♫
Najpiękniejsze
relacje w naszym życiu to te, których nikt się nie spodziewał.
Te, które wzbudzają takie zdumienie, że masz ochotę powiedzieć o
nich światu. Przecież podświadomie czujesz, że takie uczucia
trzeba wykrzyczeć. Najpiękniejsze relacje to te, o których sam
myślisz: "Cholera, kto by pomyślał?".
Samolotowe siedzenia są spoko.
Wygodne, przyjemne w dotyku i nie piszczą jak próbujesz ruszyć
nogą. Patrzę na swoją kartę pokładową i wyczytuję z niej
numerek "65". Proszę, żeby to było przy oknie. 3 długie
rzędy, w każdym po 3 miejsca. 72, 71,70 .. mozolnie mijam numerki
przechodząc między już zajętymi miejscami. Vanessa szła gdzieś
kawałek za mnąm ale nie zwaracałam na nią uwagi bo zna się na
cyferkach i umie czytać. Chciałam jak najszybciej zająć swoje
miejsce, wciągnąć kaptur, włożyć słuchawki do uszu i zasnąć.
Byłam zmęczona. W końcu dostrzegłam swoje miejsce jak też to, że
było już zajęte. Siedziała na nim staruszka, która już ledwo
oddychała. A obok niej jakiś facet, który wyraźnie siedział na
swoim miejscu bo zgromił mnie takim spojrzeniem, że od razu
zapomniałam o jakimkolwiek uprzejmym pytaniu.
- przepraszam, wszystko w porządku
?- Tak, kochanie. Zajęłam Ci miejsce prawda ? - pokiwałam lekko głową. Nie mogłam jej stamtąd wyrzucić. Nie miałabym serca. - czy mogłabyś usiąść na moje ? Jest przy oknie. A ja boję się przy oknie. Lecę pierwszy raz do córki, z wnuczkiem. Ale on zajął mi miejsce przy oknie, a ja się boję przy oknie. - złapała mnie za rękę i delikatnie ścisnęła wbijając we mnie swoje tęczówki.
- Dobrze, nie ma najmniejszego problemu. Wszystko rozumiem, ale czy Pani wnuk nie będzie miał nic przeciwko ?
- Ależ skąd moje dziecko, to dobry
chłopak. - uśmiechnęła się promiennie a ja odwzajemniłam
uśmiech i kierowałam się w stronę siedzenia nr 69. Trochę to
dziwne, ale nie mogłam jej odmówić. Wyglądała na
przesympatyczną, poza tym kilkadziesiąt lat starszą.
Spotkałam Van.
- A Ty gdzie się wybierasz ?- Wiesz, będę siedzieć tam bo na moje miejsce usiadła jakaś Pani która boi się latać.
- ale Effie ..
- oj i tak idziesz spać. Do
zobaczenia w Londynie. - ucałowałam kuzynkę i ruszyłam dalej.
Nareszcie moim oczom ukazał się wymarzony numer. Wrzuciłam bagaż
podręczny do schowka nad głową, zdjęłam bluzę i zatopiłam się
w wygodnym, beżowym fotelu.
Myślałam, o różnych sprawach,
sprawnie omijając temat rodziców. Niesamowicie cieszyłam się, że
wracam już do Londynu. Mimo wcześniejszych wydarzeń, chcę zacząć
życie od nowa. Usamodzielnić się, znaleźć pracę, może faceta.
Chcę wyprowadzić się już od cioci, żeby w końcu nie czuć, że
jestem dla niej problem. By nie widzieć tego jak męczy się, żeby
było mi dobrze, by nie wiedzieć o tym, że sama nie śpi żeby
przyjść i sprawdzić czy ja mam spokojny sen.
Zamknęłam oczy, wsłuchując się w
melodię puszczaną ze słuchawek i już miałam zasypiać kiedy
poczułam gwałtowne i silne szarpanie za bark.
- Co jest ? - rzuciłam ze
zdenerwowaniem.- Uum, Panienko .. to jest zajęte miejsce.. - przecierając oczy dostrzegłam ogromnego mężczyznę. Miał ze dwa metry wzrostu i ważył co najmniej 100 kg.
- Tak, wiem. Ale zamieniłam się z tamtą panią – odpowiedziałam wskazując palcem miejsce zajęte przez staruszkę
- ale jak to zamieniłam się ? - zdziwienie w głosie wielkoluda wzrastało z każdym wypowiadanym słowem.
- David ! Już wszystko załatwione
– nagle dźwięk znajomego, zachrypniętego głosu dobiegł do
moich uszu. - usiądź sobie, ja to wyjaśnię. - dokończył.
chłopak, który momentalnie znalazł
się obok nas, poklepał mężczyznę Davida po ramieniu na co ten
spojrzał na niego krzywo, lekko otwierając oczy. Pokiwał głową,
ciężko westchnął i odszedł. Wysoki, dobrze zbudowany i opalony
zielonooki Harry przycupnął szybko na miejscu obok mnie i szeroko
się uśmiechając
- tęskniłaś, prawda ? -
powiedział.
Spiorunowałam go wzrokiem i
wymachując rękoma wstałam by opuścić to miejsce
- oo nie nie , nie . Tylko nie Ty.
Nigdy! O nie ! - nie krzyczałam, choć mój głos stał się
bardziej agresywny.- Tu chodzi przecież o moją babcię – nie uśmiechał się. Złapał moją rękę i kciukiem lekko przejechał po jej wierzchu- siadaj.
- Proszę usiąść i zapiąć pasy, za chwileczkę będziemy startować. - jak na złość pojawiła mi się ta marionetka w niebieskim mundurku z wymuszonym i wypracowanym uśmiechem na twarzy.
- Ale ja chciałabym ..
- z toalety skorzysta Pani później, proszę usiąść. Dziękuję. - uśmiechnęła się jeszcze sztucznej a jej głos był wypełnionym taką słodkością, że aż zebrało mi się na nudności. Prychnęłam pod nosem i rzuciłam się na fotel, krzyżując ręce na klatce piersiowej.
- Mówią, że pierwsze spotkanie to przypadek, drugie to przeznaczenie – spojrzał rozbawiony w moją stronę, opierając głowę o zagłówek siedzenia. Uśmiechnęłam się kpiąco.
- Jeśli nie chcesz spotkać się z przeznaczeniem od mojej wrednej strony, to się zamknij.
- Uhuhhu... ktoś tu jest nie w humorze.
- Uhuhuhhu .. ktoś tu jest zbyt pewny siebie.
- Daj spokój, będziemy siedzieli
ze sobą ponad dwie godziny. Możemy przecież porozmawiać.
W sumie moglibyśmy. Pomijając fakt,
że jego arogancka gadka i kpiący uśmieszek strasznie mnie
irytował, coś mi się w nim podobało. Taki urok połączony z
brutalnością.
- To jak masz na imię, fajtłapko ?
- Eiffel .. - powiedziałam
przytłumionym głosem. Nienawidziłam swojego oficjalnego imienia.
Rodzice poznali się w Paryżu, pod wieżą Eifflą. Tam, przysięgli
sobie, że ich córka będzie miała tak na imię. I oto jestem.
Jego gardłowy śmiech zabrzmiał tak
jakby właśnie zakrztusił się powietrzem.
- Serio? Masz na imię jak wieża ?!
- spojrzał z niedowierzaniem. Miałam ochotę mu przywalić i nawet
dołki w policzkach, które były teraz wyjątkowo głębokie nie
zminimalizowały mojego pragnienia. Zmrużyłam lekko oczy.- mów mi Effie.
- Naprawdę, Eiffel. Już słyszę żarty w stronę Twoich rodziców.. " witam Pana, czy Pana córka Wieża Eiffla mogłaby pouczyć mnie dziś geografii, bo nie mam pojęcia gdzie leży Francja. Czy zrobiłaby Pani na obiad żabie udka ? We Francji to przyssss.. - śmiał się, przedrzeźniając i wymyślając najgłupsze na świecie porównania.
- Moi rodzice nie żyją.
Zamilkł. Odchylił się do tyłu, nie
zdając sobie sprawy jak śmiesznie w tym momencie wygląda z
otwartymi lekko ustami wpatrując się tępo w miejsce gdzie
siedziałam. Jej rodzice nie żyją. Przejechał dłonią po twarzy
i lekko przymknął powieki.
- Zaskoczony ? Wiem. To wszystkich
zaskakuje – powiedziałam pewnie, tak jak on wtedy w sytuacji z tą wargą.- Nie wiedziałem.
- Skąd mogłeś wiedzieć, nie mam tego napisane na czole. Jest ok. - uśmiechnęłam się w jego stronę.
- Nie możesz zmienić przyszłości,
nawet jeśli jest straszna, ale możesz wpłynąć na przyszłość,
fajtłapko. - odparł pewnie. będąc dumny ze swoich słów, dumny
z delikatnego uśmiechu, który udało mu się wywołać na mojej
twarzy, podnosząc brew do góry oparł się wygodnie o siedzenia.
Gadaliśmy o wszystkim i o niczym.
Dowiedziałam się, że ma 4 najlepszych kumpli, że spotyka się z
Taylor, że wraca od mamy, że David to jego ochroniarz, że uwielbia śpiewać i usilnie
przekonując, że może mi to właśnie udowodnić jeśli tylko będę
chciała. No tak, Harry Styles śpiewający na środku samolotu,
dziewczynie ubranej w zwykłą szarą bluzę, poszarpane jeansy, zniszczone trampki i to jeszcze z jakimś dziwnie małym nosem. Tym
bardziej, że kilka siedzeń przed nami siedziała jedna z
największych fanek owego nastolatka więc mogłaby wyniknąć
niezła drama. Cóż, kabaret za darmo.
*zbliżamy się do lądowania,
proszę zapiąć pasy. Dziękuję za cierpliwość i wybranie
naszych linii lotniczych. Pozdrawiamy, załoga British Airways*
Znajomy głos stewardessy przypomniał
o tym, że powinniśmy ogarniać się do opuszczania samolotu.
- za porady psychologiczne należy
się 50 funtów. Kiedy się widzimy ? - Harry wstał już z
siedzenia, bo dowiedziałam się też, że prosto z samolotu jedzie
na wywiad* i czeka już na niego samochód. A samolot wybrał taki,
bo na prywatny nie było czasu. Takie jest nasze sławne dziecko
zabiegane, że aż musi publicznymi samolotami latać, coś
strasznego.- A trzecie spotkanie to wieczność, tak mówią. – kiedy stałam już na nogach wypowiedziałam te słowa prosto w jego twarz bo staliśmy naprawdę blisko siebie. Mogłam dostrzec każdy odcień zieleni jego oczu. A ten błysk przyprawiał mnie o ciarki – trzymaj się Harry. - uśmiechnęłam się i zgarniając swój bagaż, udałam się w stonę – jak przypuszczałam - Vanessy.
- Van, wstawaj. Jesteśmy. - kuzynka głośno i mozolnie ziewnęła, podnosząc się z miejsca. Staruszka siedząca obok, nie odzywała się dopóki nie stałyśmy do niej tyłem, kierując się do wyjścia.
- Dziękuję dziecinko.
- Dlaczego Pani prosiła mnie o zamianę miejsc ? - puściła mi oczko, a ja dokładnie wiedziałam o co chodzi.
- Bo dostałam 50 funtów po to żebym bała się przy oknie.
* - wiem, że najpierw była akcja z babcią, teraz wyskoczył nagle wywiad ale w kolejnych rozdziałach dowiecie się czemu. :*
JEST ! namęczyłam się, nie powiem że nie. ale jest długi. i podoba mi się.
mam tylko jedną prośbę CZYTASZ = KOMENTUJESZ ( :
naprawdę to mnie tak motywuje do pracy, że głowa mała.
kiss. x
- K.
Świetny, szybko dawaj następny żeby nie wypaść z tego nastroju. :D xx
OdpowiedzUsuńJaram się naprawdę! Jest świetny<3 Ale rozpaczliwe chcę się znaleźć na jej miejscu :(
OdpowiedzUsuń@shiit0happens ;*
już jesteś dodana do informowanych ; )
UsuńDzięki.
i wyobraź sobie, że to Ty ; *
całkiem całkiem ;) jestem ciekawa co będzie dalej :)
OdpowiedzUsuńcałkiem całkiem ;) jestem ciekawa co będzie w następnym :)
OdpowiedzUsuńhaha ta końcówka mnie rozwaliła xd Babcia jest dobra ;D a Hazz i jego głupkowate teksty są niemożliwe xd
OdpowiedzUsuńSuper ff :D Ide czytać dalej xoxo
OdpowiedzUsuń