wtorek, 10 września 2013

chapter 1.

         Pewnie - masz prawo płakać. Płacz do woli, krzycz, rozmazuj tusz - ale nocą, przy zasłoniętych roletach i zgaszonym świetle. By nikt nie widział, by nikt tego nie odkrył. Możesz być słaba, ale sama przy sobie lub przy najbliższych - nie możesz pokazać innym, że można Cię złamać. Nie możesz dać im tej satysfakcji, że od czasu do czasu przegrywasz. rano wstań, nałóż makijaż i czerwoną szminkę na usta i idź - z uśmiechem, najbardziej sztucznym, ale mimo to - uśmiechem, w każdej sytuacji. Nie pokazuj ludziom swojej słabości, nie daj im poczuć, że można Cię złamać - bo później będą robić to na każdym kroku, pamiętaj.
Patrzę na zegarek 2:26. jeśli już teraz nie zasnęłam, nie ma mowy żeby to nastąpiło. Wiercę się z boku na bok, przykrywając się kołdrą, odkrywając się i tak na zmianę. Słyszę ciche chrapanie wujka Vanessy, Johna. Odkąd przyjechałam tutaj, do Manchesteru z Vanessą, liczyłam dni do powrotu do Londynu. Owszem, babcia Van jest przemiłą i przecudowną osobą ale od samego jej jedzenia przytyłam chyba z 5 kg.
Miałam dość 'nadskakiwania'. Wiem, że chcieli dobrze żebym nie czuła się samotna ale ja i tak się czuję. Straciłam rodziców. Pijany kierowca odebrał mi ich już na resztę życia. Nie zobaczą swoich wnucząt, mama mnie nie pobłogosławi a tata nie zaprowadzi do ołtarza.
Czuję jak po moich policzkach spływa pojedyncza mała kropelka. Nie chcę tak żyć, już nic nie ma sensu.


- Effie, wstawaj. Zaraz jedziemy na lotnisko – słyszę delikatny głos Van, która szarpie lekko za moje ramię.
- Tak, tak. Już. Która godzina? - przecieram oczy i mozolnie podnoszę się z łóżka, siadając na nim.
- 4:00. ogarnij się i zejdź na śniadanie. - kuzynka wychodząc z pokoju rzuciła mi promienny uśmiech. Kochałam ją. Tak naprawdę tylko ona mi została. Trwała przy mnie, śmiała się ze mną i wycierała mi łzy, kiedy nieopanowanie leciały. Różniłyśmy się. Ona wolała imprezować, ja wolałam rysować. Ona pozowała, to ja robiłam zdjęcia. Nie, nie. Nie to, że jestem kujonką, jakąś cnotką i zakonnicą. Też lubiłam się zabawić, poszaleć ale po wypadku wszystko się zmieniło. Odwróciłam się od przyjaciół, przestałam się kontaktować ze światem. Straciłam kontakt z własną sobą.


       Na lotnisku było tłoczno, jak to na lotnisku. Ludzie spieszący się każdy w swoim kierunku. Jeden tu, drugi tam. Jakieś płaczące dziecko, jakieś żegnające się pary, jakaś babka krzyczy przez telefon. Czarni, żółci, biali – najróżniejsi. Przeszłyśmy już dwie odprawy, a do odlotu zostało nam jeszcze ponad pół godziny.
Wyciągnęłam swój telefon, chciałam sprawdzić TT, facebook'a .. no tak, pousuwałam konta. Nie chciałam mieć kontaktu z ludźmi. Jedyne do czego komórka była mi potrzebna to do dzwonienia, słuchania muzyki, czytania książek kupionych w internecie albo do ewentualnego grzebania w portalach plotkarskich. Co mnie obchodziła Miley Cyrus i jej nowy tatuaż, albo ten, no Bieber i Gomez.. albo Harry Styles i jego nowa zdobycz. Kobieciarz, nie lubię go choć Vanessa cały czas katuje mnie opowieściami o One Direction. Nie to, że jest jakąś ostro sfiksowaną fanką, po prostu lubi ich muzykę i twarze, bo cholera są przystojni, muszę przyznać.
Przetarłam twarz dłoniami i poprawiłam włosy. Spojrzałam na zegarek, za 20 minut powinnam być już w samolocie. Pójdę do łazienki bo nie lubię sikać w samolotowych. Jakoś dziwnie i nieprzyjemnie..
- idę do łazienki. - rzuciłam w kierunku Van, która zacięcie tweetowała. Kiwnęła tylko na znak, że rozumie. Szłam szerokim, szarym korytarzem w poszukiwaniu toalety. Gdy w końcu znalazłam dwie pary drzwi odechciało mi się wszystkiego. Jedne z kółkiem, drugie z trójkątem. I co teraz? Które jest które ? Zawsze miałam z tym problem i usilnie próbowałam zapamiętać wzory, trójkąt dla kobiet bo przypomina kobietę albo może kółko dla kobiet bo przypomina pierś? Dobra, trudno. Złapałam za klamkę z trójkątem.

       Kręci mi się w głowie, przed oczami pojawiły mi się ciemne plamki, kolana się pode mną ugięły więc siedzę teraz na zimnej podłodze. Otworzyłam zaciśnięte mocno oczy, łapię się za czoło a z moich ust wydobywa się syknięcie oznaczające ból.
Przede mną stoi jakiś facet, ma obdarte, zniszczone buty, które z obcisłymi rurkami tworzą obrzydliwy obraz.
- co się mówi ? - głos mężczyzny przepełniony był pychą, dumą i złością.
- Słucham ? 
- nie, nie. to raczej słowo na P.
- Chyba coś się Panu ... - podniosłam głowę lekko ku górze aby sprawdzić, kto chciał zabić mnie toaletowymi drzwiami. Zaniemówiłam. - Tobie pomyliło ?
- powinnaś mnie przeprosić.
- Ja?! - gwałtownie podniosłam się na nogi. Spojrzałam mu prosto w oczy – posłuchaj mnie kolego, to Ty uderzyłeś mnie drzwiami. I to Ty powinieneś mnie przeprosić. - wykierowałam do niego wskazującym palcem by podkreślić powagę moich słów. Zaśmiał się perfidnie prosto w moją twarz.
- Czy Ty wiesz kim ja jestem ? 
- Niestety – zmierzyłam go wzrokiem od góry do dołu – wiem. I w takich chwilach cieszę się, że nie jestem Twoją fanką.- zaskoczyłam go bo jego oczy powiększyły się nagle a usta utworzyły małą literkę o.

Harry Styles był nieziemsko przystojny. Pierwsze co zauważyłam, to niemożliwie piękne, zielone oczy i cudne dołeczki w policzkach. Tęczówki chłopaka uzależniały. Nie mogłam odwrócić wzroku od jego wesołego spojrzenia, od tych kręconych włosów ułożonych w istny nieład. Wydatna szczęka nadaje mu męskości a dołeczki chłopięcego uroku. Już wiem dlaczego miliony dziewczyn szaleją za nim aż do łez
- Dam Ci autograf i od razu będziesz milsza. jestem Harry, Harry Styles. - wyciągnął rękę w moją stronę. Popatrzyłam na niego z kpiącym uśmiechem. Wyciągnęłam dłoń w stronę jego dłoni i gdy ten chciał już ją złapać, poprawiłam swoje włosy. Zmrużył oczy. myślał, może, że się na niego rzucę i będę błagała o zdjęcie ? nigdy w życiu. 
- a ja, na szczęście spieszę się na samolot. Powodzenia.. - odwróciłam się na pięcie wywracając oczami. Poczułam dotyk na nadgarstku i szarpnięcie do tyłu.
- zobaczymy się jeszcze ?
- oby nie. - wyrwałam się i z impetem ruszyłam do wyjścia. Uśmiechnęłam się lekko sama do siebie, mój żołądek wywinął mi parę fikołków a ja nieświadomie przygryzłam wargę.
- nie przygryzaj wargi – krzyknął, na co odpowiedziałam mu głośnym prychnięciem. - wiem, że to zrobiłaś. Wszystkie tak robicie na mój widok.
Idiota. Palant. Debil. Cham. Idiota. Fajny.





Zabijcie mnie! 1 rozdział i taki zjeba*y -.-
nie jest mega długi, ale chciałam choć troszkę wprowadzić Was w to opowiadanie. kolejne będą dłuższe i lepsze. obiecuję ! x
-K. 

4 komentarze:

  1. jest super <3 głowna bohaterka omomomo <3 pisz następny <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Jejku cudowny. Harry jaki pewny siebie, kocham te opowiadanie od pierwszego rozdziału. Pisz i dodawaj jak najczęściej. I błagam długie.
    +Jestem pełna podziwu,że ten ff nie odbiega od tych typu COLD, DANGER, DARK :D
    Pozdrawiam i całuję @sosadsad

    OdpowiedzUsuń
  3. świetny!. xx fajna odmiana, że Hazz jest pewną siebie zadziorną gwiazdą a główna bohaterka wbrew jego oczekiwaniom jest mu oporna ;D lecę czytać dalej.xx

    OdpowiedzUsuń
  4. Zajęliśmy rozdział *.* ILY
    @Olesia365

    OdpowiedzUsuń