym w głosie jadem. Poczułam ukłucie w sercu tak mocne, że zabrakło mi powietrza a przed oczami pojawiły się ciemne plamki. Oddychając niespokojnie, zatrzasnęłam drzwi i szybkim krokiem ruszyłam schodami w dół. Emocje wzięły górę nad rozsądkiem dlatego słone łzy zaczęły spływać po moich policzkach.
Dlaczego nie zapukałam ? Przecież mogłam, a nawet kurwa powinnam! Jestem głupia, jestem naiwna, jestem nikim i to nie tylko w jej świecie. W swoim popapranym zresztą, też. Już sama nie wiem co bolało mnie bardziej. To, że zobaczyłam ich razem czy to, że poruszyła temat moich rodziców. Ale w sumie nie wiedziała, a narzeczony jej zapewne nic nie powiedział. Nie, nie, nie, nie będę jej usprawiedliwiać, jego też nie. Właściwie to dlaczego nie powiedział mi, że się jej oświadczył, dlaczego nie widział jaką była jędzą? No tak, wygląd mówił sam za siebie, a ja nawet w najśmielszych marzeniach nie mogłabym się z nią porównać.
Gwałtownie niemalże rzuciłam tacą na blat wysepki i siadając obok niej na podłodze, schowałam głowę w kolanach i rozryczałam się na dobre. Chciałam umrzeć na tej podłodze, przynajmniej uniknęłabym spotkania z Harry'm i Taylor. Odzyskałam zdrowy rozsądek gdy po kilku minutach szlochania usłyszałam dzwonek do drzwi. Podniosłam się ociężale i ruszyłam w stronę drzwi. Po drodze przystanęłam przy dużym lustrze w przedpokoju by otrzeć mokre od łez policzki.Westchnęłam głośno i szarpiąc za klamkę, otworzyłam.
Przede mną stał wyższy ode mnie, szeroko uśmiechnięty blondyn.
- cześć, jestem Niall a Ty zapewne ... - zawiesił głos kiedy spojrzał na moją twarz. Zmarszczył brwi i zrobił pewny krok w moją stronę - płakałaś.
- nie, znaczy tak, to znaczy nie.. - wypuściłam głośno powietrze z płuc - jestem Effie. sprzątam tu.- zatrzasnęłam drzwi kiedy Niall wparował już do korytarza.
- Co się stało? Chcesz pogadać ? - uśmiech zastąpiła teraz poważna mina. Przybliżył się do mnie niebezpiecznie blisko. Dopiero teraz zauważyłam błękit jego oczu. Nie mogły się równać z tymi Styles'owymi ale były tak samo piękne.
- nic, naprawdę nic. - wymusiłam z siebie uśmiech i otarłam policzki dla pewności, że na pewno są suche.
- widzę po oczach. - spuściłam wzrok kiedy hipnotyzował mnie spojrzeniem. jestem pewna, że się zarumieniłam. - no chodź, opowiesz mi wszystko - objął mnie w pasie i pociągnął w stronę salonu. Lekko wyswobodziłam się z jego objęć i stanęłam na przeciwko Niall'a, który rozglądał się po pomieszczeniu.
- napijesz się czegoś?
- nie, dzięki. Gdzie jest Harry? - zapytał a mi w gardle pojawiła wielka gula i znów byłam gotowa wybuchnąć płaczem.
- Harry jest w swojej sypialni z .. - znów. Znów, ktoś mi przerwał. Nie dane było mi dokończyć bo Taylor schodząca ze schodów pisnęła w stronę blondyna
- Heeeeeej Niaaaaall ! - puściła rękę Harry'ego, przyspieszając kroku.
- o boże. - wyrwało się z jego ust. Spojrzałam na niego a jego mina nie była wesoła. Wręcz wyrażała zło, zaskoczenie i obrzydzenie jednocześnie. - heeeej Taylor. - powiedział z wymuszonym entuzjazmem klepiąc Swift lekko po plecach kiedy ta rzuciła mu się w ramiona. Harry zmierzył mnie wzrokiem od dołu go góry i zatrzymał się na moich oczach. Spuściłam wzrok, ale czułam że nadal patrzy.
- Effie, zajmij się Panem. Ja odwiozę Tay na lotnisko - TAY?! - dobrze? - zwrócił się do mnie nawet w miarę opanowanym głosem.
- dobrze. - odpowiedziałam cicho.
- dobra Niall, wrócę za godzinę. Poczekasz prawda ? - Niall pokiwał głową na znak, że się zgadza. Harry uścisnął blondyna i nakrył Swift jej marynarką. Ruszyli w stronę drzwi - aha .. i Effie - powiedział do mnie odwracając głowę w moją stronę. Podniosłam głowę, tak że nasze spojrzenia się spotkały. Miliony myśli przebiegły przez moją głowę. Nie mogłam zrozumieć czemu był dla mnie taki oschły i mnie olewał, tak jakby mnie w ogóle nie było. - ma być porządek jak wrócę, jasne ?
- tak - pokiwałam głową.
- cześć Wam. - otworzył drzwi przed Taylor, a ta spojrzała w naszym kierunku. Lekko oblizała wargę i zmrużyła oczy w moim kierunku.
- cześć Niall, a Ty smrakulo przekaż rodzicom by nauczyli Cię pukać do cudzych sypialni. - rzuciła kpiąco w moją stronę. Miałam ochotę wydłubać jej te idealne oczy. Spuściłam wzrok po raz kolejny dzisiejszego dnia, zaciskając pięści. Kiedy usłyszałam dźwięk zamykających się drzwi z moich oczu kapnęły łzy uderzając głośno o jasną podłogę.
Było mi niesamowicie głupio pokazywać jaka jestem słaba przy chłopaku, którego znałam zaledwie kilka minut. To w jaki sposób mnie przytulał wyleczyłoby mnie z największego bólu. W jego dotyku było coś kojącego, coś uspakajającego, coś co pozwalało mi chwilowo zapomnieć o problemach. Mogłam go nazwać plastrem na moje rany, a nawet bolesne blizny. Wiem, jestem nienormalna. Ale to nie tak, że opowiedziałam mu całe swoje życie... Po prostu, mówił do mnie w taki sposób, jak jeden z najdroższych i najlepszych psychologów.
Ocierałam łzy kawałkiem zmiętej chusteczki, którą gniotłam w dłoni od kilku minut. Niall siedział obok i głaskał moje plecy.
- ale muszę mieć zjawiskowo piękną twarz, co? - zaśmiałam się, wycierając bolący od wycierania szorstkim papierem, zapewne czerwony nos. Niall zaśmiał się.
- skoro nie szypie mnie w oczy jak na Ciebie patrzę to nie jest źle, mała - potargał moje włosy - cieszę się, że Cię poznałem. Przynajmniej nie musiałem się męczyć z tą, ugh, Talyor...
- właśnie, co z Taylor? Dlaczego Harry z nią jest?
- nie wiem, nie umiem tego wyjaśnić. I wiesz co, chyba naprawdę nie chcę wiedzieć i Ty też nie, uwierz mi. On jest głupi. - zaśmiał się.
- czy Ty zawsze jesteś taki wesoły ? - ja też mimowolnie uśmiechnęłam się w jego stronę.
- tak! - powiedział przekonanym głosem. Potargałam jego włosy. Wstałam i zgarnęłam ze stolika wszystkie zużyte chusteczki.
- napijesz się czegoś Niall? A może jesteś głodny ? nawet nie zapytałam, tylko zasypywałam Cię tymi słabymi historyjkami z mojego życia.. Przepraszam.
- wszystko spoko, polecam się na przyszłość Effie. Nie, jak będę głodny albo spragniony to dowiesz się o tym pierwsza, obiecuję. - wyciągnął rękę w moją stronę i szybkim ruchem klepnął moje udo. Pokiwałam głową z szerokim uśmiechem i z zamiarem posprzątania ruszyłam w stronę kuchni. Za swoimi plecami usłyszałam tylko odgłosy telewizora, chyba blondyn włączył sobie jakiś mecz.
Kurcze! On jest cudowny! Jest taki, taki kochany, taki miły. JAK ANIOŁ! Przy nim naprawdę moje kłopoty zmniejszały się do minimum i to na pewno nie dlatego, że był Irlandyczkiem. Miał w sobie coś takiego, co gromadziło wokół niego ludzi. Dał się lubić i jak na razie nie poznałam żadnej jego wady. Wydawać by się mogło, że jego dotyk zawierał taką maść albo lek na jakiekolwiek urazy.
- wiesz, Effie .. ja chyba będę .. Effie?
- zaraz, chwila.. ałaa. jezu - nurkowałam akurat w szafce poszukując jakichś detergentów do czyszczenia drewnianych szafek, kiedy usłyszałam zbliżającego się Niall'a.
- wszystko w porządku?
- tak, tak. jasne. tylko muszę się stąd - powiedziałam będąc jeszcze we wnętrzu szafki. Szybko stanęłam na nogi i oparłam ręce na biodrach - wydostać - zaśmiałam się i zdmuchnęłam kosmyk włosów, który zwisał na moim nosie.
- wariatka - Niall wybuchł śmiechem. Jego śmiech jest cholernie zaraźliwy więc teraz i ja zaczęłam się śmiać. Chyba właśnie z tego, że się śmieję. - będę już leciał.
- co? czemu? miałeś czekać na Harry'ego.
- no tak, ale przypomniało mi się, że nie mogę czekać tak długo a muszę jeszcze pozałatwiać kilka spraw.
- oo, jaka szkoda. Mam nadzieję, że się jeszcze zobaczymy? - wędrowaliśmy w stronę drzwi.
- koniecznie! Musisz mi opowiedzieć czy znalazłaś w końcu te drzwi do Narni w tej szafce.
- idź sobie - sprzedałam mu kuksańca w ramię.
- a Ty nie próbuj mnie zatrzymywać. Trzymaj się skrzacie - chwycił moje policzki między kciuki i palce wskazujące i lekko potrząsnął moją głową. Następnie szybkim ruchem przyciągnął mnie do siebie i dał całusa w czoło wydając z siebie charakterystyczne 'muaaaah'. Pomachałam mu i zamknęłam drzwi.
Chyba trzeba dokończyć sprzątanie, myślę. Przygotowałam sobie mopa, jakieś płyny do pielęgnacji drewnianych paneli. Włożyłam słuchawki w uszy, a telefon do których były podłączone schowałam do kieszeni i mokrym mopem zaczęłam przecierać ciemne, matowe kawałki drewna. Leciało coś szybkiego, coś co automatycznie porwało mnie do tańca. Zerknęłam na zegarek i miałam jakieś pół godziny do powrotu Styles'a więc spokojnie mogłam się powyginać zanim zobaczyłby mnie w niekorzystnej dla mnie sytuacji. Złapałam za mopa i zaczęłam zmywać podłogę przybierając różne pozycje. Podśpiewywałam wesoło pod nosem wyobrażając sobie, że mop to mikrofon. Musiałam wyglądać niesamowicie komicznie. Kompletnie zatraciłam się w wykonywanej czynności. Muzyka zawsze mi pomagała, nawet w sprzątaniu, choć nigdy nie miałam zapędów by śpiewać do mopa tym razem, mimo wcześniejszych wydarzeń, miałam dobry humor. Czułam, że to po rozmowie z Horanem.
Oglądaliście kiedyś film 'Zielona Mila' ? Była tam scena kiedy Coffe wyciągał z osób ich choroby i wypuszczał je w postaci miliona malutkich robaczków. Miałam wrażenie, że właśnie tak zrobił Niall. Wyciągnął ze mnie te złe uczucia i emocje i zastąpił je tymi dobrymi. Nie wiem co i jak, ale i tak mu dziękuję.
Kołyszę się na boki i przeskakuję z nogi na nogę, śpiewając sobie Now or Never . Nagle czuję czyjeś duże dłonie nisko na swoich biodrach. Wystraszyłam się i zaczęłam piszczeć. Przez dosłownie sekundę przebiegło przez moją głowę co najmniej dwieście milionów myśli, że ktoś się tu włamał, że mnie zabije a w najgorszym przypadku okradnie Harry'ego a wtedy, jeśli włamywacz mnie nie zabije, zrobi to Styles. Zrobiłam obrót wokół własnej osi, ale ręce tajemniczego osobnika nie przestały dotykać moich bioder, a raczej przekręciły się wraz z moim obrotem. Wypuściłam mopa z rąk, który głośno runął na podłogę. Zacisnęłam dłonie w pięści, którymi odepchnęłam osobę stojącą naprzeciwko mnie
- ej ej, to tylko ja.
- Harry.. - odetchnęłam z ulgą, kiedy zobaczyłam Styles'a który złapał za moje nadal ściśnięte w pięści dłonie. - przestraszyłeś mnie..
- jestem aż tak straszny ? - uśmiechnął się do mnie promiennie.
- nie, skądże .. - odwzajemniłam uśmiech. Cieszyłam się, że go widzę. Cieszyłam się, że znów widzę jego uśmiech i oczy. Ale szybko przypomniało mi się jak potraktował mnie kilka godzin temu i uśmiech zastąpił teraz, daję słowo, najbardziej wredny wyraz twarzy jaki tylko umiałam zrobić. Niemal wyrwałam swoje dłonie z jego rąk i podniosłam mopa - dokończę sprzątanie. - powiedziałam i zaczęłam namiętnie wycierać podłogę. Widocznie zauważył, że robiłam to w jednym miejscu bo złapał gwałtownie za trzonek i wyrwał mi go z rąk.
- nie będziesz tu sprzątać! - warknął i rzucił mopem o podłogę.
- będę. Miał być porządek, więc zamierzam się wywiązać. - schyliłam się i podniosłam przedmiot.
- ale tu jest już porządek, głupolu. - położył dłonie na moich - lepiej poszłabyś ze mną na kawę bo mam straszną ochotę na kawę. Na kawę w Twoim towarzystwie. - przechylił głowę w lewo i przysunął się do mojej twarzy - co Ty na to?
- po pierwsze, kawa dla Ciebie nadal stoi na tacy - wskazałam palcem na wysepkę, na której stała jego poranna kawa. Powędrował wzrokiem za moim palcem. - po drugie, nie mam ochoty na kawę. A po trzecie - przekręciłam głową w prawo tak, że teraz nasze oczy były na jednej linii. Przysunęłam się bliżej do jego twarzy i zmierzyłam ją wzrokiem od samego czoła po koniuszek brody - na kawę w Twoim towarzystwie. - uśmiechnęłam się kpiąco i wyrwałam mu mopa z rąk. Miał zawiedzioną minę a jego oczy posmutniały. Potem się już do siebie nie odzywaliśmy.
Harry jest idiotą. Najpierw każe mi się wynosić i jest dla mnie oschły a teraz zaprasza mnie na kawę i głupkowato się uśmiecha jak gdyby nigdy nic. Nie jestem mściwa ale nie pozwolę sobą pomiatać nawet jeśli miałby to robić cudowny Harry Styles. Myśli, że skoro ludzie przynoszą mu wszystko pod nos bo on sobie tak życzy to ja też będę tak robić? Niech o tym zapomni. Nigdy nikomu nic nie ułatwiałam, bo ja sama też nie miałam łatwo.
Kilkanaście minut później kiedy skończyłam ostanie porządki, zgarnęłam z szafki pomarańczową teczkę i rzuciłam na stolik w salonie przy którym siedział Styles.
- podpiszesz ?
- a mam inne wyjście ?
- nie podpisywać. Wtedy stracę pracę a Ty zarośniesz brudem. - machnęłam obojętnie ramionami.
- Nie zależy Ci na pracy ? - zerknął na mnie spod byka, unosząc jedną brew.
- Nie zależy Ci na sprzątaczce ? - Harry na moje słowa podniósł się gwałtownie i stanął naprzeciwko mnie. Serce zaczęło mi bić nieco szybciej. Co ja gadam ? Waliło jak opętane kiedy delikatny oddech bruneta otulał moją twarz. Jego grzywka nieidealnie ułożona do góry opadła lekko na czoło i minimalnie dotykała mojego. Harry przysunął swoją twarz bliżej i swoim nosem dotknął czubka mojego. Jego ręce powędrowały na moją talię, na której splótł swoje palce.
- Zależy mi na Tobie, Effie.
Jestem w niebie?
~*~
hej robaczki ! w ogóle nie miałam pomysłu na ten rozdział. Miałam dodać go już w piątek ale czytałam go milion razy i non stop coś mi w nim nie pasowało. Liczę na szczere komentarze, jeśli coś nie byłoby nie tak piszcie śmiało.
aha, no i mała prośba. Spamujcie tym ff, chciałabym żeby trafiło do jak największego grona czytelników i obserwujących. i tak sobie myślę, że jak będzie 20 komentarzy to pojawi się next.
Przepraszam, że muszę używać takich argumentów ale innego wyjścia nie mam.
czytasz + komentujesz = czynisz mnie najszczęśliwszą dziewczyną na świecie.
naprawdę jest tak ciężko napisać chociaż kropkę? dla Ciebie to 10 sekund roboty a dla mnie motywacja i szczęście ...
Proszę Was.
Kocham Was all xx
K. x
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)