środa, 16 października 2013

chapter 8.

        Dlaczego nie jesteśmy tak odważni jak w naszych myślach? Dlaczego, gdy chcesz walczyć o to, co jest dla Ciebie dobre, co uczyni Cię jedną z najszczęśliwszych ludzi na świecie, pojawia się ta bariera, która przekreśla wszystko? Nasz umysł jest tak cholernie skomplikowany, że gdybym miała choć w minimalnej części chcieć o tym pomyśleć, przepadłabym z kretesem a w najgorszym przypadku osiwiała. Jedno jest jasne, każdy z nas kiedyś spieprzył kilka świetnych opcji.
       Wybiegłam stamtąd. Chłopak, na którego widok niemalże mdlałam, którego dotyk przenikał przez mięśnie, o których istnieniu nie miałam pojęcia, którego wzrok patrzył w moją duszę, nie oczy. Chciałam być jak najszybciej w domu, więc złapałam taksówkę zaraz przy mieszkaniu Harry'ego i nie oglądając się za siebie, odjechałam przekazując kierowcy, że ma udać się na Lancer Square. Sądziłam, że nie można wyłączyć myśli, że nie można ot tak sobie przestać myśleć. Jednak można. Tępo patrzyłam w krajobraz przede mną. Setki twarzy, setki małych okienek... Boże, czułam obrzydzenie do tego miasta bo odkąd tu jestem to nie spotyka mnie nic dobrego. A może spotyka, a tylko ja nie potrafię tego docenić albo po prostu wszystko dookoła rozpierniczam? Nie miałam nawet pomysłu by pomyśleć o czymś sensownym. Czułam się tak, jakby ktoś wyprał mnie ze wszelkich uczuć. I wiecie co? Miałam totalnie w dupie Styles'a z zakłamaną twarz i jego osobistą jędzą.


- 16 funtów.
- yy.. pro.. proszę ?
- za kurs 16 funtów się należy. - taksówkarz odwrócił głowę w moją stronę. Pokiwałam szybko budząc się z transu. Wyszperałam portfel i podałam mężczyźnie 20 funtów.
- reszty nie trzeba - rzuciłam, wychodząc szybko z samochodu. Dobiegły mnie jakieś słowa podziękowania z jego ust, ale nie zwróciłam na to większej uwagi. Stojąc przed drzwiami grzebałam szybko w tej torebce jakbym czegoś się bała. Po kilku sekundach zatrzasnęłam je, a będąc już w środku przywarłam do nich plecami. Ciemne drewno stanowiło teraz barierę między mną a wyimaginowanym przez moją głowę niebezpieczeństwem. Sama nie wiem czy nie powinnam tego nazwać Harry'm, choć niebezpieczeństwo mimo mocnej ironii brzmiało ... lepiej.
Ściągnęłam kurtkę, wieszając ją w przedpokoju. Torebkę razem z teczką rzuciłam na szafkę. Trochę się uspokoiłam. Byłam lekko rozdygotana, ale dopiero uświadomiłam sobie, że teraźniejszy stan nie mógł się równać z tym, kiedy opuściłam mieszkanie Harry'ego. Nie chciałam by ktokolwiek widział w jakim jestem stanie. Bez przerwy zadręczałam się tym, co zostało powiedziane. Oklapłam na zimnej posadzce i zaczęłam rozwiązywać swoje buty. Pragnęłam tylko by znaleźć się w swoim łóżku i jakimś cudem odpędzić od siebie to wszystko co się stało, odpłynąć w nieświadomość.
Kiedy ciepły, czerwony koc otulał każdy zakamarek mojego ciała a ja gotowa byłam spokojnie zasnąć moja uwaga natychmiastowo została odwrócona głośnym naparzaniem w drzwi mojego pokoju. Kompletnie się tego nie spodziewałam więc ten dźwięk spowodował, że lekko podskoczyłam. Sama nie wiem czemu, dlaczego i po co ale przez mój umysł przebiegła myśl, że za drzwiami stoi osoba o znanym mi imieniu. Harry.
- kimkolwiek jesteś, idź sobie.
- Co to ma znaczyć, Effie?!
- boże, Van co chcesz ? Głowa mnie boli, możesz przyjść później ? - z przymusu wyciągnęłam twarz spod koca i zerknęłam w stronę kuzynki. Stała naprzeciwko mnie, z założonymi rękoma na swojej klatce piersiowej w jednej z nich trzymając pomarańczową teczkę - aha, czyli nie możesz.
- Effie... jak mogłaś ? - jej ton nieco zmiękł, kiedy patrzyła na to jak wyłaniam się spod kołdry i klepię miejsce obok, by mogła usiąść. Było mi niesamowicie głupio i nie dało się tego ukryć. Miałam nadzieję, że potraktuje to jako okoliczność łagodzącą.
- Vanessa... Nie mogłam Ci powiedzieć. Jestem związana umową, w której czarno na białym napisane jest, że muszę zachować poufność. - spojrzałam w stronę kuzynki, która wyszukiwała teraz danego punkciku na kartce papieru - rozumiesz?
- Przykro mi, że mi nie powiedziałaś ale rozumiem. Nikomu nie powiem, obiecuję...
- Dziękuję.. - przytuliłam kuzynkę przyciągając ją ramieniem do siebie.
- Pod warunkiem .. - chytro się uśmiechnęła. Moja ręka swobodnie opadła przejeżdżając po jej plecach. No tak, przecież mogłam się spodziewać.
- Nie mogę Cię do niego zabrać, to moja praca Van... - powiedziałam stanowczo z naciskiem na słowo "praca".
- Wiem, wiem - wywróciła oczami - ale możesz go zaprosić do nas, że niby na obiad - dwoma palcami u obydwu dłoni zarysowała znak cudzysłowia w powietrzu.
- Mam wielką nadzieję, że oszalałaś albo po prostu strzel mnie w łeb, niech się obudzę z tego koszmaru.
- no Effie...
- wykluczone... - poprawiłam pozycję na łóżku podciągając nogi pod brodę.
- Rozumiem, że nie chcesz żebym poznała miłość swojego życia, tak ? - Vanessa wymachnęła rękami przed moją twarzą na co ja wybuchłam nieopanowanym śmiechem.
- Ty serio oszalałaś. Myślisz, że on jest taki jakiego go opisują gazety ?! Kochany, słodki Harry, z burzą słodkich loczków, ze słodkimi dołeczkami w policzkach, uwielbiający słodkie małe kotki ?! Grubo się mylisz... Jest gburowaty, niemiły, chamski, irytujący, arogancki i zapatrzony w siebie ... - tępo patrzyłam przed siebie i wymieniałam wady Styles'a, które udało mi się zauważyć.
- Ale nadal słodki... - przerwała mi, machając dłonią przed moją twarzą - a Ty lecisz na niego jak cholera -  westchnęła blondynka klepiąc moje kolano, posyłając mi szeroki uśmiech.
- ale nadal słodki - kiwnęłam lekko głową potwierdzając słowa kuzynki, odwzajemniając uśmiech. - muszę Ci coś powiedzieć...
- Całowałaś się z nim? - zapytała podekscytowana Van, a jej oczy zaświeciły się niczym dwa brylanciki.
- nieeee... ale wtedy na lotnisku, to on uderzył mnie tymi drzwiami... i to on siedział ze mną.
- CO ?! Serio ?! - blondynka krzyknęła głośno łapiąc za poduszkę i ściskając ją mocno. Pokiwałam tylko lekko głową, wykrzywiając twarz w przepraszającym grymasie, potrząsnęłam ramionami ku górze. - zabiję Cię - Widzę jak mruży oczy, zaciska mocniej pięści na rogach poduszki i zaczyna mnie nią okładać wybuchając przy tym głębokim śmiechem.


           Moja niezmącona niczym cisza i świadomość, że mogę się odprężyć bez większych przeszkód wprawiała mnie w zadowolenie. Naprawdę cieszyłam się, że trochę odpocznę tym bardziej, że jutro znów musiała będę stanąć z nim twarzą w twarz. Nie wiadomo jakby mnie potraktował. Czy znów kazałby mi się wynosić, a może zacząłby pieprzenie, że mu na mnie zależy. Byłam zmęczona bardziej psychicznie niż fizycznie.
Sen szybko wdarł się na moje powieki a ja się nawet zbytnio nie broniłam. Miałam wrażenie, że spałam góra 10 minut kiedy stara Nokia zaczęła wibrować na nocnej szafce. Po drugiej stronie łóżka wymacałam poduszkę i z gwałtownym jęknięciem przykryłam nią swoją głowę. Po chwili telefon ucichł, na co odetchnęłam z ulgą. Moje szczęście nie trwało długo, bo po chwili usłyszałam dźwięk sms-a by za sekundę telefon znów zaczął wariować pod wpływem natrętnych połączeń przychodzących.
Wymacałam ręką dzwoniące urządzenie i spojrzałam na wyświetlacz, który pokazywał "Harry". Odruchowo i bez większego zastanowienia się, odrzuciłam połączenie, przy okazji zauważając, że nieodebranych miałam 38 i 12 smsów. Kolejny raz usłyszałam jak Harry dzwoni. Westchnęłam szybko i postanowiłam odebrać, w końcu był moim szefem i chcąc nie chcąc nie mogłam go ignorować.
- Halo. - powiedziałam nieprzytomnym głosem bez większych emocji.
- Cześć. Dzwoniłem wcześniej ...
- Wiem. Coś się stało ?
- Moglibyśmy się spotkać ?
- Nie.
- Mógłbym przyjechać, nie musiałabyś tłuc się autobusem.
- Nie.
- Ale mam coś dla Ciebie... i jestem pewien, że Ci się spodoba. - Harry kontynuował pomimo mojego widocznego sprzeciwu.
- Czy to ma związek z moją pracą?
- No nie, aleee..
- Wszystko jasne.
- Effie no...
- Boli mnie głowa, źle się czuję i nie mam ochoty na żadne spotkania.
- To niespodzianka - powiedział z większym przekonaniem jakby miał nadzieję, że to przyniesie skutek.
- Masz pecha, bo nie lubię niespodzianek. Cześć. - rozłączyłam się i odłożyłam telefon z powrotem na szafkę.
Natarczywe wydzwanianie Harry'ego dobiegło końca. Westchnęłam z ulgą i ociężale podnosząc się z łóżka siadłam na jego krawędzi żeby po kilku sekundach porządnie się przeciągnąć. Mój pęcherz dał o sobie znać, więc pobiegłam do łazienki. Po załatwieniu swoich fizjologicznych potrzeb, stanęłam naprzeciw lustra, rękoma opierając ciężar na umywalce. Popatrzyłam trochę na swoje odbicie. Nie różniło się niczym, oprócz tego, że w oczach zauważyłam gasnące uczucia. Zdałam sobie sprawę, że jeśli ktoś albo coś ich nie ożywi to ... będzie ze mną ciężko.
Wychodząc z łazienki kątem oka zerknęłam na biurko i automatycznie do niego usiadłam. Włączając sobie płytę The Fray wpadłam na pomysł, że porysuję. Wyciągnęłam plik kartek i przysunęłam kubeczek z ołówkami. Mój wzrok przykuło zdjęcie rodziców, które wisiało na kawałku ściany przy oknie. Matko! Nie byłam dziś na cmentarzu! Zupełnie zapomniałam...  Pomysł o rysowaniu odszedł w niepamięć kiedy nagle do głowy wpadło mi, że wybiorę się teraz, ale jak spojrzałam na zegarek to wróciłam do pierwotnych planów.
Była już 19, więc zanim bym się zebrała i dotarła na cmentarz byłoby już grubo po 20 więc wolałam nie ryzykować, tym bardziej że po ulicach Slough, tak samo jak i zresztą Londynu, kręciły się typy ludzi, na których nikt nie chciałby wpaść.
Zaczęłam kreślić kreski, kółka, ostre linie, łagodne linie, całkiem nieświadomie. Aktualne zajęcie pochłonęło mnie całkowicie. Czułam się jakbym siedziała nad projektem mojego życia. Kiedy palcem rozcierałam ostatnie kontury, doszło do mnie co przedstawiał mój obraz.  Dopiero teraz zorientowałam się co tak naprawdę rysowała moja wyobraźnia bo ręce to tylko były tylko pionki kierowane przez mózg. No.. to ładną sobie wymyślił grę, nie ma co. Patrzyłam na kartkę jak zahipnotyzowana i kciukiem przejechałam po ołówkowych ustach. Na kawałku papieru znajdował się Harry, uśmiechający się promiennie.
- o boże. - skomentowałam sobie pod nosem własną pracę. Kręciłam kartką w przeciwnym kierunku do obrotów głowy. Mimo wszystko Effie, nieźle Ci to wyszło ale z łaski swojej przestań myśleć o tym idealnym dupku z przerośniętym ego.
- Effie, chodź! - do mojego pokoju wpadła Vanessa tak szybko otwierając drzwi, że uderzyły w szafę, która stała obok. Wystraszyłam się więc podskoczyłam w miejscu i zaczęłam przykrywać moje arcydzieło czystymi kartkami papieru.
- Matko, Van! Przestraszyłaś mnie .. - powiedziałam, odwracając się do niej położyłam rękę na klatce piersiowej w miejscu serca. Podciągnęłam nogę pod brodę - Co jest?
- Idziesz ze mną do Melissy - stwierdziła pewnie po chwili a zanim ja zdążyłam cokolwiek powiedzieć, przerwała mi szybko - i nawet nie chcę słyszeć 'nie'. - gwałtownym ruchem otworzyła moją szafę i rzuciła we mnie pierwszą, lepszą bluzką którą wyciągnęła.
- Ale ...
- Nie ma ale, ruszaj kuper i za 10 minut widzę Cię na dole.
Po krótkim zastanowieniu się, postanowiłam że jednak mogę iść. I tak nie miałam nic ważnego do roboty, a to na pewno lepsze niż ślęczenie przed TV i rozpamiętywanie dzisiejszego dnia.


U Melissy, jak to u Melissy... Dietetyczne żarcie, stos czasopism, malowanie paznokci u stóp, depilowanie brwi i wąsika - na co się nigdy nie zgodzę bo to boli a ja nawet lubię swój wąsik - no i oczywiście One Direction. Boże! Ile to można się zachwycać kimś, kogo się właściwie nawet nie zna. Naprawdę, miałam tego po dziurki w nosie czegokolwiek związanego z nimi, a szczególnie z jednym z nich, aż miałam ochotę zerwać się na równe nogi i krzyknąć, że Styles wcale nie jest taki jakiego go kreują. Przechyliłam głowę w lewo i w prawo, by rozciągnąć jakoś zmęczony kark i pobudzić mięśnie do funkcjonalności. Stwierdziłam, że najlepszym rozwiązaniem będzie pożegnanie się i wyjście. Ukradkiem spojrzałam na zegarek, który wskazywał 22:38.
- Wiecie co? Ja będę się zwijać do domu. - powiedziałam, przerywając dziewczynom w zaciętej dyskusji o tym co się będzie nosić w tę jesień.
- Co? Zostań jeszcze - Melissa przysunęła się na kolanach chwytając moją rękę.
- Niemiłosiernie boli mnie głowa. Chciałabym odpoacząć
- Odpoczniesz w nocy - krzyknęła entuzjastycznie Vanessa, machając ręką w geście, że to co powiedziałam zdaje się być mało ważne.
- Miałam ciężki dzień w pracy, jutro też mnie to pewnie czeka. Zrozumcie.
Dziewczyny westchnęły głośno. Pokiwałam tylko głową ze zrozumieniem, po chwili zakładałam kurtkę i krasnalową czapkę a kiedy stanęłam przy drzwiach odwróciłam się by pomachać na pożegnanie.
- Effie, może Cię odprowadzimy ? - zaproponowała Melissa, na co się uśmiechnęłam.
- Naprawdę dam sobie radę.
- Jesteś pewna ? - moja kuzynka stanęła obok mnie i oplotła mnie w czułym uściskiem. Pokiwałam twierdząco głową na jej pytanie a ona pogłaskała lekko moje plecy - uważaj na siebie.
- No jasne! - posłałam kuzynce promienny uśmiech. Rzucając krótkie 'dobranoc' mamie Melissy opuściłam dom Państwa Portman. Włożyłam słuchawki do uszu i szłam oświetloną ulicą Londynu. W głowie miałam tylko portret, który nabazgrałam wcześniej i słowa Harry'ego, które mimo wszystko budziły stado motylów w moim żołądku.
       Lancer Square jest cichą i w miarę spokojną dzielnicą. Oczywiście, że kręcą się tu różne typki ale z reguły to bezdomni, także mało niebezpieczni choć teraz są czasy, że taki jeden z drugim są w stanie głowę Ci uciąć za 1 funta. Takiego jeszcze nie spotkałam i miejmy nadzieję, że nie spotkam.  Od domu Melissy nie było daleko do domu cioci, bo dzieliły nas tylko 3 ulice, właściwie 3,5 bo w połowie należało skręcić w nieduży park. I gdyby nie to, że był oświetlony tylko kilkoma latarniami, droga wydawałaby się całkowicie bezpieczna. Złapałam głęboko w płuca powietrze i skręciłam w mały, brukowy, długi chodniczek. Dla pewności, gdybym miała zostać zaatakowana przez jakiegoś psychopatę, wyjęłam słuchawki z uszu. Zacisnęłam je w dłoni i włożyłam dłonie do kieszeni ramoneski. Nie mogę powiedzieć, że biegłam, po prostu szłam zdecydowanie szybciej, chciałam jak najprędzej dostać się do domu.
Rozglądałam się na boki, by co chwila upewniać się czy nic nie ma zamiaru wyskoczyć mi z krzaków. Kiedy już zobaczyłam ostatnią latarnię, która widocznie oświetlała koniec parku i ukazywała dość duży kawałek chodnika odetchnęłam z ulgą.
Równo zaparkowane samochody stały przed domami. Widziałam jak w kilku mieszkaniach gasły światła, ludzie najwidoczniej kładli się spać kończąc dzisiejszy dzień. Niemiłosiernie im zazdrościłam, bo niczego tak nie chciałam w tym momencie jak tego by zasnąć. Wyszłam za róg parku, przeszłam przez ulicę i mijałam pub, który był odwiedzany przez dużą ilość osób, szczególnie przez tych lepiej sytuowanych. Przechodząc obok, trącona chyba ciekawością zerknęłam w ciemną przestrzeń między barem a następnym budynkiem zbudowanym z czerwonej cegły.  Przyspieszyłam, kiedy wydobył się stamtąd nieprzyjemny śmiech, poprzedzony dziwnym, obolałym jękiem i litanią przekleństw. Spuściłam wzrok i przeszłam szybko obok tego miejsca by po chwili stanąć jak wryta. Zastygłam w miejscu. Do moich uszu dobiegło znane mi już imię. Przygryzłam wargę, gdy zastanawiałam się czy nie powinnam cofnąć te trzy kroki. Usłyszałam dźwięk uderzenia, co gorsza w czyjeś ciało bo zostało to przypieczętowane głośnym jękiem. To nie może być on, uspokój się Effie, Harry jest u siebie w domu. Cały, zdrowy, nadal wredny, bezpieczny.
- Mało Ci jebany skurwielu ?! Mało Ci Styles ? - gruby, męski zawibrował nieprzyjemnie w mojej głowie. Spojrzałam jeszcze raz w tamto miejsce. Widziałam, że sytuacja nie jest zbyt ciekawa a i główni bohaterowie zadymy się raczej nie kochają. Cały czas obserwowałam grupkę stojącą w zacienionym miejscu, kiedy Harry mocno odepchnął któregoś z nich. Nie wiedziałam co robić. Rozum podpowiadał mi, żebym po prostu stamtąd uciekła, ale nie mogłam, coś kazało mi interweniować. Mój oddech przyspieszył kiedy mężczyzna stojący obok przyparł Harry'ego do ściany a drugi wymierzył silne uderzenie w brzuch.
Nie mogłam na to patrzeć.
- zostaw go! - krzyknęłam, podchodząc bliżej. Nagle wszystkie 3 pary oczu skierowały się na mnie. Facet bijący Harry'ego przelustrował całą moją sylwetkę.
- idź stąd gówniaro ... - ręce faceta były mocno zaciśnięte na koszuli Harry'ego. Nie zamierzałam spełniać jego prośby, wręcz przeciwnie zrobiłam kilka kroków do przodu, mimo tego że myślałam że umrę tam ze strachu, chyba że mnie wcześniej zabiją. Mężczyzna skierował wzrok w moją stronę, wyciągając niedopałek papierosa z ust. Podszedł do mnie na bliską odległość i zdmuchnął obleśnym oddechem kosmyk włosów z mojej twarzy. Harry milczał, wiedziałam że był zaskoczony moim pojawieniem się. Lekko ruszył w moją stronę na co ten drugi szybko zareagował przypierając go do ściany. Z gardła Styles'a  wydobyło się bolesne jęknięcie.
- Nie wydaję się panu, że dwóch na jednego to nie fair?
- To zabawa, prawda Harry ?
- Nawet jeśli to zabawa. - odparłam szybko z naciskiem na słowo 'nawet'.
- Co Ty tu robisz o takiej porze dziecino - przejechał kciukiem po moim policzku. Wzdrygnęłam się kiedy jego szorstki paluch zetknął się z moją skórą, w efekcie uderzając w jakąś skrzynkę czy kosz.
- Zostaw ją ... - Harry znów się szarpnął, facet obok kiwnął głową aby tamten znów przykuł go do ściany.
- Znasz go?
- Nie.
- Hmmmm ... a takim razie zabawisz się ze mną w taką grę w jaką lubimy się ostatnio bawić z Harrym, co?- Facet popchnął mnie na ścianę ręką opierając się o nią nad moją głową. - mów mi Andrew.
- Zdecydowanie nie. To byłoby nie fair z mojej strony - Boję się. Głos drży mi niemiłosiernie ale staram się odpowiadać normalnie, nie pokazując mojego przerażenia. Nie wiem jakim cudem.
- Dlaczego ptaszynko ?
- Pokonałabym Cię jednym gestem, Andrew.
- Czyżby ?
- Wystarczy, że pokazałabym Ci cycki. - nachyliłam się nad nim wypowiadając te słowa prosto w jego twarz. Brzydziłam się, bo był naprawdę okropny. Andrew po moich słowach widocznie stracił równowagę dzięki czemu udało mi się lekko go od siebie odepchnąć. Wykorzystałam sytuację i w nagłym przypływie odwagi ominęłam go zwinnie, stając do Harry'ego tyłem. Nie mam pojęcia czemu, po prostu miałam wrażenie, że w ten sposób obronię go przed kolejnymi ciosami. Kiedy mężczyzna dał krok w moją stronę przycisnęłam się do torsu Styles'a a jego ręka powędrowała nisko na moje biodro. Mimo tej całej przerażającej sytuacji poczułam miły dreszcz kiedy lekko zacisnął dłoń. Jego dotyk wskazywał jego wdzięczność. Nie wiadomo jak to wszystko mogłoby się skończyć.
- Nie boisz się mnie ? Mógłbym Ci połamać te chude rączki ...
- Boję się jak cholera. Ale tu - wskazałam palcem w górę, zawieszając głos - nad nami, mieszka bardzo nie miły pan policjant, który nikomu nie odpuści. Wystarczy jeden mój pisk a pójdziesz do więzienia na kilka ładnych lat. Nie chcesz tego, prawda? Tak myślałam. - Kolejny raz udało mi się wytrącić go z równowagi. Przez chwilę panowała cisza, słychać było tylko mój ciężki, wystraszony oddech i ciche jęki z ust Harry'ego poprzedzone bólem, na sto procent.
- My, kochanie się jeszcze spotkamy - włożył koniec swojego kciuka do ust i zwilżonym opuszkiem przejechał po moim policzku - Do zobaczenia, Styles. - oddalił się od nas o kilka kroków wołając ruchem głowy drugiego z nich. - Jesteś taką samą ciotą, jak on.
- idź do diabła - szepnął Harry ze słyszalną ulgą w głosie i bezsilnie oparł głowę o moje ramię.


~*~
ROZDZIAŁ NIESPRAWDZONY !
Wybaczcie mi tak długie zwlekanie, ale pracuję po 12 godzin a jak wracam to padam na ryj.
mi się osobiście nie podoba, mam nadzieję że chociaż Wy to docenicie.
Kocham Was <3
- k. xx

13 komentarzy:

  1. Tobie to się nic trampku nie podoba :P Masz tam chyba ze dwa potoczne zwroty ale nawet pasują xD Kurde miałam ciary jak czytałam scenę z zaułka. Z początku myślałam że będzie coś a la Dark itp.ale mile zaskoczyła mnie zamiana ról.W końcu to nie Hazza jest dużym odważnym mężczyzną który broni biednej i słabej dziewczyny :D Eeeeh czuję się fejmem bo to przy mnie pisałaś połowę tego rozdziału :D Musisz częściej mnie odwiedzać bo podoba mi się kierunek w którym galopuje twoja wena :D Jestem first a ty stawiasz Milkshake'a! <3 Kocham cię Klimek :D :*

    OdpowiedzUsuń
  2. Jak zwykle się nie zawiodłam !!!!! Genialny i strasznie podobała mi się ta akcja :) To takie wzruszające, że ona stanęła w jego obronie i udało się jej!! Czekam z niecierpliwością na kolejny, życzę weny :D

    OdpowiedzUsuń
  3. wow niezłe, ale Harry w takiej sytuacji... wolę raczej, jak jest bezpieczny :)
    ogólnie rozdział bardzo mi się podoba :)
    czekam na następny :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Nie widzę żadnych innych komentarzy więc czyżbym była pierwsza? Mam się powtarzać? Pięknie napisany rozdział, na który czekałam naprawdę dużo. Ciekawa akcja z tym pobiciem Harry'ego. Jak ją dalej rozwiniesz? Effy się zaopiekuje Harrym prawda? Weźmie go do siebie? Czy go opierdoli? ;))
    Czekam z niecierpliwością na kolejny! ;*

    OdpowiedzUsuń
  5. zajebiste <3
    czekam na next :)

    @Olesia365 xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny rozdział! A ta sytuacja z bójką i to jak Effie stanęła w obronie Hazzy... Ciekawe komu ten kretyn znów podpadł. Czekam na nn bby;*

    OdpowiedzUsuń
  7. Rozdział jak zawsze świetny, a ty jak zawsze uważasz inaczej. Kurde Harry i niespodzianka dla Effie? Ciekawe co to było..
    Effie jaka lwica, stanęła w obronie Styles'a i całkiem nieźle jej to wyszło :D Rozdział bardzo mi się podobał. Dziękuję Ci, że piszesz mimo tego, że nie masz czasu xx Pozdrawiam ♥

    OdpowiedzUsuń
  8. Cudowny asjhbdiuhfjgdjdg *-*
    Effie jaka zadziorna. Harry i tak mi podpadł przy tej sytuacji z Taylor...
    Czekam na next! @YourLive_Voice

    OdpowiedzUsuń
  9. hej przeczytałam wszystkie rozdziały i musze powiedzieć ze bardzo mi się podobają czekam z niecierpliwością na nastepny zapraszam do mnie na http://love-and-puredestiny.blog.pl/ .

    OdpowiedzUsuń
  10. Boskie i cudowne !!!!!! <3 <3 <3

    Jak masz czas to prosze wpadnij :)
    http://blackniallhoran.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń
  11. hej jako nominowana do LA jestem zoobowiązana do nominacji 11 blogów. Twoje opowiadnanie urzeklo mnie ogromnie . Czytam z napięciem każdy z nowych rozdziałów i z niecierpliwością czekam na następne. Moje pytania znajdziesz na moim blogu http://love-and-puredestiny.blog.pl/ zapraszam serdecznie do czytania i komentowania:)

    OdpowiedzUsuń