środa, 11 września 2013

chapter 2.

                                                                            

Najpiękniejsze relacje w naszym życiu to te, których nikt się nie spodziewał. Te, które wzbudzają takie zdumienie, że masz ochotę powiedzieć o nich światu. Przecież podświadomie czujesz, że takie uczucia trzeba wykrzyczeć. Najpiękniejsze relacje to te, o których sam myślisz: "Cholera, kto by pomyślał?".
       Samolotowe siedzenia są spoko. Wygodne, przyjemne w dotyku i nie piszczą jak próbujesz ruszyć nogą. Patrzę na swoją kartę pokładową i wyczytuję z niej numerek "65". Proszę, żeby to było przy oknie. 3 długie rzędy, w każdym po 3 miejsca. 72, 71,70 .. mozolnie mijam numerki przechodząc między już zajętymi miejscami. Vanessa szła gdzieś kawałek za mnąm ale nie zwaracałam na nią uwagi bo zna się na cyferkach i umie czytać. Chciałam jak najszybciej zająć swoje miejsce, wciągnąć kaptur, włożyć słuchawki do uszu i zasnąć. Byłam zmęczona. W końcu dostrzegłam swoje miejsce jak też to, że było już zajęte. Siedziała na nim staruszka, która już ledwo oddychała. A obok niej jakiś facet, który wyraźnie siedział na swoim miejscu bo zgromił mnie takim spojrzeniem, że od razu zapomniałam o jakimkolwiek uprzejmym pytaniu.
- przepraszam, wszystko w porządku ?
- Tak, kochanie. Zajęłam Ci miejsce prawda ? - pokiwałam lekko głową. Nie mogłam jej stamtąd wyrzucić. Nie miałabym serca. - czy mogłabyś usiąść na moje ? Jest przy oknie. A ja boję się przy oknie. Lecę pierwszy raz do córki, z wnuczkiem. Ale on zajął mi miejsce przy oknie, a ja się boję przy oknie. - złapała mnie za rękę i delikatnie ścisnęła wbijając we mnie swoje tęczówki.
- Dobrze, nie ma najmniejszego problemu. Wszystko rozumiem, ale czy Pani wnuk nie będzie miał nic przeciwko ?

- Ależ skąd moje dziecko, to dobry chłopak. - uśmiechnęła się promiennie a ja odwzajemniłam uśmiech i kierowałam się w stronę siedzenia nr 69. Trochę to dziwne, ale nie mogłam jej odmówić. Wyglądała na przesympatyczną, poza tym kilkadziesiąt lat starszą.
Spotkałam Van.
- A Ty gdzie się wybierasz ?
- Wiesz, będę siedzieć tam bo na moje miejsce usiadła jakaś Pani która boi się latać.

- ale Effie ..
- oj i tak idziesz spać. Do zobaczenia w Londynie. - ucałowałam kuzynkę i ruszyłam dalej. Nareszcie moim oczom ukazał się wymarzony numer. Wrzuciłam bagaż podręczny do schowka nad głową, zdjęłam bluzę i zatopiłam się w wygodnym, beżowym fotelu. 
Myślałam, o różnych sprawach, sprawnie omijając temat rodziców. Niesamowicie cieszyłam się, że wracam już do Londynu. Mimo wcześniejszych wydarzeń, chcę zacząć życie od nowa. Usamodzielnić się, znaleźć pracę, może faceta. Chcę wyprowadzić się już od cioci, żeby w końcu nie czuć, że jestem dla niej problem. By nie widzieć tego jak męczy się, żeby było mi dobrze, by nie wiedzieć o tym, że sama nie śpi żeby przyjść i sprawdzić czy ja mam spokojny sen.
Zamknęłam oczy, wsłuchując się w melodię puszczaną ze słuchawek i już miałam zasypiać kiedy poczułam gwałtowne i silne szarpanie za bark.
- Co jest ? - rzuciłam ze zdenerwowaniem.
- Uum, Panienko .. to jest zajęte miejsce.. - przecierając oczy dostrzegłam ogromnego mężczyznę. Miał ze dwa metry wzrostu i ważył co najmniej 100 kg.
- Tak, wiem. Ale zamieniłam się z tamtą panią – odpowiedziałam wskazując palcem miejsce zajęte przez staruszkę
- ale jak to zamieniłam się ? - zdziwienie w głosie wielkoluda wzrastało z każdym wypowiadanym słowem.

- David ! Już wszystko załatwione – nagle dźwięk znajomego, zachrypniętego głosu dobiegł do moich uszu. - usiądź sobie, ja to wyjaśnię. - dokończył.
chłopak, który momentalnie znalazł się obok nas, poklepał mężczyznę Davida po ramieniu na co ten spojrzał na niego krzywo, lekko otwierając oczy. Pokiwał głową, ciężko westchnął i odszedł. Wysoki, dobrze zbudowany i opalony zielonooki Harry przycupnął szybko na miejscu obok mnie i szeroko się uśmiechając
- tęskniłaś, prawda ? - powiedział.
Spiorunowałam go wzrokiem i wymachując rękoma wstałam by opuścić to miejsce
- oo nie nie , nie . Tylko nie Ty. Nigdy! O nie ! - nie krzyczałam, choć mój głos stał się bardziej agresywny.
- Tu chodzi przecież o moją babcię – nie uśmiechał się. Złapał moją rękę i kciukiem lekko przejechał po jej wierzchu- siadaj.
- Proszę usiąść i zapiąć pasy, za chwileczkę będziemy startować. - jak na złość pojawiła mi się ta marionetka w niebieskim mundurku z wymuszonym i wypracowanym uśmiechem na twarzy.
- Ale ja chciałabym ..
- z toalety skorzysta Pani później, proszę usiąść. Dziękuję. - uśmiechnęła się jeszcze sztucznej a jej głos był wypełnionym taką słodkością, że aż zebrało mi się na nudności. Prychnęłam pod nosem i rzuciłam się na fotel, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Mówią, że pierwsze spotkanie to przypadek, drugie to przeznaczenie – spojrzał rozbawiony w moją stronę, opierając głowę o zagłówek siedzenia. Uśmiechnęłam się kpiąco.
- Jeśli nie chcesz spotkać się z przeznaczeniem od mojej wrednej strony, to się zamknij.
- Uhuhhu... ktoś tu jest nie w humorze.
- Uhuhuhhu .. ktoś tu jest zbyt pewny siebie.

- Daj spokój, będziemy siedzieli ze sobą ponad dwie godziny. Możemy przecież porozmawiać.
W sumie moglibyśmy. Pomijając fakt, że jego arogancka gadka i kpiący uśmieszek strasznie mnie irytował, coś mi się w nim podobało. Taki urok połączony z brutalnością.
- To jak masz na imię, fajtłapko ?
- Eiffel .. - powiedziałam przytłumionym głosem. Nienawidziłam swojego oficjalnego imienia. Rodzice poznali się w Paryżu, pod wieżą Eifflą. Tam, przysięgli sobie, że ich córka będzie miała tak na imię. I oto jestem.
Jego gardłowy śmiech zabrzmiał tak jakby właśnie zakrztusił się powietrzem.
- Serio? Masz na imię jak wieża ?! - spojrzał z niedowierzaniem. Miałam ochotę mu przywalić i nawet dołki w policzkach, które były teraz wyjątkowo głębokie nie zminimalizowały mojego pragnienia. Zmrużyłam lekko oczy.
- mów mi Effie.
- Naprawdę, Eiffel. Już słyszę żarty w stronę Twoich rodziców.. " witam Pana, czy Pana córka Wieża Eiffla mogłaby pouczyć mnie dziś geografii, bo nie mam pojęcia gdzie leży Francja. Czy zrobiłaby Pani na obiad żabie udka ? We Francji to przyssss.. - śmiał się, przedrzeźniając i wymyślając najgłupsze na świecie porównania.

- Moi rodzice nie żyją.
Zamilkł. Odchylił się do tyłu, nie zdając sobie sprawy jak śmiesznie w tym momencie wygląda z otwartymi lekko ustami wpatrując się tępo w miejsce gdzie siedziałam. Jej rodzice nie żyją. Przejechał dłonią po twarzy i lekko przymknął powieki.
- Zaskoczony ? Wiem. To wszystkich zaskakuje – powiedziałam pewnie, tak jak on wtedy w sytuacji z tą wargą.
- Nie wiedziałem.
- Skąd mogłeś wiedzieć, nie mam tego napisane na czole. Jest ok. - uśmiechnęłam się w jego stronę.

- Nie możesz zmienić przyszłości, nawet jeśli jest straszna, ale możesz wpłynąć na przyszłość, fajtłapko. - odparł pewnie. będąc dumny ze swoich słów, dumny z delikatnego uśmiechu, który udało mu się wywołać na mojej twarzy, podnosząc brew do góry oparł się wygodnie o siedzenia.
       Gadaliśmy o wszystkim i o niczym. Dowiedziałam się, że ma 4 najlepszych kumpli, że spotyka się z Taylor, że wraca od mamy, że David to jego ochroniarz, że uwielbia śpiewać i usilnie przekonując, że może mi to właśnie udowodnić jeśli tylko będę chciała. No tak, Harry Styles śpiewający na środku samolotu, dziewczynie ubranej w zwykłą szarą bluzę, poszarpane jeansy, zniszczone trampki i to jeszcze z jakimś dziwnie małym nosem. Tym bardziej, że kilka siedzeń przed nami siedziała jedna z największych fanek owego nastolatka więc mogłaby wyniknąć niezła drama. Cóż, kabaret za darmo.

*zbliżamy się do lądowania, proszę zapiąć pasy. Dziękuję za cierpliwość i wybranie naszych linii lotniczych. Pozdrawiamy, załoga British Airways*

       Znajomy głos stewardessy przypomniał o tym, że powinniśmy ogarniać się do opuszczania samolotu.
- za porady psychologiczne należy się 50 funtów. Kiedy się widzimy ? - Harry wstał już z siedzenia, bo dowiedziałam się też, że prosto z samolotu jedzie na wywiad* i czeka już na niego samochód. A samolot wybrał taki, bo na prywatny nie było czasu. Takie jest nasze sławne dziecko zabiegane, że aż musi publicznymi samolotami latać, coś strasznego.
- A trzecie spotkanie to wieczność, tak mówią. – kiedy stałam już na nogach wypowiedziałam te słowa prosto w jego twarz bo staliśmy naprawdę blisko siebie. Mogłam dostrzec każdy odcień zieleni jego oczu. A ten błysk przyprawiał mnie o ciarki – trzymaj się Harry. - uśmiechnęłam się i zgarniając swój bagaż, udałam się w stonę – jak przypuszczałam - Vanessy.
- Van, wstawaj. Jesteśmy. - kuzynka głośno i mozolnie ziewnęła, podnosząc się z miejsca. Staruszka siedząca obok, nie odzywała się dopóki nie stałyśmy do niej tyłem, kierując się do wyjścia.
- Dziękuję dziecinko.
- Dlaczego Pani prosiła mnie o zamianę miejsc ? - puściła mi oczko, a ja dokładnie wiedziałam o co chodzi.
- Bo dostałam 50 funtów po to żebym bała się przy oknie.   





* - wiem, że najpierw była akcja z babcią, teraz wyskoczył nagle wywiad ale w kolejnych rozdziałach dowiecie się czemu. :*
JEST ! namęczyłam się, nie powiem że nie. ale jest długi. i podoba mi się.
mam tylko jedną prośbę CZYTASZ = KOMENTUJESZ ( :
naprawdę to mnie tak motywuje do pracy, że głowa mała.
kiss. x
- K.

7 komentarzy:

  1. Świetny, szybko dawaj następny żeby nie wypaść z tego nastroju. :D xx

    OdpowiedzUsuń
  2. Jaram się naprawdę! Jest świetny<3 Ale rozpaczliwe chcę się znaleźć na jej miejscu :(
    @shiit0happens ;*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. już jesteś dodana do informowanych ; )
      Dzięki.
      i wyobraź sobie, że to Ty ; *

      Usuń
  3. całkiem całkiem ;) jestem ciekawa co będzie dalej :)

    OdpowiedzUsuń
  4. całkiem całkiem ;) jestem ciekawa co będzie w następnym :)

    OdpowiedzUsuń
  5. haha ta końcówka mnie rozwaliła xd Babcia jest dobra ;D a Hazz i jego głupkowate teksty są niemożliwe xd

    OdpowiedzUsuń
  6. Super ff :D Ide czytać dalej xoxo

    OdpowiedzUsuń